Pan młody kontra kolor różowy!

Pan młody kontra kolor różowy!

Nie oszukujmy się. Róż to wdzięczny kolor ślubny. Blisko mu do czerwieni która jest symbolem miłości (wie to każde dziecko), a w zasadzie całkiem nieźle ją zastępuje, bo jest mniej "inwazyjny" niż soczysty kolor klasycznego ferrari. Jest przy tym bardzo kobiecy i... no właśnie - kobiecy. To bywa problemem, bo z reguły faceci stronią od różu (podkreślam - z reguły, bo są tacy, którzy... o tym na końcu). Czy to się godzi, aby na ślubie mężczyzna miał różowe dodatki?


Zacznijmy od początku. Większość mężczyzn nie lubi różu. Róż jest dziewczyński; dla chłopaków jest niebieski, ewentualnie zielony, ale to też pod warunkiem że nie jest to kolor liścia od pięknego kwiatka (bo kwiatki też są dziewczyńskie). Nie lubię pielęgnować stereotypów, ale w kwestii kolorów muszę przyznać - coś w tym różu jest, bo ja również zaszufladkowałam go na amen w dziale barw dla płci pięknej. Ale co począć, gdy przyszła panna młoda pragnie różu na swym ślubie, a naturalną konsekwencją wyboru jest to, że i pan młody będzie musiał odnaleźć się w takich kolorystycznych okolicznościach?

PO PIERWSZE - WCALE NIE MUSI!
 Fajnie, gdy wszystko na ślubie jest spójne i dopięte na ostatni estetyczny guzik, ale nie jest to ani obowiązek, ani reguła bezwzględna. Otóż panowie - nawet jeśli Wasza narzeczona naciska na kolor różowy, to owszem, powinien on pojawić się na papeterii, w wystroju sali i jej ubiorze. Nie musi natomiast wkraczać z rozmachem do Waszego outfitu! Owszem, wiąże się to z wyrzeczeniami, ale chyba warto, aby wilk był syty i owca cała (kto jest wilkiem, kto owcą - to już kwestia indywidualna). Wystarczy postawić na klasykę. Czerń, ciemny granat - to Wasi sprzymierzeńcy. I nie musicie dać się przekonać, że różowa muszka to wisienka na torcie, bez której całość będzie niejadalna. Owszem, może być ciężkostrawna (zwłaszcza dla zawiedzionej narzeczonej), ale

PO DRUGIE - PAMIĘTAJMY O KAMUFLAŻU
Jeśli awersja do różu przekracza dopuszczalne normy, ale zadowolenie narzeczonej jest warte więcej, niż tysiąc lat życia bez koloru różowego, można wybrać dodatki... z dodatkiem różu, czyli takie, w którym ten kolor miesza się z innymi, ale w kontekście dodatków Panny Młodej każdy wie, który kolor powinien grać pierwsze skrzypce. Z odsieczą przychodzą muszki, krawaty i poszetki w wersji multi-kolor. Zawsze można powiedzieć, że to akurat taki fragment tkaniny, bo tak naprawdę chodziło o ekspozycję zieleni.

Kolorowa mucha ślubna z różowym akcentem może rozwiązać kłopot :)


PO TRZECIE - PANNO MŁODA, NIE NACISKAJ
Nie ukrywam, że ten tekst to naturalna konsekwencja zasłyszanej historii. Panna Młoda zamarzyła sobie kolor różowy na ślubie. Pan Młody był zdecydowanym zwolennikiem przynależności kolorystycznej różu i nie przez długi czas nie dał się w tej kwestii podejść ani złamać. Wynikła draka, Panna Młoda się pogniewała, a chcąc postawić na swoim naciskała do skutku - prośbą, groźbą i szantażem. Efekt? Miesiąc (niepotrzebnych) nerwów na placu boju o róż - ich świat przez ten czas kręcił się tylko wokół tego. Do sprawy zostali wplątani znajomi (niedobrze) i rodzice (najgorzej). W końcu Pan Młody - pragnąc ślubu ze swoją wybranką - dał za wygraną, pozwolił się odziać w różowy krawat, różowe spinki do mankietów i różową frezję w butonierce. Jeśli mowa o dobrym samopoczuciu które wynika z tego, co mamy na sobie - Pan Młody zdecydowanie miał w tym względzie deficyty w dniu ślubu.

Wiem, że są na świecie mężczyźni, którzy eksploatują róż w garderobie i nie mają kłopotu z noszeniem różowych t-shirtów, różowych koszul ani różowych sweterków. Dla jednych to kolor jak każdy inny, dla drugich - kolor wprawdzie kobiecy, ale nie będący w stanie wpłynąć na ich męskość, bo ta jest osadzona na znacznie mocniejszych filarach, niż kolor garderoby. Dla nich przeznaczone są różowe muchy, poszetki i krawaty w garderobie ślubnej. Są jednak tacy, którzy tego koloru nie znoszą nosić - i ich nie warto namawiać i przekonywać, bo anegdota pokazuje, że  awantura o Basię to pikuś przy awanturze o róż, a wyobrażenia o idealnym ślubie mają to do siebie, że muszą być dzielone na pół, by obie strony ożenku czuły się dobrze w dniu ślubu :)

Pomysł na prezent dla młodej pary - prezent bez pudła. UNICEF

Pomysł na prezent dla młodej pary - prezent bez pudła. UNICEF

W czasach, gdy akcje "zamiast kwiatów" budzą kontrowersje, wiele par młodych rezygnuje z proszenia gości o alternatywne podarunki. Wsparcie dla fundacji, karma dla psów, maskotki dla domów dziecka... to wszystko akcje, które przynoszą wiele pożytku, a które - podłączone do ślubnych okoliczności - mają wielką moc. Dziś zamiast pisać o oryginalnej alternatywie dla kwiatów, napiszę o przedsięwzięciu, które może natchnąć Was do uczynienia pięknego prezentu Młodej Parze, gdy będziecie wybierać się na ślub czy wesele. Jeśli planujecie własny ślub - możecie zachęcić gości do wsparcia tej akcji. Kwestia, czy będzie to alternatywa dla kwiatów, czy dodatek do bukietu, jest zupełnie indywidualna. Pomysł jest jednak piękny, pożyteczny i szlachetny. Ucieszy każdą Młodą Parę, która jest wrażliwa na losy innych ludzi.


Prezenty bez Pudła to akcja organizacji UNICEF, której celem jest pozyskanie wsparcia humanitarnego dla potrzebujących dzieci na całym świecie. Pasta terapeutyczna, szczepionki przeciw polio, pompy wodne, koce dla dzieci... to tylko niektóre z form pomocy. Na jaki cel zostaną przeznaczone środki - to zależy od darczyńcy, który kupując prezent bez pudła może wybrać formę wsparcia. Pieniądze wędrują na szczytny cel, a w zamian UNICEF dostarcza oficjalny certyfikat, który można ładnie oprawić i podarować Parze Młodej z okazji ślubu... ale nie tylko. To dobry pomysł na prezent urodzinowy, walentynkowy czy rocznicowy.


Na TEJ stronie znajdziecie listę prezentów do wyboru. To od Was (oraz Waszego budżetu) zależy, którą formę i jaką kwotę wybierzecie. na górze strony znajdziecie trzy podpowiedzi - to cele, które aktualnie wymagają największego wsparcia. prezenty zaczynają się już od 21 złotych, kończą na... wielkim prezencie na wielką okazję - to samochód terenowy za ponad 120 tysięcy złotych. Wybór należy do Was. Ja ten konkretny popieram i polecam :)
"Ślub wszystko zmienia i psuje związek" - czy to prawda?

"Ślub wszystko zmienia i psuje związek" - czy to prawda?

O tym, co zmienia się po ślubie krążą już mity i legendy. Można by rzec - niewinne gadanie. Nie byłabym jednak tego taka pewna. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z siły rażenia uszczypliwości i niewybrednych żartów z "instytucji małżeństwa". Rozsiewają je na lewo i prawo. Czasami to ziarno trafi do przemiału, ale innym razem w głowie odbiorcy na tej kanwie wykiełkuje myśl, która wzbudzi wątpliwości, wystraszy, zniechęci. Te trzy rzeczy, owszem, często się pojawiają - ludzką rzeczą jest mieć wątpliwości a prawem - dokonywać świadomych wyborów. Ale gdy pojawiają się teoretycznie znikąd - bo właśnie z czczego gadania - są zupełnie niepotrzebne i tylko psują nerwy. Poznałam już kilka kobiet, które w ten sposób zostały zbombardowane. W końcu pytają - czy na prawdę po ślubie wszystko się zmienia? Czy będzie aż tak źle, a jeśli tak... to czy na pewno warto brać ślub?


MAŁŻEŃSTWO ZMIENIA LUDZI
To mój "ulubiony" mit, dlatego idzie na pierwszy ogień, mimo, że byłby idealną puentą do tego tekstu. Znam wiele życiowych sytuacji, które są w stanie zmienić człowieka. Choroba, śmierć bliskiej osoby, zmiana bądź utrata pracy, rodzicielstwo. Nie widzę w tym wachlarzu miejsca na małżeństwo. Niezmiennie uważam, że akt małżeństwa jest kozłem ofiarnym tego mitu. Jeśli ludzie przestają ze sobą rozmawiać (lub nawet nie zaczynają rozmawiać, po prostu milczą i snują domysły), zaniedbują swój związek lub przeciwnie - nie mówią o swoich potrzebach gdy czują się zaniedbani - winne nie są obrączki na palcach i sakramentalne bądź urzędowe "tak", ale oni sami. Zdecydowanie łatwiej jest jednak powiedzieć, że to "ten zły ślub wszystko zepsuł" niż "zaniedbałam/zaniedbałem nasz związek" albo "nie zawalczyłam o nas gdy czułam, że wszystko idzie źle". Szukanie sprawców pogorszenia się relacji zawsze trzeba zaczynać od siebie. Ale to trudne zadanie, które wiele osób omija szerokim łukiem.

ON BAŁAGANI, ONA CHODZI W DRESIE
Uwierzcie, że uczciwie szukałam, ale nie znalazłam żadnych wiarygodnych badań które dowiodłyby, że w związku bez ślubu mężczyzna nigdy nie zaczyna rozrzucać skarpet, a kobieta nie snuje się po domu w szlafroku lub dresie. Jeśli ludzie są ze sobą od lat, mieszkają wspólnie od dekady czy dwóch to nie wierzę, że budząc się rano myślą "założyłabym dziś dres i nie robiła mejkapu, ale nie mogę, bo nie mam męża", albo "och, tak bardzo nie chce mi się zanosić tych skarpet do kosza, ale muszę, bo nie mamy jeszcze obrączek". Zgodzę się, że czas też zmienia ludzi - rodzą się przyzwyczajenia, zmieniają nawyki, stajemy się wobec siebie coraz bardziej bezpośredni i mniej skrępowani. Ale nadal to dzieło czasu. Nie aktu ślubu :)

ONA UTYJE, JEMU UROŚNIE BRZUSZEK
Osobiście zderzyłam się ze ścianą tego argumentu, gdy pewnego razu spotkałam znajomego mojego męża, który był w szczerym szoku, że po dwóch latach od ślubu ani trochę nie przytyłam (pisałam o tym tutaj). Małżeństwo to nie jest zima naszego życia, nie trzeba zbierać zapasów. Owszem, nadal wiele panien młodych odchudza się do sukni ślubnej, ale mam wrażenie, że ta tendencja powoli się kończy, a może raczej ewoluuje w dobrym kierunku - kobiety zaczynają dbać o siebie przed ślubem i.. nie kończą tego robić wraz z wciśnięciem obrączki na palec. Przeciwnie - ślub to dobra motywacja, by zacząć. A dobre przyzwyczajenia zostają. Podobnie jest z mężczyznami - jeśli delikwent przed ożenkiem lubi dla przykładu biegać, a piwo zwyczajnie nie jest w jego guście, nie porzuci sportu na rzecz alkoholu tylko dlatego, że ma żonę. Po prostu w to nie wierzę.

KONIEC CZUŁOŚCI, CZYLI WITAJ PROZO
Nagle czułe słówka zamienią się w oschłe komunikaty, zapomnicie co to randka, a najbliższe "kocham cię" powiecie dopiero swoim dzieciom. Doprawdy? To przez ślub? Oczywiście, że nie! Może się tak stać dlatego, że jesteście ze sobą długo i po prostu nie musicie już kilka razy dziennie wymieniać się wyznaniami, bo całe wasze wspólne życie to jedno wielkie świadectwo tego, co was łączy, a kawa przyniesiona do łóżka jest warta więcej, niż tysiąc słów (w moim przypadku to leki, podawane mi pół godziny przed tym, jak wstanę z łóżka. To jest luksus. Poświęcenie. I miłość). Chleb, masło, pomidory? Oschłe smsy? To akurat fajne, że nie musicie pisać listów otwartych z prośbą.

Jest wiele takich "cudów", które można na co dzień usłyszeć. Część z nich to zwykłe przekomarzanie, inne zdają mi się być podszyte problemem, o którym zawsze lepiej powiedzieć w formie żartu (człowiekowi ulży, a w razie czego można się wykręcić). Dzisiaj dodatkowo wpadłam na Facebooku na ten filmik - trochę uroczy, a trochę niepotrzebnie pielęgnujący stereotypy. Ja uważam, że nie ma o co się bać. Jeśli coś ma się zmienić w związku - to zmieni się niezależnie od ślubu. I nie ma co zganiać nieszczęść w relacji na przysięgę ;)


Off Wedding - Alternatywne targi ślubne w Łodzi

Off Wedding - Alternatywne targi ślubne w Łodzi

Mój lokalny patriotyzm pieje z zachwytu i niecierpliwie przebiera nogami. Czekamy na pierwsze w Łodzi alternatywne targi ślubne! I nawet fakt, że pełnoprawną łodzianką stałam się dopiero w chwili zamążpójścia w niczym mi nie wadzi, wręcz przeciwnie - w tym kontekście nawet kipi symboliką. Z dumą zapraszam Was gorąco do naszego pięknego miasta na wycieczkę po alternatywnych trendach w modzie ślubnej!


Najczęstszy zarzut pod adresem Łodzi, jaki dane było mi słyszeć na przestrzeni ostatnich dziewięciu lat, brzmiał "Łódź jest szara". Dementuję - co innego widzę z okien. I nawet Czarek Pazura (rodowity łodzianin - a teraz nawet bylibyśmy sąsiadami) po latach powrócił do miasta, a jego dworcowe przywitanie miało zgoła inny od pierwotnego charakter (o, proszę, TUTAJ). Dlatego z ogromną radością wzięłam pod patronackie skrzydła Madame tę oto imprezę, w trakcie której nie zobaczycie masowych wytworów i nie doświadczycie parcia na utrzymujące się od lat trendy. Zobaczycie za to oferty wielu naprawdę fajnych twórców, a może nawet wyjdziecie z targów z przygotowaną koncepcją na własny ślub? Poniżej znajdziecie najważniejsze szczegóły dotyczące wydarzenia. Cóż mogę dodać... wszystkie drogi prowadzą do Łodzi, która szczęśliwie leży w samym centrum Polski :)

KIEDY? 5 marca 2017
GDZIE? Zakłady Przemysłów Twórczych WI-MA, Piłsudskiego 135
KTO? najfajniejsi projektanci :) listę znajdziecie na fanpage'u wydarzenia tutaj

Do zobaczenia w Łodzi! :)

Juda & Pietkiewicz - Make a Wish

Juda & Pietkiewicz - Make a Wish

Wzdycham do sukien ślubnych autorstwa zagranicznych projektantów, wylewam morza zachwytów nad magią prostoty i nieustannie podziwiam wysoką jakość wykonania, którą po prostu widać na zdjęciach. Jednak na naszym polskim "podwórku" także powstają piękne suknie i nie mogę dłużej pozostawać obojętna na ich wdzięki. Dlatego gdy jakiś czas temu do mojej skrzynki mailowej wpadły zdjęcia kolekcji z pracowni Juda&Pietkiewicz decyzja zapadła bardzo szybko: pokazuję! Tym sposobem mam przyjemność zaprezentować Wam dziś kilka sukien z kolekcji "Make a Wish".

Bridelle Style - reedycja książki!

Bridelle Style - reedycja książki!

Ilu ludzi - tyle pobudek do kupowania książek... lub ich nie kupowania. Ja zdecydowanie jestem w drużynie numer jeden, a miłość do papierowych wydań odmieniam przez wszystkie (nie)przypadki: prywatne, zawodowe, ciekawskie, relaksujące... Nie mam jednego ulubionego gatunku czy typu książek. Podobno dziennikarz powinien czytać wszystko, co wpadnie mu w ręce, dlatego z radością z tego przywileju korzystam i nie związuję się na stałe z żadną kategorią w empiku :) Jest jednak typ książek, które zwykle leżą na moim biurku, bo są nieustannym źródłem inspiracji - i są to książki ślubne. Kiedyś nie przypuszczałam, że takie książki w ogóle mogą zdobyć rynek wydawniczy, a tu proszę! Jest jednak jedna publikacja, która przetarła szlaki w mojej biblioteczne i która zawsze będzie miała tu swoje miejsce. Bridelle Style!


Recenzję tej książki zamieściłam na blogu w listopadzie 2015 roku - znajdziecie ją o tu. Książka była wydana własnym sumptem przez Bridelle i rozeszła się jak ciepłe bułki, dlatego w ubiegłym roku zapadła decyzja o reedycji. W konsekwencji książka ponownie trafi do sprzedaży - tym razem także salonowej - i będzie miała oficjalną premierę tuż po Walentynkach, 16 lutego. Już teraz możecie upolować ją w przedsprzedaży (klik), a ja, korzystając z okazji, uchylę rąbka tajemnicy - już wkrótce ukaże się trzecia książka Bridelle - prace trwają, a ja z nieskrywaną niecierpliwością czekam na efekty :)

Tymczasem pozostając w klimacie uchylania rąbków tajemnicy, otwieram przed Wami Bridelle Style - zobaczcie sobie, czego możecie się spodziewać po reedycji. Książka zyskała nową okładkę, nową szatę graficzną i zawiera jeszcze więcej porad ślubnych. Jeśli planujecie ślub i lubicie piękne książki - weźcie tę pod lupę :)





Jak znaleźć pomysł na wesele? Czyli inspiracyjny kryzys ślubny

Jak znaleźć pomysł na wesele? Czyli inspiracyjny kryzys ślubny

Najpierw przez bardzo długo myślicie, jak to będzie, gdy już w końcu będziecie mogli zacząć planować TEN dzień. Snujecie plany na... snucie planów - bo na konkret jeszcze za wcześnie, zresztą - do czasu ślubu na pewno jeszcze wiele Wam się zmieni! Czas odcina kupony z kalendarza i w końcu nadchodzi TEN moment, w którym możecie zaczynać planować! Kto stał dotychczas w narzeczeńskich blokach startowych, teraz może puścić wodzę fantazji i pogalopować przez dzikie stepy Pinteresta, puścić się w pogoń po salonach sukien ślubnych, pobuszować w butikach z wymarzonymi szpilkami i niczym natchniony pisarz zapełnić w jeden wieczór calutki planer ślubny, od deski do deski! No pięknie to wygląda... ale to prosta droga do tego, żeby utknąć w martwym punkcie. Pustka, chaos, brak motywacji - znacie to? W takim razie pora na znalezienie sposobu na wyjście z tego marazmu, bo czas goni!


Co za dużo, to niezdrowo...
...czyli hasło zupełnie obce naszym babciom podtykającym nam pod nosy smakołyki ;) może w przypadku domowych wypieków nie jest to większy problem (podkreślam - być może!), ale gdy czujemy się bombardowani zewsząd setkami inspiracji (a w rzeczywistości jest to lawina, którą sami na siebie ściągnęliśmy), łatwo się pogubić lub dać się zapędzić w kozi róg. To moment, w którym już nie wiecie, co tak na prawdę Wam się podoba - niby wszystko, ale tylko na pozór, bo gdy zaczynacie się przyglądać sprawom z bliska, okazuje się że nie są już tak piękne jak wtedy, gdy byliście na etapie snucia planów na planowanie. Dziesięć głębokich wdechów i... zamykamy wszystkie okna przeglądarek internetowych! W miarę możliwości zapominamy o tym, co zobaczyliśmy dotychczas. Pora na...

Ślub widziany oczami wyobraźni
Tutaj nie zobaczycie konkretów. Po zamknięciu oczu ujrzycie raczej mgliste wyobrażenie o tym, co Wam się podoba - tak właśnie powinien wyglądać dzień Waszego ślubu. Powinno być idealnie, ale detale nie powinny odgrywać ogromnej roli. To dobry moment na odczarowanie detali i zaczarowanie chwili. Na zdanie sobie sprawy z tego, że najważniejsi jesteście Wy. I żadna suknia ślubna, buty, samochód, wystrój sali czy usadzenie gości nie są warte ani jednej uronionej z bezsilności łzy! Nabranie dystansu do całej otoczki jest ważnym elementem tej strategii, dlatego nie powinniście go pomijać ani traktować po macoszemu.

Ślub spisany z głowy
Wyobraźnia wprawdzie nie podyktowała Wam przepisu na idealny ślub, ale wykreowała ogół sytuacji. Na tym etapie powinniście już mniej-więcej wiedzieć, czy pojedziecie do ślubu bryczką czy porsche, czy wolicie czerwony krawat czy zieloną muchę i czy marzy Wam się wesele w stodole czy w pięciogwiazdkowym hotelu. Koniecznie spiszcie to na kartce. Nie traktujcie tego jednak jak wyroczni. To tylko punkt wyjścia. Sprawy wyewoluują, ale żeby dojść do mety, trzeba znaleźć punkt startowy.

GPS w wersji papierowej
Gdy znamy cel wyprawy, zdecydowanie łatwiej jest cokolwiek zaplanować. O ile w podróży dobrze się zgubić i pobłądzić bocznymi uliczkami, tak w przygotowaniach do ślubu prędzej czy później nadejdzie ten moment, kiedy trzeba będzie wrócić na główną arterię i dokonać wyborów. I nie chodzi nawet o dokonywanie ostatecznych decyzji od których nie będzie odwrotu, ale o poszukiwanie konkretów. Zamiast wpisywać w wyszukiwarce "pojazd do ślubu", możecie wpisać choćby "sportowe auto do ślubu". Zamiast "biała suknia" - "suknia ślubna z trenem i guziczkami". Internet to dzika bestia, ale da się ją oswoić. Wtedy z wroga staje się sprzymierzeńcem.

Od teorii do praktyki
Wstępnie wybraliście wóz (lub bryczkę, jak kto woli), suknię, bukiet, muchę i garnitur. Jeśli to etap na którym ekscytacja wyborami sięga zenitu, nie czekajcie na nic, a już na pewno nie na nadejście jakiejś magicznej daty "bliżej ślubu". Bliżej ślubu będziecie bardziej zestresowani. Gdy już zorientujecie się w swoich pragnieniach i potrzebach - pójdźcie, pojedźcie, zobaczcie. Sprawdźcie czy warkot silnika wprawia Was w dobry nastrój. Kupcie wstępnie wybrane kwiaty (choćby jeden) i sprawdźcie, czy nie mdli Was od zapachu. Przymierzcie suknię ślubną, obejrzyjcie papeterię, nie bójcie się kupować, mierzyć i odsyłać dodatków (to magia zakupów przez Internet, można niemal wszystko zwrócić!). Metodą prób i błędów przekonajcie się, czy trafiliście w dziesiątkę, czy jednak trzeba poszukać czegoś od nowa. Bo droga eliminacji... to też dobra droga :)

To długi tekst, ale morał jest krótki. Jeśli chcecie zorganizować ślub i wesele Waszych marzeń, musicie wiedzieć, czego chcecie, o czym marzycie. Nie zapominajcie o tym, że to Wasz dzień. Nie musi być idealnie. Musi być po Waszemu :)
Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger