Z Tatą w kierunku ołtarza

Ślub to nie lada wydarzenie w życiu całej rodziny. Potencjalnie największymi pochłaniaczami emocji są narzeczeni, na których wcześniej spoczywała odpowiedzialność za nadanie tempa przygotowaniom, a którzy lada moment mają przysięgać sobie miłość i przejść, ręka w rękę, przez całą uroczystość. Ale są też inne ręce, które w tym wydarzeniu mogą czynnie uczestniczyć. Ręce ojca, który prowadzi swoją córkę do ołtarza. Cóż to zazwyczaj? Jak wdrożyć go w życie?

fot. 8twenty8 Studios

Jeśli rozważacie tę opcję, lepiej nie szukajcie opinii na ten temat w przepastnych, bezlitosnych zasobach for dyskusyjnych. Ja to zrobiłam i mam dla Was wiedzę na temat tego, co tam znajdziecie, opakowaną w osobliwą pigułkę. Internetowi znawcy powiedzą Wam, że prowadzenie córki do ołtarza wygląda jak „ciągnięcie owcy na rzeź”; wyczytacie, że „faceci przekazują sobie kobietę jak przedmiot”, albo „ojciec osobiście oddaje gościowi córkę, która odtąd będzie służyć panu i władcy”; dowiecie się także, że to „kwintesencja handlu wymiennego kobietą między mężczyznami”, opcjonalnie, że „dziewczyny żądają prowadzenia przez tatusia, bo chcą się jeszcze bardziej uksiężniczkowić”.

Musicie zatem wiedzieć, że jeśli decydujecie się na ten krok, będziecie musieli zmierzyć się z całą kawalkadą trosk:
  • z krytyką, że chcecie odstawić scenkę rodem z amerykańskiego serialu
  • z opiniami, że gwałcicie polską tradycję
  • z przytykiem, że manifestujecie władczość mężczyzn (i tym samym godzicie się na to, aby to oni stali wyżej w hierarchii rodzinnej)
  • z uwagami pod adresem ojca, który chce przeżyć drugą młodość i jeszcze raz przejść się do ołtarza
  • z wyrazami troski o Pana Młodego, który w niepewności i samotności będzie wyczekiwał pod ołtarzem.

Uważam, że sprawcą tych komentarzy jest... kiepska opinia o instytucji rodziny i małżeństwa zarazem. Czy w kochającej się rodzinie kiedykolwiek, ktokolwiek będzie doszukiwał się w prowadzeniu córki do ołtarza negatywnych kontekstów? Sądzę, że takim osobom nie przyjdzie to nawet do głowy – uznają to za piękny gest. Jeśli więc otaczamy się wspaniałymi ludźmi (a w dniu ślubu to szczególnie ważne!) nie mamy się o co martwić! Nikt nie posunie się do tak daleko idących wniosków, z uniżeniem czy szopką w tle.


fot. Brandon Kidd
 
Musicie wiedzieć, że taka aranżacja ceremonii to także spore przedsięwzięcie logistyczne. Konieczne będzie rozważenie dwóch istotnych kwestii.

Co zrobić z błogosławieństwem?

Większość ślubów w których uczestniczyłam jeszcze jako dziecko, rozgrywało się wedle schematu, który do dziś praktycznie się nie zmienił. Pan Młody przyjeżdża po przyszłą Żonę tuż przed ceremonią – to wtedy widzi ją po raz pierwszy. W domu Panny Młodej odbywa się błogosławieństwo, po którym Państwo Młodzi wspólnie udają się do Kościoła. Chcąc zmienić bieg rzeczy, konieczna będzie reorganizacja tego schematu i przeniesienie błogosławieństwa na inny termin.

Błogosławieństwo z powodzeniem można przyjąć dzień lub dwa wcześniej. Zaproszenie rodziców na kolację i dokonanie tradycji w jej trakcie wydaje mi się być świetnym rozwiązaniem, zwłaszcza, że dzieląca nas odległość od ceremonii odrobinę izoluje nas od stresu. Może okazać się, że tak przyjęte błogosławieństwo będzie pięknym, kameralnym, rodzinnym przeżyciem. Jeśli jednak nie zależy Wam na kameralności, ale na... kamerze, która powinna uchwycić ten moment, lub też tradycja nakazuje Wam inaczej – można zorganizować je w dniu ślubu, ale efekt ponownego spotkania przed ołtarzem może nie robić już tak dużego wrażenia.

Jak dotrzeć do kościoła?

Jeśli chcecie spotkać się tego dnia dopiero przy ołtarzu, konieczne będzie rozstrzygnięcie na nowo kwestii dojazdu do kościoła (internet aż huczy na samą myśl, że Państwo Młodzi mieliby przyjechać osobnymi autami). Jak się z tym uporać? Biorąc pod uwagę (żartobliwie!) że ilość zabiegów kosmetycznych jakim musi poddać się mężczyzna w dniu ślubu jest relatywnie niższa od tych, którym poddaje się kobieta – Pan Młody może dotrzeć do kościoła jako pierwszy, oczywiście pod warunkiem, że dystans pomiędzy Waszymi domami a kościołem opiewa na kilka minut, a nie jest liczony w kwadransach. To dobre rozwiązanie również z perspektywy logistycznej – goście nie będą mieli obiekcji, by wejść do kościoła przed przybyciem Panny Młodej. Tym sposobem całe przedsięwzięcie zakończy się dużym sukcesem – jeśli macie jeszcze wątpliwości, zachęcam do uważnej lustracji dokumentacji fotograficznej.

Jest jeszcze jedna, szalenie istotna kwestia. Do zorganizowania takiego przebiegu ślubu potrzeba nie lada odwagi. Odwagi do przeżycia czegoś pięknego bez hektolitrów łez wzruszenia, które skutecznie zmywają makijaż! Nie mam wątpliwości, że córka prowadzona do ołtarza przez ukochanego ojca to wspaniały widok, a moment przekazania jej ręki przyszłemu mężowi to piękny, symboliczny, rodzinny gest. Znam (osobiście) takich mężczyzn, którzy uważają, że córki nigdy nie powinny dorastać, powinny pozostać uroczymi niemowlętami już na zawsze. Dla nich musi być to szczególnie wzruszające przeżycie :)

 
fot. Weddings by Kara


Za inspirację do stworzenia tego tekstu dziękuję Pani Manueli! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger