Małe przyjęcie weselne - czy to możliwe?

Pamiętam do dziś wesela na których bywałam będąc dzieckiem. Ogromne, suto zakrapiane spędy bliższej i dalszej rodziny nigdy nie były w moim guście. Nie da się ukryć, że radosne egzaltacje co bardziej wylewnych gości sprawiały, że wracałam do domu zawsze jako pierwsza. Najchętniej jeszcze przed oczepinami.

Pamiętam równie dobrze, że zawsze "odgrażałam się" rodzinie, że jeśli przyjdzie taki moment, że będę chciała wypuścić się za mąż, nie ma mowy o weselu. Prędzej zmienię kawalera na minimalistę, niż dam się wkręcić w imprezę na sto (lub nie daj losie więcej!) gości. 



fot. Jose Vila

Zadowolenie - podziw - negacja
Pamiętam też zdziwienie wielu osób, gdy będąc narzeczoną swojego teraz - już - Męża ogłosiłam, że wesela nie będzie. Co usłyszałam? Od rodziców, że ogromnie się cieszą i to dobra decyzja. Od przyjaciółki - że przecieram szlaki nowej, mądrej mody. Od wielu znajomych - że to niemożliwe. Przecież nie da się urządzić małego przyjęcia. Wesele dla całej rodziny jest naturalną konsekwencją ślubu, lista gości rządzi się dzikimi prawami kuli śnieżnej, a poza tym są goście, którzy zaproszą się sami (kilka słów o tym u NPM) i nie wypada im odmówić. Setka to minimum. No, może osiemdziesiąt - przy ostrych cięciach i kilku soczystych awanturach w rodzinie.

Kiedy mamy przesłanki do wyprawienia małego wesela?
Gdy z rachunku sumienia relacji rodzinnych wynika, że nie czujemy palącej, wewnętrznej potrzeby zapraszania na nasz ślub przyrodniej siostry cioci tylko dlatego, że nasi rodzice przyjaźnią się z jej dziećmi. 
Gdy musimy się wysilić i podzwonić w kilka miejsc, żeby zdobyć numer telefonu do osoby, którą wciągnęliśmy na listę.
Gdy w końcu osoba, do której dzwonimy z wstępnym zaproszeniem, gdy słyszy nas w słuchawce z trwogą pyta: "Co się stało? Czy ktoś umarł?!"
Gdy bliższe relacje mamy z sąsiadem znanym od roku aniżeli z zastępami kuzynów, z którymi szaleliśmy na weselnych parkietach w latach dziewięćdziesiątych.
I w końcu - gdy po prostu, najzwyczajniej w świecie nie stać nas na duże wesele.

Reguła wzajemności
... czyli kula śnieżna po raz drugi. Pamiętajmy, rozważając opcję małego wesela, że reguła wzajemności nigdzie nie działa tak dobrze, jak w rodzinnej tradycji weselnej. Ta reguła... z reguły nie jest dobra. Często czujemy się zobligowani do zaproszenia kogoś, z kim nie utrzymujemy kontaktu tylko dlatego, że 15 lat temu, u boku naszych rodziców, byliśmy jego gośćmi. Dlatego tak trudno jest urządzić małe przyjęcie weselne - zbyt często to, co wypada bierze górę nad tym, czego tak na prawdę chcemy. Pomijam tu sytuacje, gdy to rodzice urządzają wesele swoim dzieciom. Jestem w stanie zrozumieć, że wówczas zapraszają swoich przyjaciół, przyszywane wujostwa i ukochane sąsiadki. To w dużej mierze ich impreza i mogą dyktować warunki.

Czy ktos pogniewa się, ze nie został zaproszony na nasze wesele?
Na pewno, choć niekoniecznie od razu się o tym dowiemy. Możliwe, że pretensje spadną na nas z zaskoczenia za kilka lat. Możliwe też, że - podobnie jak ja - usłyszycie za jakiś czas, że właśnie wydeptaliście ścieżkę nowej tradycji, za którą rodzina będzie Wam wdzięczna, bo ta kula śnieżna nabrała impetu i organizacja ślubów od lat była udręką.

Czy udało nam się urzadzic małe przyjęcie weselne?
Udało się, a jakże! Obyło się bez wynajmu sali, orkiestry, "kamerzysty" i nielubianych przeze mnie oczepin. W zamian było miłe i pyszne przyjęcie dla rodziny i wieczorna impreza w klubie dla naszych przyjaciół. Poza wspaniałymi wspominaniami została... satysfakcja. To był nasz ślub, od początku wiedzieliśmy czego chcemy i nie dogoniła nas kula śnieżna.

Morał?
Liczba gości na weselu nie jest miarą szczęścia Młodej Pary. Znane są mi (niestety, bardzo blisko) przypadki ślubów uczczonych hucznymi weselami, po których następowały rychłe, acz równie huczne rozwody. Ale byłam także na wielu ogromnych weselach, z których małżeństwa wychodzą cało i budują staż odliczany dekadami :)

*Wybraliście opcję z dużym weselem i poprawinami? Zaprosiliście setki gości, bo każda z tych osób jest ważna w Waszym życiu? To cudowne i godne pozazdroszczenia zarazem, wszak przyjaciół nigdy dość, a najwspanialszy jest fakt, że udało Wam się - podobnie jak nam - spełnić swoje marzenia i oczekiwania!

6 komentarzy:

  1. Dla mnie małe przyjęcie to najlepsze rozwiązanie, ale co powiesz rodzicom, rodzicie itd? Dla nich brak wesela oznacza koniec świata...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, otóż to - Rodzina. Ja na ten przykład miałam chwilę zawahania - bo co powiedzą bliscy, ale... ci dalsi? Później przestałam się tym przejmować i sporządziłam listę zgodnie z hierarchią: najbliższa rodzina -> dalsza, ale zaprzyjaźniona -> przyjaciele, które są jak rodzina. I wyszło 38 osób :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas łącznie z parą młodą wychodzi ... 31 osób i jestem dumna, że mimo nacisków z różnych stron nie daliśmy się i postawiliśmy na swoimi (a było z czego rezygnować - pierwotna lista, obejmująca jedynie rodzeństwo naszych rodziców i nasze kuzynostwo liczyła sobie ponad 130 osób). Nasze małe wesele już za 11 dni, a ja już nie mogę się doczekać - mam nadzieję, że tak jak sobie wymarzyliśmy, będzie to intymna i rodzinna uroczystość :) / Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 130 osób to solidne wesele! To fantastycznie, że udało się postawić na swoim, serdecznie gratuluję! Trzymam kciuki za Wasz Wielki Dzień :) koniecznie podzielcie się z nami wrażeniami :)

      Usuń
  4. * należy tu do moich ulubionych punktów. Gwiazdka jest ogromnie ważna, bo przy każdym temacie o liczbie zapraszanych gości pojawiają się osoby, które wesele organizują inaczej i czują się co najmniej pokrzywdzone opiniami osoby piszącej.
    A ja powoli uczę się, że z dobrą motywacją Pary Młodej, mogłabym przyklasnąć i weselu na 500 osób :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas było razem z nami 13 osób :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger