Wątpliwości przed ślubem. Czy można je bagatelizować?

Nawet w najpiękniejszej bajce zdarzają się trudne momenty, smutne chwile i przełomowe rozstania. O ile mogliśmy śmiać się do rozpuku oglądając „Uciekającą Pannę Młodą” i jej kolejne próby podejścia do ołtarza, o tyle rozstanie narzeczonych poza szklanym ekranem zwykle nie ma tak spektakularnego happy end'u. Gdy całkiem niepozorna, drobna myśl nieubłaganie przeobraża się w nachalną wątpliwość, która skutecznie odbiera radość ślubnych przygotowań, warto poważnie zastanowić się nad przyszłością związku. Uznałam ten temat za ogromnie ważny, trudno bowiem, prowadząc bloga ślubnego, traktować wyłącznie o miłych aspektach zamążpójścia. W gąszczu opowieści o wątpliwościach przyszłych małżonków, poza bagatelizowaniem sprawy, znalazło się też kilka głosów, które w skrócie określam mianem śmiechu przez łzy. Snucie intuicyjnych rad wydało mi się niestosowne, dlatego z prośbą o opinię zwróciłam się do specjalistki w dziedzinie relacji rodzinnych, psycholog Marty Mauer - Włodarczak.


Maja Mogilewska: Przedślubny stres, który powoduje wątpliwości czy chęć wycofania się ze ślubu, często jest bagatelizowany przez rodzinę i znajomych. Co zrobić, gdy mamy rozterki i coraz częściej zadajemy sobie pytanie: „Czy to na pewno ten? Czy to ta jedyna?”, a otoczenie mówi nam, że to normalne wątpliwości które miną wraz z nadejściem dnia ślubu?

Marta Mauer - Włodarczak, psycholog, psychoterapeuta
Marta Mauer - Włodarczak: Wątpliwości mogą się pojawić, ale nie odnośnie wyboru ukochanej osoby. Możemy mieć wątpliwości, czy poradzimy sobie finansowo, czy zgodnie podzielimy obowiązki domowe, albo czy współmałżonek nie będzie zbyt surowy lub zanadto spolegliwy w wychowywaniu dzieci. Jednak jeśli wątpliwości dotyczą samego partnera, to albo dokonaliśmy niewłaściwego wyboru, albo nie dojrzeliśmy jeszcze do podjęcia decyzji o dzieleniu życia z drugą osobą.

Z perspektywy psychoterapeuty, jedna i druga sytuacja wymagałaby bardziej szczegółowej analizy. Jeśli wybraliśmy niewłaściwego partnera, to dlaczego uświadamiamy sobie to dopiero, kiedy zapada decyzja o ślubie? Osoby świadome swoich potrzeb i ograniczeń, co jest w dużej mierze synonimem dojrzałości, powinny zdać sobie sprawę z takich wątpliwości dużo wcześniej. Dlatego należałoby przyjrzeć się źródłu problemu. Być może, decyzja była w pośredni sposób wymuszona, np. przez rodziców? Dzieci czasem starają się zadowolić swoich rodziców tak bardzo, że gubią granice między tym, co jest ich potrzebą a co jest potrzebą rodziców. Podam przykład: Samotna matka przez lata powtarza swojej córce, że bez mężczyzny sobie w życiu nie poradzi, a z wiekiem będzie jej coraz trudniej znaleźć dobrego męża. W ten sposób, projektuje na córkę swój lęk przed samotnością i przekazuje wzorzec relacji zależnej, czyli takiej, w której żona ma zapomnieć o własnych potrzebach, byleby utrzymała przy sobie mężczyznę. To jest marny wzorzec relacji, bo taki związek, zamiast się rozwijać, koncentruje się na zachowaniu status quo. A związek musi się rozwijać, przechodzić kryzysy. W ten sposób dojrzewa i wzmacnia się.

Sytuacja, w której dochodzimy do wniosku, że nie chodzi o partnera, tylko po prostu jeszcze nie dojrzeliśmy do ślubu, nie różni się wiele od wyżej omówionej. Większość wątpliwości które pojawiają się kwadrans przed złożeniem ślubnej przysięgi, sprowadziłabym do problemu braku świadomości własnych potrzeb, czyli braku rozumienia siebie samego. Ucieczkę sprzed ołtarza można wytłumaczyć stanami lękowymi, które należy jak najszybciej wyleczyć, za pomocą psychoterapii, czasem wspomaganej farmakoterapią. W pozostałych przypadkach, ucieczka sprzed ołtarza, oznacza dla mnie problem w ogólnym przystosowaniu do dorosłego życia, lub zakleszczeniem w zniekształconych relacjach rodzinnych.

Prawdopodobnie najtrudniejszą częścią rozpadu narzeczeńskiej układanki jest moment, w którym przychodzi nam poinformować rodziców i najbliższych. Jak przygotować ich na tę wiadomość? Czy lepiej byłoby poinformować ich o tym wspólnie, czy już w nowej roli – jako singiel? A może dogodniej zaangażować w to kogoś z zewnątrz, na przykład osobę, która miała wystąpić w roli drużby?


Marta Mauer - Włodarczak: To zależy od przyczyny rozpadu narzeczeństwa. Jeśli oboje narzeczeni, na trzy cztery dochodzą do wniosku, że nie chcą być razem, to mogą wspólnie powiadomić jednych i drugich rodziców. Słyszałam nawet o przyjęciach wydawanych z takiej okazji, choć kojarzą mi się one z czeską komedią. Przyznam, że nie znam przypadku, w którym oboje narzeczeni nagle podejmują zgodną decyzję o rozstaniu. Zazwyczaj jest to decyzja podjęta przez jedną stronę, a druga ewentualnie - chcąc ukryć rozczarowanie - udaje, że też tego chciała.

Dojrzałość zakłada umiejętność rozmawiania również o trudnych sprawach. Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której narzeczony mojej córki przychodzi i mówi, że moja córka jednak mu się nie podoba. Obawiam się, że pomimo podziwu dla jego odwagi, trudno byłoby mi się powstrzymać od wyrzutów wobec niego. Myślę, że wielu rodziców również miałoby z tym problem. Wolałabym dostać od niego pożegnalną kartkę, z podziękowaniem za smaczne obiady i miło spędzony wspólny czas. Z kolei, gdyby moja córka zerwała zaręczyny ze swoim narzeczonym, to uznałabym, że to ona powinna mnie o tym poinformować, a nie zmuszać biedaka, żeby jeszcze w obecności jej rodziców musiał kolejny raz usłyszeć, że jest niewystarczająco dobry. Nie wyobrażam sobie też sytuacji, w której niedoszły zięć staje przede mną i mówi: „Pani córka już mnie nie chce”. No bo co miałabym mu powiedzieć? „Nie martw się, znajdziesz lepszą?”. Raczej nie…





Emocje i uczucia -  to jedno. Pozostają jednak sprawy finansowe, które są bodaj najbardziej przykrą formalnością, związaną z rozstaniem. Jak sobie z tym poradzić?

Marta Mauer - Włodarczak:  Uważam, że ten, kto rezygnuje w ostatniej chwili, powinien ponieść wszystkie koszty związane z ewentualnymi przygotowaniami weselnymi. Tak byłoby uczciwie. Można być niedojrzałym do małżeństwa, ale odpowiedzialność za swoją niedojrzałość należy ponieść. Wspominam o kwestiach finansowych dlatego, że to często rodzice młodej pary biorą na siebie koszty związane z organizacją wesela i ten temat dotyczy ich osobiście. Natomiast pozostałe sprawy rozgrywają się wyłącznie między narzeczonymi i rodzice nie powinni się wtrącać.


Uważam też, że nigdy nie jest zbyt późno na uczenie się na własnych błędach. Czasem takie trudne, kryzysowe sytuacje potrafią uratować nawet czyjeś życie, bo naświetlają problem, którego nie da się dłużej ukrywać, a skrywany mógłby się nasilić.

Załóżmy, że pojawia się wątpliwość co do sensu kontynuowania związku. Wątpi jedna strona, druga - jak Pani zauważyła - pozoruje swoje przekonanie o konieczności rozważenia rozstania. Czy jest szansa na dobrą, niekończącą się rozwodem przyszłość dla takiej pary?

Marta Mauer - Włodarczak: W ostatnich latach coraz częściej trafiają do mnie pary, tuż przed ślubem, które mają poważne wątpliwości, ale boją się reakcji ze strony rodziny. Niestety, trafiają za późno. Jeśli zostaje miesiąc do ślubu, trudno o przestrzeń na głębszą refleksję. Na pierwszy plan wysuwa się stres, który nie pozwala na konstruktywną analizę sytuacji. 3 lata temu przyszła do mnie jedna para z dużymi wątpliwościami. Ale suknia była już kupiona, najlepsza sala balowa również opłacona, goście przysłali już pierwsze prezenty. Namawiałam ich, żeby odłożyli decyzję o ślubie, próbowałam omówić z nimi plan naprawczy całej sytuacji, ale nie chcieli słuchać. Chcieli tylko, żebym pozbawiła ich wątpliwości i sprawiła, żeby oboje tego ślubu pragnęli. Tego nie da się zrobić, a na pewno nie w tak krótkim czasie. Pojawili się jeszcze tydzień przed ślubem, bo z nerwów nie sypiali po nocach. Ale uparli się i ślub wzięli. Nie minęło 6 miesięcy, odwiedził mnie narzeczony tamtej dziewczyny, wówczas już jej były mąż, na dodatek zaangażowany w kolejny związek. W efekcie, poza emocjonalnym cierpieniem, dołożyli sobie problemy finansowe związane z zakupem mieszkania na kredyt oraz utratę jakiegokolwiek zaufania i szacunku do siebie. Po upływie tych 6-ciu miesięcy, nie mieli już ze sobą kontaktu, 2 miesiące wcześniej widzieli się ostatni raz w sądzie. Łączyły ich już tylko sprawy finansowe, które załatwiali za pomocą osób trzecich.


Wspominam o tym, żeby pokazać dokąd może doprowadzić nieświadomość własnych potrzeb i lęk przed tym, co powie rodzina i znajomi. Dojrzałość, do której cały czas się odwołuję, polega na tym, żeby żyć w zgodzie ze sobą i umieć ponosić za to odpowiedzialność, nawet jeśli inni nie pochwalają mojej decyzji. W podejmowaniu decyzji o ślubie, młoda para powinna liczyć się w 99% wyłącznie z własnymi potrzebami i obawami. Bo konsekwencje tej decyzji będzie dźwigać przyszły mąż i żona, nie ciocia, wujek czy babcia.

Jak powinniśmy się zachować, gdy jesteśmy obiektem zwierzeń przyszłej panny młodej lub pana młodego, którzy informują nas – czy to w żarcie, czy w akompaniamencie fontanny łez – że nie są pewni swojej decyzji i myślą o rozstaniu, lecz przytłacza ich wizja rozczarowanej rodziny czy straconych pieniędzy?

Marta Mauer - Włodarczak: Nie powinniśmy przejmować odpowiedzialności za taką sytuację. Często, pozwalając się zwierzać przyjaciółce z takich problemów, zamiast jej pomagać, podtrzymujemy ją w trwaniu w problemie. Niektórym osobom samo rozmawianie o problemie wystarcza i wcale nie chcą go rozwiązać, bo na przykład mają problem z braniem odpowiedzialności za własne życie. Jak się wygadają, mają poczucie, że coś zrobiły i nie muszą już robić nic więcej. Dlatego bardzo często się zdarza, że spowiednik takiej panny młodej ściąga na siebie kłopoty, gdyż w obliczu braku działania ze strony przyjaciółki, sam zaczyna przejmować inicjatywę, za co zbiera gromy od wszystkich i wychodzi na tego, który jątrzy.

Jeszce gorzej sytuacja wygląda, jeśli pan młody zwierza się przyjaciółce, a panna młoda przyjacielowi. Wtedy trzeba się zastanowić, czy ten przyjaciel nie powinien stanąć na ślubnym kobiercu. A bywa i tak.

Dlatego, najlepszą radą, jaką może dać przyjaciel, w takiej sytuacji, to wysłuchać i odesłać do psychoterapeuty. To brzmi szorstko, wiem, ale czy czujecie się na siłach, aby nauczyć dorosłą osobę odpowiedzialności i decyzyjności, jeśli do tej pory nie posiadła tych umiejętności? Problem wątpliwości przed ślubem jest zwykle jedynie wierzchołkiem karcianej układanki, która prędzej czy później się rozsypie. I co wtedy?

Mimo że ślub ma sformalizować związek dwojga ludzi, którzy się kochają i chcą spędzić ze sobą resztę życia, w praktyce sprawa wygląda nieco inaczej. Każdy z narzeczonych ma rodzinę, krewnych i znajomych, którzy rzadko kiedy są tylko kibicami młodej pary. Częściej są mocno zaangażowani w ich życie prywatne i wspólnie z nimi przeżywają najważniejsze chwile – te dobre i te złe. Gdy dochodzi do rozstania narzeczonych – choć zabrzmi to paradoksalnie – cierpią wspólnie z nimi, ale również przeżywają osobiste rozterki. Bo na przykład, jak, będąc przyjaciółką niedoszłej panny młodej, odnosić się do znajomych, poznanych dzięki jej partnerowi?

Marta Mauer - Włodarczak: Cóż, to kolejny test na dojrzałość, zarówno narzeczonych jak i ich rodzin. Rodzice nie powinni wspominać niedoszłego zięcia, czy synowej, bo będą tylko rozdrapywać rany a w najlepszym wypadku irytować własne dziecko, które zapamięta, żeby na przyszłość trzymać rodziców z dala od swojego prywatnego życia. Znajomi i przyjaciele, póki byli narzeczeni nie wyliżą swych ran, powinni zachować delikatność i ograniczyć spotkania w mieszanym towarzystwie, a na pewno nie opowiadać o nich byłym narzeczonym.

Czasami po rozstaniu ludzie starają się pozostać w przyjaźni. Gdy para snuje poważne plany spędzenia ze sobą reszty życia, założenia rodziny i posiadania dzieci, ale w wyniku rozmaitych komplikacji decyduje się rozstać – czy jest sens kontynuowania takiej znajomości, gdy wygasa miłość i wspólne życie, ale pozostaje sympatia? Czy relacje z niedoszłym małżonkiem mają szansę nie być toksyczne dla dalszego życia i kolejnych związków?

Miłość to decyzja i odpowiedzialność za tę decyzję. Nie możemy więc mówić w tej sytuacji o miłości, a o zauroczeniu lub zakochaniu. Nie wierzę w przyjaźń z byłym chłopakiem czy byłą dziewczyną, a na pewno nie w przyjaźń z byłym narzeczonym czy narzeczoną. Nawet, jeśli w jakiś cudowny sposób, po obu stronach uczucie wygaśnie, to nie możemy zapomnieć o nowych partnerach, dla których eks-ukochanej czy ukochanego zawsze będzie rywalem. Taka zazdrość wcale nie jest zdrowa, może doprowadzić do przykrych sytuacji i zranienia kolejnych osób. Nie wierzę w to, że zauroczenie wygasa po obu stronach. Podobnie nie wierzę, że narzeczeni mogą równocześnie dojść do wniosku, że nagle nie chcą być razem.

Rezygnacja ze ślubu, która jest kompromisem obu stron wydaje się być najbardziej komfortową wersją wydarzeń. Częściej o rozstaniu decyduje jedna osoba i stawia partnera albo w obliczu swoich rozterek, albo po prostu informuje o swoich zamiarach. Co zrobić, gdy taka wiadomość spada na nas jak grom? Czy warto walczyć i starać się przekonać partnera do ślubu?

Marta Mauer - Włodarczak: Nie. Jeśli przed ślubem parter się waha, to nasza próba utrzymania tego związku za wszelką cenę, może doprowadzić do tego, że do końca życia będziemy starali się „zasłużyć na miłość”.

W takiej sytuacji radziłabym przełożyć ślub na bliżej nieokreślony termin, omówić wątpliwości, sprawdzić, czy jesteśmy w stanie nazwać i rozwiązać problemy, które nas dzielą i po prostu pobyć ze sobą. Jeśli będziemy mieć trudność z określeniem źródła problemów, warto porozmawiać z terapeutą, który specjalizuje się w pracy z parami. Jeśli pomysł rozmowy ze specjalistą odpada, a para żyje rok w zawieszeniu, to wydaje mi się, że najwyższa pora na rozstanie.

Więcej na temat meandrów życia w związku 
możecie przeczytać na blogu 
psycholog Marty Mauer - Włodarczak -

3 komentarze:

  1. Maju, świetnie, że poruszasz takie tematy. Sama zaczęłam o tym sporo pisać, bo czegoś takiego właśnie brakło mi pośród słodkich stołów, dekoracji i całej ślubnej otoczki.

    Przyznam, że początek wydal mi się trafiony, ale momentami troszkę za mocny. Są słowa, których można się wystraszyć (np. "Ucieczkę sprzed ołtarza można wytłumaczyć stanami lękowymi, które należy jak najszybciej wyleczyć, za pomocą psychoterapii, czasem wspomaganej farmakoterapią."), nawet pomimo tego, że mogą być właściwą interpretacją sytuacji.

    "W ostatnich latach coraz częściej trafiają do mnie pary, tuż przed ślubem, które mają poważne wątpliwości, ale boją się reakcji ze strony rodziny. Niestety, trafiają za późno."
    To jest zdanie, które bym podkreśliła. Podobnie jak całą odpowiedź i każde słowo za nimi.

    "Jeszce gorzej sytuacja wygląda, jeśli pan młody zwierza się przyjaciółce, a panna młoda przyjacielowi. Wtedy trzeba się zastanowić, czy ten przyjaciel nie powinien stanąć na ślubnym kobiercu. A bywa i tak."
    Po poważnym temacie przy tych słowach mogłam się uśmiechnąć ;) Bo tak patrząc z innej perspektywy - to jest nawet romantyczne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za konstruktywną krytykę - ta jest tu zawsze mile widziana - zwłaszcza od... psychologa :)

      Przyznasz, że mogą zdarzyć się i takie sytuacje, w których ucieczka sprzed ołtarza jest skutkiem stanów lękowych? Sama znam taką okoliczność - była zresztą po części natchnieniem do tego wywiadu. Nie każda ucieczka musi być tego wynikiem. Ale niektóre mogą. Rozdzielam jednak dwie sprawy - wątpliwości, które kończą się odwołaniem ślubu i ucieczkę tuż przed złożeniem przysięgi.

      A co do ostatniego.... w końcu nigdy nie wiadomo, gdzie miłość nas znajdzie - może wśród przyjaciół, a może w warzywniaku ;-)

      Usuń
    2. Pewnie, że mogą. Ja tylko zwróciłam uwagę na to, że w jednym zdaniu jest dużo słów, które ludzi mogą przerażać i często przerażają. To nie zmienia faktu, że są to zasadne i na miejscu słowa. Nie każdy i nie do każdego musi podchodzić jak do jajka ;)

      Usuń

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger