Zamawianie ślubnych obrączek z perspektywy żony

Jeszcze dwa lata temu byłam absolutnie antypierścionkowa. Mając bzika na punkcie estetycznego minimalizmu, zawsze szłam drogą "wóz albo przewóz", to znaczy albo kolczyki i łańcuszek, albo pierścionki. Zero logiki, prawda? W końcu, gdzie ręce a gdzie szyja...  Najpierw zaskoczył mnie pierścionek zaręczynowy. Fakt posiadania narzeczonego nie był dla mnie tak dziwny, jak stała obecność biżuterii na palcu serdecznym. Ledwo się do niego (do pierścionka) przyzwyczaiłam, musiałam eksmitować go na drugą dłoń. Obrączka dała mi więcej czasu na przygotowanie, bo rekonesans i przymiarki rozpoczęliśmy ponad pół roku wcześniej. O tym, gdzie popełniliśmy błąd składając zamówienie przekonałam się, gdy o mało nie zgubiłam swojej obrączki podczas spaceru w Krakowie, niespełna miesiąc po ślubie.

fot. Joseph i Andrea Sides / Connection Photography

Jako para nie lubiąca odkładać rzeczy "na później" celowo rozpoczęliśmy rajd po salonach jubilerskich kilka miesięcy wcześniej. Na początku mieliśmy szalony pomysł, żeby na nasz czerwcowy ślub kupić obrączki jeszcze w grudniu. I prawie go zrealizowaliśmy - na szczęście powstrzymała nas znajoma, pracująca w jednym z salonów jubilerskich. Dlaczego na szczęście? Bo po pierwsze, kupowanie biżuterii w okolicach Bożego Narodzenia jest drogą zabawą, a ponadto dość nerwową z uwagi na chaos panujący wtedy w salonach. Po drugie - miesiąc później wpadliśmy na inny pomysł, osiem razy tańszy.

Przejdę jednak do sedna. Kilka miesięcy wcześniej owszem, warto zacząć rozglądać się za obrączkami. Przymierzyć, posprawdzać jaki fason najlepiej czuje się w towarzystwie pierścionka zaręczynowego (to przestroga zwłaszcza dla zakręconych estetek). Warto zrobić dobre, cenowe śledztwo i wylądować na końcu u jubilera (najlepiej z polecenia!) z katalogami obrączek zwiniętymi z salonów na podorędziu. Właśnie ten pomysł okazał się naszym strzałem prawie w dziesiątkę, szalenie łaskawym dla naszego budżetu.


Ale zamawiając obrączki u jubilera trzeba mieć oczy dookoła głowy. Po pierwsze, nie iść w nieznane. Jeśli nie znacie kogoś, kto byłby zadowolony z efektów pracy złotnika - od razu darujcie sobie wizytę. Czemu? Bo odtworzenie Waszej wizji może nie spełniać Waszych oczekiwań. Kiedy będziecie mieli możliwość obejrzeć z bliska dzieło jubilera, to pomęczcie znajomych o fotografię pierwowzoru (pod warunkiem, że zamawiając obrączki na czymś się wzorowali). Numer katalogowy prototypu to prawdziwy skarb, bo wtedy możecie użyć fortelu, pójść do salonu i obejrzeć oryginały z bliska. To da bardzo wyraźny obraz sytuacji i określi, czego możecie się spodziewać. My pominęliśmy ten punkt programu - poszliśmy z marszu do poleconego jubilera, pokazaliśmy nasze marzenie w katalogu i nie braliśmy pod uwagę, że coś może pójść nie tak. Jednak może, bo okazało się, że moloch jubilerski na "A" i fachowiec z niepozornego saloniku rozumieją coś innego pod pojęciem efektu "drapania" ;) dziś nie widzimy już różnicy, ale pamiętam, że odbierając zamówienie mieliśmy zaskoczenie w oczach.


Po drugie - latem postarajcie się unikać przymiarek w upalne dni. A jeśli nie ma innego wyjścia - to przynajmniej na jedną przymiarkę wybierzcie się w najpaskudniejszy dzień lata, jaki zdarzy się po drodze. Jest szansa, że będzie wtedy chłodno, a palce nie będą opuchnięte od temperatury. Myślałam, że mnie nie dotyczy ten problem - po kilku przymiarkach w końcu odebraliśmy nasze obrączki dwa tygodnie przed ślubem (słoneczny, ciepły maj) i byłam przekonana, że w obwodzie moich dłoni niewiele może się już zmienić. Zmieniło się w pierwszy chłodniejszy dzień. Po jakimś czasie pożaliłam się Mężowi, że za chwilę chyba będę zmuszona podkleić obrączkę plasteliną albo przywiązać ją sznureczkiem. Mąż potraktował to jako żart, złapał mnie za rękę, delikatnie nią potrząsnął, a pierścionek jak na komendę zsunął się z palca i efektownie potoczył się przez ulicę, zatrzymując się kilka centymetrów od kratki kanalizacyjnej. Do dziś robi mi się słabo na samą myśl.

Wyczytałam na pewnym forum ślubnym, że nad terminem wyboru obrączek nie warto nadto się rozckliwiać, tylko pójść, wybrać, zamówić, odebrać. Nic bardziej mylnego - jeśli zależy Wam na komforcie noszenia obrączek, nie da się uniknąć strategicznego planowania. Inaczej przekonacie się o błędzie, gubiąc obrączkę na spacerze ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger