Trzy poślubne mity, z którymi pewnie będziecie musieli się zmierzyć!

Trzy poślubne mity, z którymi pewnie będziecie musieli się zmierzyć!

O tym, czy ślub coś zmienia, czy nie, można pisać wypracowania, wiersze, peany i opasłe tomiska. Są trzy rzeczy, które ślub zmienia z pewnością - stan cywilny, stan konta i stan umysłu. To, co po ślubie, to także częsty gość mitów i stereotypów. Ktoś kiedyś połączył kropki, powiązał fakty, kilka wyjątków potwierdziło jego regułę i tym sposobem, odkąd sięgam pamięcią, zmiana stanu cywilnego dla wielu łączy się nieodzownie z trzema rzeczami. Rzeczami, które mnie zadziwiają, śmieszą, irytują. To zadziwiające tym bardziej, że przecież po ślubie wszyscy gratulują Młodej Parze i nawet koledzy Pana Młodego zdają się cieszyć na tę okoliczność. Ale to, co dzieje się po ślubie, to już w scenerii stereotypów jakby inna bajka, oderwana od ceremonii. Dorzucicie coś od siebie do tej puli?


Ona utyje
"Dwa lata po ślubie, a Ty w ogóle nie przytyłaś! Szok!" - ostatnio usłyszałam to pod swoim adresem. Nie powiem, to miłe (moja piąta klepka wrzuciła to do szuflady z komplementami), ale gdy chwilę się nad tym zastanawiam to nie wiem zupełnie, jak zmiana stanu cywilnego miałaby wpłynąć na moją wagę, bo to przecież ślub był punktem odniesienia (punktem ciężkości?) tego komplementu. Miałabym spuchnąć od obrączki? Utyć ze szczęścia? Czy może zajadać smutki? ;) obawiam się jednak, że sponsorem tego komplementu było utarte przekonanie, że po ślubie kobiety przestają o siebie dbać (no bo wiadomo, że przed ślubem chudnie się nie dla siebie samej ani nie dla przyszłego męża, tylko dla sukni ślubnej).

On przepadnie
Do zaręczyn doszło, bo on akurat niefortunnie się potknął, padł na kolano, wyszło niezręcznie, no i żeby nie robić sobie obciachu (że niby taka ciamajda), to powiedział o dwa słowa za dużo z tej rozpaczy i wyszło na to, że się oświadczył. Później nie chciał robić jej przykrości, więc wyznaczyli datę ślubu no i... game over! Facet przepadł. Ale dobrze, teraz przynajmniej nie będzie miał lepiej od nas!
Ot, co. Nadal nie rozumiem tego fenomenu. Dlaczego niektórzy mężczyźni współczują swoim kumplom, którzy się żenią? Czasami podejrzewam, że wynika to z ich własnych, niezbyt chlubnych doświadczeń. Wniosek to stereotyp numer dwa niniejszego rankingu: ślub unieszczęśliwia faceta!

Teraz nie będą mieli dla nas czasu.
Dla nas - czyli dla przyjaciół, rodziców, rodzeństwa. Bo wiadomo, że za obrączką kredyt sznurem, gromadka dzieci na najbliższą wiosnę, praca, problemy, koniec z radością i lekkością życia, nie mówiąc już o tym, że będą mieli czas na takie pierdoły, jak spotkania z przyjaciółmi. Otóż - szok! - nowożeńcy nie wpadają w czarną dziurę po ślubie! Nie zmieniają strefy czasowej (chyba, że na podróż poślubną), niekoniecznie biorą kredyt i niekoniecznie starają się o potomstwo. W wielu przypadkach w ich życiu formalnie niewiele się zmienia, a jeśli się zmienia, to na pewno nie z dnia na dzień (życiowe rewolucje w tydzień po ślubie to rzadkość).

Jestem ciekawa, czy coś byście dorzucili to tej trójcy? :)
Złote szpilki dla Panny Młodej

Złote szpilki dla Panny Młodej

Jeszcze do niedawna złoto było dla mnie synonimem... kiczu. Taniości. Złego gustu. Jako dziecko krzywiłam się odrobinę, gdy ktoś z rodziny, celebrując moje urodziny, komunię... cokolwiek, obdarował mnie czymś w tej tonacji. Nie lubiłam złota równie bardzo, jak fal na moich włosach. Kilka lat temu dorosłam do tego, by doceniać, że moje włosy nie są skandalicznie proste i dostrzegłam, że to ich ogromna zaleta. Analogicznie dorosłam także do tego, by polubić złote akcenty. 

fot. Mango Studios

Podkreślam - akcenty, bo na total look w złotym wydaniu nadal nie jestem gotowa. Natomiast złote buty, które połyskują spod długiej sukni ślubnej chwytają mnie za serce. Podobnie jak ich fotografie w reportażach ślubnych - i to one będą grały pierwsze skrzypce w niniejszym poście. Drugie skrzypce zagrają propozycje zakupowe z polskich sklepów internetowych :)

 
fot. Amy & Jordan Photography

 
fot. Ashley Seawell Photography

 
fot. CreARTivia, buty Guess

 
fot. Ikonica

 
fot. Mango Studios

 
fot. Ruth Eileen Photography, buty Valentino

Jeśli inspiracje Wam się spodobały - pora rozejrzeć się po sklepach! Większość modeli przedstawionych poniżej pochodzi z Answear i Zalando. Które podobają Wam się najbardziej!

 
 Kurt Geiger, 899 pln

 
Marco Tozzi, 109 pln

 
 River Island, 229 pln

 
Sklep Kup buty, 89,99 pln

 
 Solo Femme, 219 pln

 
 Steve Madden, 339 pln

 
 Zign, 339 pln

 
 Zign, 379 pln

 
 Aldo, 399 pln

 
Badura, 299 pln

 
Bufallo, 299 pln

 
 Bufallo, 429 pln

 
Buffalo, 149 pln

 
Carinii - Szpilki by Maja Sablewska. 179 pln

 
 Carinii, 179 pln

 
DeeZee, 69 pln

 
 Dune, 479 pln

 
Vince Camuto, 589 pln

 
Aldo, 349 pln



Ślub Anny i Awada i.. wesele z małym budżetem!

Ślub Anny i Awada i.. wesele z małym budżetem!

Droga od pierwszego wejrzenia do oczarowania reportażem ślubnym wiedzie różnymi ścieżkami. Czasami to detal, pojedyncze zdjęcie decydują o tym, że zaczynam z uwagą przeglądać całą resztę i... czasami jestem rozczarowana - okazuje się, że to, co mnie zafascynowało było tylko pojedynczym strzałem, zupełnie jak z trailerami kiepskich filmów - w dwóch minutach są zawarte wszystkie najlepsze sceny, a później moja ufność wiedzie mnie na kinowy fotel, w którym odliczam minuty do napisów końcowych. Ale przecież na blogu nie pokazywałabym Wam kiepskich zdjęć! Dlatego mam kolejne cacko - sesję ślubną Anny i Awada, której autorką jest Callie Manion - urocza pani fotograf z Dallas!

fot. Callie Manion
Suknia ślubna z wypożyczalni - za i przeciw

Suknia ślubna z wypożyczalni - za i przeciw

Powiedzmy sobie szczerze - ceny niektórych sukien ślubnych potrafią zawrócić w głowie. Dla wielu par "budżet ślubny" nie jest okolicznościowym synonimem "worka bez dna" i wybór tańszych opcji jest w pełni zrozumiały. Niektórzy mówią, że na pewnych rzeczach związanych ze ślubem nie można oszczędzać. Ja uważam, że.. nie można tak mówić. Czasami trzeba oszczędzać i wybierać opcje ekonomiczne. Wszak w ślubie chodzi przede wszystkim o małżeństwo, a cała reszta to urocze dodatki, których dobór zależy od gustu, finansów, wyobraźni. Suknię ślubną można kupić albo wypożyczyć, wszak wypożyczalnie funkcjonują, co świadczy jednoznacznie o zapotrzebowaniu na taką instytucję. Ponieważ dotychczas miałam mieszane uczucia co do sukni ślubnej z wypożyczalni, zmierzyłam się z własną głową i oto jest - lista argumentów za i przeciw!


 
- ARGUMENTY NA "TAK" -

Zakurzony, ale piękny fason
Moda się zmienia, to fakt. Ale nie oznacza to, że wszystkie co do joty fasony, które królowały na ślubach pięć lat temu dziś uchodzą za brzydkie. Przeciwnie! Są modele sukien, do których wzdychamy, ale które nie są już dostępne w regularnej sprzedaży, bo zostały wyparte przez nowe kolekcje. Korzystanie z wypożyczalni sukien ślubnych daje nadzieje na zdobycie wymarzonej sukni, której nie uda się już kupić nawet z drugiej ręki.

Cena
W większości przypadków jest duuużo korzystniejsza, niż zakup nowej sukni. I to ogromny plus, jeśli nie dysponujemy małą fortuną na ten cel.

Brak kłopotów ze sprzedażą
Niech rzuci kamień ta żona, która sprzedała swoją suknię w tydzień po weselu... Ja zdecydowanie nie kwalifikuje się do podejmowania tej próby. Suknia z wypożyczalni to pod tym względem wybór idealny - kilka dni po ślubie odzyskujecie swoją szafę!

Łatwiejszy wybór
Dziesiątki salonów, setki sukien i fasonów... Tak to wygląda, gdy decydujemy się na zakup nowej sukni. A gdy chodzi o wypożyczenie - katalog ma początek i ma koniec. Dla niezdecydowanych - zdecydowane ułatwienie!


- ARGUMENTY NA "NIE" -
 
Konstrukcja umowy
Niektóre wypożyczalnie mają paragrafy-koszmarki w swoich umowach, na które trzeba bezwzględnie uważać. Zwykle pobierane są depozyty (czasami sięgają 1/3 ceny sukni) i w przypadku rezygnacji z wypożyczenia... ten depozyt może przepaść! Często jest to kwota wyższa, niż koszt wypożyczenia. A co w sytuacji, gdy musicie przełożyć ślub? Niestety, wpadacie w ogromne koszty, w świetle których wypożyczenie okazuje się fatalnym wyborem. Wczytajcie się dokładnie w umowę. Jeśli coś budzi Wasze wątpliwości - najlepiej poszukacie innej wypożyczalni.

Mały wybór, duży kompromis
Owszem, zdarzają się perełki, ale nawet one niekoniecznie muszą być w Waszym guście. Często daleko im do sukien, do których wzdychamy na wystawach salonów. I tutaj zaczynają się schody kompromisu, który wiedzie często do sukni którą można okrzyknąć mianem "mniejszego zła".

Krótki czas wypożyczenia
To także wynika z umowy, ale... czasami po ślubie po prostu możemy zapomnieć o terminie oddania sukni. Wtedy oczywiście musimy liczyć się z karą (określoną w umowie).

Ryzyko zniszczenia sukni przed Waszym ślubem
Wypożyczalnia ma to do siebie, że... wypożycza. Wypożycza. I wypożycza. Jeśli wybierzecie swoją wymarzoną suknię na kilka miesięcy przed datą ślubu musicie liczyć się z tym, że zanim trafi do Was, zaliczy po drodze kilka imprez. Jeśli któraś Panna Młoda ją zniszczy - musicie liczyć się z tym, że w dniu Waszego ślubu suknia może nie wyglądać tak spektakularnie, jak w momencie przymiarki. Albo... może nie być jej wcale.

Zniszczenia - no właśnie...
Wiedza o tym, ile kosztowała suknia w której beztrosko bawimy się na weselu może odrobinę przytłaczać. Stres jest mniejszy gdy wiemy, że to nasza suknia. Ale gdy chodzi o suknię z wypożyczalni, która - co do zasady - miała być wersją ekonomiczną, wizja zniszczenia jej i konieczności dopłacania do interesu może spędzać sen z powiek na długo przed i na długo po weselu. Może się okazać, że taka zabawa będzie kosztowała niewiele mniej, niż uszycie sukni na miarę, zamiast naginania się do niedociągnięć sukni z wypożyczalni.

Brak możliwości poprawek
Niby to ta wymarzona, ale jednak tutaj za szeroka, a tutaj ciut przykrótka... Kupując suknię w salonie poprawki są normą. W wypożyczalni - bierzecie suknię z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli przykrótkim rękawkiem i gorsetem, który trzeba będzie zasznurować na ścisk, żeby zechciał trzymać się na pożądanym miejscu.

Tylko bez sentymentów!
Osobiście nie jestem emocjonalnie przywiązana do swojej sukni i nie pogniewałabym się, gdyby po prostu zniknęła z mojego pola widzenia (zresztą, tylko do dwóch rzeczy ze ślubu jestem emocjonalnie przywiązana - do M. i do obrączki;)). Wiem jednak, że dla niektórych to obiekt nieustannych wzruszeń (i z tego powodu niektóre suknie wiszą latami w szafach, nieustannie tłumaczone słowami "nie ma na nią chętnych"). Oddanie sukni do wypożyczalni może być dla co bardziej wrażliwych kobiet smutnym przeżyciem.

Gdy goście nie potwierdzą przybycia na wesele... co robić?

Gdy goście nie potwierdzą przybycia na wesele... co robić?

Pierwsze miejsce w opublikowanym przeze mnie savoir vivrze gościa weselnego zagrzewa hasło "Po pierwsze - potwierdzić". To pobożne życzenie wypisane z nadzieją, że o takich sprawach gościom nie trzeba przypominać. Jak jest w rzeczywistości - wie każdy, kto organizował ślub i wesele. W każdym gronie znajdzie się co najmniej kilka gap, które przeoczą termin, zapomną, albo awansem, w zaciszu własnej głowy uznają, że milczenie jest zgodą... :)

fot. Studio SloMo

Ale co począć, gdy termin został przekroczony, goście milczą na temat swojej obecności, a Wy czujecie na karku oddech właściciela restauracji który oczekuje ostatecznej liczby gości, projektantka winietek na stół trąbi, że to ostatni moment na dostarczenie listy nazwisk, a na dodatek nadal nie wiecie, ile przygotować upominków? Na pewno nie można tego tak zostawić - trzeba działać! Obmyśliłam kilka patentów - być może niektóre z nich przypadną Wam do gustu!

ZAPYTAĆ
Najprostsze, oczywiste, zupełnie nieodkrywcze, a jednak musi znaleźć się na tej liście. Sprawdzi się, jeśli gości a'la gapioso będzie zaledwie kilku, a obdzwonienie ich nie przyprawi Was o białą gorączkę, stres lub wielogodzinne rozmowy z ciocią, z którą po prostu nie wypada się rozłączyć (a podczas której to rozmowy otrzymacie najświeższą aktualizację wydarzeń rodzinnych z nieznanych Wam dotychczas gałęzi drzewa genealogicznego).

WYZNACZYĆ RZECZNIKA - WYSŁANNIKA

...a powinna to być osoba asertywna, konkretna i najlepiej kojarzona przez gości. O tym warto jednak pomyśleć wcześniej i zaznajomić gości z rolą tego człowieka przy organizacji Waszego wesela - wystarczy dopisanie jej imienia, opcjonalnie także nazwiska, na RSVP i krótkie wprowadzenie, że ta właśnie osoba będzie Was wspierała w przygotowaniach. Na późniejszym etapie nie będzie zaskoczenia, gdy nagle usłyszą jej imię w słuchawce. Oszczędność czasu i "prądu", czyli Waszej energii :)

WYSŁAĆ MAILA
...który niczym gołąb pocztowy przypomni o deadlinie. Musicie jednak mieć pewność, że Wasi goście regularnie zaglądają do skrzynki. Jeśli wybierzecie tę opcję, to nie musicie pisać sztampowego maila pod hasłem "Prosimy o potwierdzenie przybycia". Sugerowałabym raczej coś w stylu "To my, Młoda Para. Płoniemy w ogniu przygotowań do naszego wesela i mamy gorącą nadzieję, że z nami będziecie! Nie możemy się doczekać, dlatego prosimy, potwierdźcie swoją obecność :)". To oczywiście metoda na młodszą część zaproszonych.

 
CZEGO NIE POWINNIŚCIE ROBIĆ, GDY GOŚCIE NIE POTWIERDZILI PRZYBYCIA?

Po pierwsze - zdecydowanie nie powinniście odkładać tego na później - gdy goście nie dali Wam znać w wyznaczonym terminie - działajcie niemalże od razu. Zostawcie przestrzeń kilku dni dla zapominalskich, ale po tygodniu zabierzcie się do pracy.

Po drugie - nie uznawajcie z góry, że skoro ktoś nie zadzwonił, to na pewno będzie i uznał to za zbędne. Często bywa odwrotnie - goście wstydzą się powiedzieć, że nie przyjdą i odkładają ten przykry moment na słodkie "nigdy". Oczywiście to działa w obie strony. To może być kosztowne niedopowiedzenie.

Po trzecie - nie bądźcie źli na swoich gości za to, że nie potwierdzili przybycia, a już na pewno nie traktujcie ich karcącymi słowami. To nigdy nie wróży nic dobrego.
Na wesele... z własnym prowiantem! Wywiad z Gosią z bloga 2 metry zdrowia!

Na wesele... z własnym prowiantem! Wywiad z Gosią z bloga 2 metry zdrowia!

Gość weselny z własnym prowiantem - to widok co najmniej niecodzienny. Ale już dbanie o własne zdrowie - to dla niektórych (i na całe szczęście, dla coraz większego grona osób) codzienność. Jakie bywają weselne menu - wie każdy, kto choć raz był na imprezie tego typu. Rosół, barszczyk, sporo mięsa. Oczywiście wszystko to w asyście surówek, sałatek i pater z owocami, ale zwykle to zbyt mało, by w trakcie weselnej uczty zrealizować dzienny jadłospis osoby pilnującej swojej diety. I uwaga! Dieta to nie zawsze odchudzanie. Dieta to... styl życia.


Zaczęłam zastanawiać się, jak w weselnych okolicznościach radzą sobie osoby, których sposób odżywiania się znacznie odbiega od standardów serwowanych na weselach. Głodować? Prosić o osobne menu? Zakraść się do kuchni i samodzielnie coś ugotować? Byłam w kropce. Dlatego... postanowiłam zapytać o to najbardziej kompetentną i doświadczoną w tej dziedzinie osobę, jaką znam. Poznajcie Gosię z bloga 2 metry zdrowia, która na wesele przybywa z własnym prowiantem!


Na początek pytanie, które nurtuje mnie najbardziej - jak reagują współbiesiadnicy gdy widzą Ciebie - drobną brunetkę, która w porze obiadu wyciąga spod stołu własny prowiant?
Jeśli mówię komuś, że na takie duże rodzinne uroczystości przychodzę z własnym jedzeniem ludzie właśnie tak sobie to wyobrażają – czyli, że wyciągam jedzenie z pojemników. Nic z tych rzeczy! Zawsze pojawiam się troszkę wcześniej np. w domu weselnym i załatwiam sprawę z kelnerem bądź osobami odpowiedzialnymi za wydawanie posiłków. Dogaduję się z nimi, że w momencie kiedy całej sali wydawane są dania z tradycyjnego menu weselnego, ja otrzymuję swój odpowiednik. Tym samym osoby, które nie siedzą w moim bliskim sąsiedztwie nie są nawet świadome tego, że jem coś innego!

Czy za każdym razem musisz się mozolnie tłumaczyć przed młodą parą, gośćmi, obsługą...?
Niestety mam jeszcze w sobie taką potrzebę tłumaczenia, że nie jest to wymysł. Moje odżywianie spowodowane jest chorobą jelit, a nie modą na niejedzenie glutenu itp. Dlaczego mówię „niestety”? Bo mam takie poczucie, że my – osoby z jakimiś utrudnieniami - nie powinniśmy się tłumaczyć lub przepraszać za stworzenie problemu. I tak mamy, bądź mieliśmy pod górkę ;). Mam też świadomość, że wiele osób robi wokół siebie szum i faktycznie tworzy problem np. w restauracji, że dany posiłek absolutnie nie może zawierać np. mięsa. Później takiego kogoś widzę jak pałaszuje powiększony zestaw w McDonaldzie z hamburgerem w roli głównej. Takie działania nie budują dobrego PR’u osobom na różnego rodzaju dietach. Coś jest chyba w tym, że ci którzy faktycznie mają duże problemy i obostrzenia nie krzyczą i nie żądają. Niestety często ze wstydu.

Zdrowy deser z ostatniego wesela :) fot. 2 metry zdrowia

Czy uprzedzasz młodą parę, że przybędziesz z własnym prowiantem?
Tak, oczywiście. Wtedy młoda para może wcześniej uprzedzić personel, że pojawię się z własnym jedzeniem. Ułatwia mi to sprawę, bo nie muszę wtedy opowiadać wszystkiego od początku. Pojawiam się tylko na zapleczu chwilę przed rozpoczęciem wesela z moimi tobołkami :)

Jestem przekonana, że taka niestandardowa sytuacja generuje zabawne sytuacje - czyż nie?
  
Pewnie, że tak! Ostatnio mój wujek, siedzący obok mnie przy weselnym stole zaciekawiony tym co mam na talerzu zaproponował, żebym przy kolejnej rodzinnej okazji wzięła ze sobą podwójną porcję bo… On chętnie zje to co ja, a nie to co mu zaserwowali. Fajnie jest trafiać na osoby, które mają otwarte głowy. Nie zamykają się w przestrzeni kotleta schabowego z ziemniakami negując wszystko co odbiega od tzw. normy. To co ostatnio sobie uświadomiłam to fakt, że… nie wiem czy to wynika z mojego charakteru czy presji społecznej, ale często łapię się na tym, że innym muszę udowadniać, że moje posiłki są smaczne. Nigdy nie byłam świadkiem odwrotnej sytuacji, żeby ktoś kto zjada tzw. klasyczny obiad musiał tłumaczyć się z tego co je i że na serio mu to smakuje.

Czy zdarza Ci się jeść coś nieswojego na weselu?
Tak. Zależy to jednak od jakości lokalu. Kiedy np. wesele organizowane jest w tradycyjnym domu weselnym wolę nie ryzykować. Często mimo dobrych chęci kucharze, którzy nie specjalizują się w danej diecie mogą komuś zaszkodzić. Mam za sobą taką przygodę. Menu było takie o jakie poprosiłam, ale coś musiało pójść nie tak w kwestii realizacji wskazówek dotyczących tego jak daną potrawę przygotować. Ostatecznie wesele zakończyło się dla mnie dużym, wzdętym brzuchem. Inaczej jest w przypadku, kiedy przyjęcie jest np. w restauracji, która w standardzie ma menu bezglutenowe, a szefowie kuchni otwarci są na sugestie ze strony gościa. W sierpniu wybieram się właśnie na takie wesele. Para młoda wysłała do mnie propozycję menu, do którego mogę nanieść swoje poprawki. Jakie są to propozycje? Sałatka sezonowa z chrupiącymi warzywami, smażonymi na oliwie z winegret tymiankowym, toskańska zupa z pieczonych pomidorów (na wywarze warzywnym), sandacz z jajkiem poche, a na deser owoce sezonowe z sorbetem buraczano–malinowym. Wszystkie posiłki nie zawierają cukru, glutenu, produktów mlecznych i mięsa (nie licząc ryb, które jem).

Reakcje otoczenia to jedno, ale jak zorganizować to logistycznie?
To strasznie banalne co powiem, ale zanim się zacznie wymagać od innych, trzeba zacząć od siebie. Trzeba zburzyć ściany w swojej głowie: że się nie da, że to obciach, że nie wypada. Najważniejsze jest zdrowie i kropka. A uśmiech i pozytywne podejście potrafi te ściany u innych zburzyć. Już sam mój wygląd: długa suknia i usztywniana torba termiczna z jedzeniem pod pachą, wygląda komicznie. Jedzenie zawsze pakuję w oddzielne pojemniki, najlepiej jednorazowe, tak żeby nie trzeba było ich potem odbierać. Jeśli jest bardzo ciepło do środka dorzucam wkłady chłodzące. Część potraw przygotowuję sama w domu, część kupuję z tzw. pewnych, sprawdzonych miejsc.


A tak już na koniec, słyszysz czasem: że też Ci się chce…?
Mam dwie opcje: albo być głodna, albo zjeść coś niewłaściwego i zniszczyć sobie fajną zabawę. Obie opcje nie wchodzą zatem w grę :) 
To kwestia wyboru - dla mnie on jest prosty.

Gosiu, dziękuję Ci za wywiad! Jesteś doskonałym przypadkiem, że chcieć - to znaczy móc :)

Spotkaliście się kiedyś z gośćmi weselnymi, którzy przynieśli na wesele własne posiłki? A może to Wy nosicie się z takim zamiarem, ale nie macie śmiałości? Jestem ciekawa, jakie są Wasze doświadczenia i odczucia :)


... a oto i przepiękna bohaterka wywiadu! :) fot. 2 metry zdrowia

Zapraszam Was serdecznie na...
i na bloga :)




Olenka i Mykola. Rodzina, góry, natura...

Olenka i Mykola. Rodzina, góry, natura...

Jedną z niezaprzeczalnie najlepszych rzeczy w mojej pracy jest możliwość podziwiania pięknych zdjęć i poznawania fantastycznych ludzi. Już sama korespondencja z nimi dodaje energii. W ten sposób dowiaduję się sporo o sekrecie najpiękniejszych zdjęć ślubnych - powstają wtedy, gdy po drugiej stronie aparatu stoi człowiek, który całym sercem angażuje się w swoją rolę i emanuje radością w stopniu nie mniejszym, niż Młoda Para, dla której ślub to święto miłości. Jestem przekonana, że w ten właśnie sposób powstały te cudowne zdjęcia. Uchwycił je genialny Nickolay Debelinsky, który niniejszym trafia na listę moich ukochanych fotografów. Za przepiękne zdjęcia i za wspaniałą energię, która udziela się nawet poprzez e-mail :)

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger