Ostatnia niemałżeńska noc, czyli co począć ze sobą w noc przedślubną?

Pomysłów na noc poślubną nikomu nie trzeba przedstawiać. Nie pisze się o tym na blogach, koncepcje są znane, intymne i ogólnie mało medialne. Nie ma za to znanych rytuałów dotyczących nocy przedślubnej. No bo co ze sobą zrobić, gdy wszystko co trzeba było wykonać, zostało wykonane, a wszystko co przeoczone i tak nie da się już nadrobić... i pozostaje czekać?

fot. Jenna Leigh
Pokrótce przypomnę, jak było w naszym przypadku. Piątkowy wieczór spędzaliśmy na kolacji z przyjaciółmi, w wesołej, spokojnej atmosferze. Kolacja się skończyła, a goście - ponieważ przylecieli tego dnia z drugiego końca Europy - byli trochę zmęczeni i gdzieś w okolicach 22.00 zaszyli się w hotelu. A my? Pojechaliśmy do supermarketu i natknęliśmy się na dość zaaferowaną parę dalekich znajomych, którzy nie mając zielonego pojęcia o tym, co czeka nas nazajutrz, w odpowiedzi na luźną zaczepkę "Co u Was?" zaczęli z emocjami opowiadać o przygotowaniach do swojego ślubu, bo zostały już TYLKO trzy miesiące. Gdy w końcu dopuścili nas do głosu i z uprzejmości zapytali, co u nas, mało nie padli na zawał ;-)

Zaczęłam się zastanawiać - co w takim razie powinniśmy robić w noc przed ślubem, jeśli nie żyć w naszym zwyczajnym trybie? Wiem, że niektórzy ostatnie godziny spędzają na doszlifowywaniu dekoracji, dmuchaniu balonów, robieniu paznokci albo nerwowym ich obgryzaniu. Nie wyobrażam sobie natomiast, żeby w ten wieczór zasnąć zaraz po Wieczorynce, zwłaszcza jeśli na co dzień ktoś kładzie się spać grubo po północy. Tymczasem sen w przeddzień ślubu to rzecz wielce istotna.

W drodze do kasy zrobiliśmy jeszcze szybki rachunek sumienia: z czego wynika to nasze "wyluzowanie"? Jedna opcja była mało ciekawa. Druga zakładała, że po prostu wiemy, co robimy i to już tylko kwestia formalna, a to, jak wypadnie otoczka to sprawa drugorzędna, na którą nie mamy już wpływu, więc nie warto się nakręcać. Przy tej drugiej opcji trwamy po dziś dzień.

fot. Jenna Leigh

Z przymrużeniem oka, ale i z doświadczenia, przytaczam pomysły na zagospodarowanie tego nerwowego czasu. Wszystko w zasadzie dąży do jednego - do upragnionego, relaksującego snu.

Wybrać się na zakupy
Późnym wieczorem może być ciężko o czynną galerię handlową, ale w naszym przypadku supermarket okazał się strzałem w dziesiątkę. Tam czas leci jak oszalały a świadomość, że ci wszyscy obcy ludzie nie będą zadawać pytań i podsycać naszego stresu, jest doprawdy kojąca. A gdy jednak jakimś sposobem odkryją, że nazajutrz będziecie się obrączkować to gwarantuję, że poczujecie się jak Brangelina na premierze, a nie narzeczeni w Tesco.

Zrobić domówkę kontrolowaną
Zwyczajna - niezwyczajna, bo w towarzystwie gości sprawdzonych, przetestowanych i elastycznych. I takich, którzy będą wiedzieć, kiedy sobie pójść. Jeśli macie ochotę odpocząć i nie myśleć o ślubie - oni muszą to zrozumieć i unikać tematu. Jeśli przeciwnie - zrzędzenie Was odstresuje, koniecznie zaproście wszystkie marudy z okolicy. Następnego dnia nawet, jeśli zdarzą się potknięcia i niedociągnięcia, to zapewniam, że i tak przejdą Wasze najśmielsze, wymarudzone, przesiąknięte czarnowidztwem oczekiwania z poprzedniego wieczoru.

Spakować się w podróż poślubną
Jeśli zaraz po ceremonii, albo nawet dopiero w kilka dni po niej, wybieracie się na urlop, to dobry moment, żeby zająć myśli strategicznym planowaniem ergonomicznego zagospodarowania przestrzeni walizkowych. Brzmi nużąco? O to chodzi.

Obejrzeć nużący film
Coś, co widzieliście już milion razy i nie robi na Was kompletnie żadnego wrażenia, a mimo to kochacie ten twór całym sercem. Jeśli tendencję do usypiania macie niezsynchronizowaną, to trudno - przynajmniej jedno z Was przymknie oko. Druga połówka może uraczyć się pakowaniem, książką albo "policzalnym" fortelem ;)

Sięgnąć po książkę
Koniecznie coś lekkiego i niezbyt angażującego lub przeciwnie - angażującego tak bardzo, że... aż... ziew... ziew... Ja polecam "Szkołę żon" Moliera, czyta się fantastycznie, a i tematyka jest w przyjemny sposób refleksyjna.

Zasnąć przy użyciu fortelu
Pogrążenie się we śnie w przeddzień ważnego dnia może być trudne, o ile w ogóle możliwe. Jeśli na co dzień nie macie większych problemów z Waszym wewnętrznym Morfeuszem, podstęp powinien pomóc. Liczenie baranów jest dla słabych - ja polecam ciąg Fibonacciego, obliczany w myślach z wielkim zaangażowaniem i w pełnym skupieniu. Trzeba zaczynać od nowa za każdym razem, gdy ma się wątpliwości co do wyniku. Mózg powinien znudzić się tym, zanim dotrzecie do liczb pięciocyfrowych.

Odprawić rytuał
Krystyna Kofta w jednym ze swoich felietonów pisała o tym, że rytuały są cementem dla związku. Wspólne picie herbaty, wieczorne zaleganie pod kocem, zwyczajna krzątanina... W ferworze przedślubnych przygotowań łatwo zapomnieć (albo w ogóle uświadomić sobie), jak bardzo te codzienne rytuały uspokajają i wyciszają. To może być trudne, ale warto spróbować oszukać głowę w przeddzień ślubu. Jeśli mieszkacie razem i faktycznie nie macie już żadnych obowiązków do wypełnienia - warto spędzić ten wieczór ot, choćby na piciu herbaty i przytulaniu. Działa :)

6 komentarzy:

  1. Świetny tekst! A Wasza przygoda w galerii dzień przed ślubem - bezbłędna! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      To zdecydowanie jedno z naszych najzabawniejszych wspomnień "okołoślubnych" ;)

      Usuń
  2. Ja to bym chyba po suficie chodziła ze zdenerwowania ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super tekst! Często myślę co będę robić w tą noc przed- na pewno spokojnie nie zasnę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Day with coffe... Kategorycznie nie pić kawy po 15.00! :))

      Usuń
  4. Ja się w ogóle nie przejmowałam. Dzień przed ślubem byłam z przyszłym wtedy mężem na zakupach, byliśmy na plazy, późńiej u mojej babci. Nastepnie pod wieczór on pojechał do swoich rodziców, ja do swoich.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger