Bolerko ślubne i inne zmory Panny Młodej

Jako Panna Młoda miałam to ogromne szczęście, że... dopisała pogoda. Bo wbrew pozorom ślub na początku czerwca to bardzo ryzykowne posunięcie. Może być upalnie, ale z doświadczenia wiem, że właśnie wtedy wiosna potrafi pokazać pazury - deszczem, niską temperaturą i ciężkimi chmurami. Na wszelką ewentualność miałam w zanadrzu uszyty przez krawcową szal, pasujący do sukni. Przez moment nie przeszło mi jednak przez myśl, że może mi się przydać. Może to jakiś sposób na zaczarowanie pogody? Są jednak pory roku, na które te czary nie działają. I wtedy właśnie bolerko czy narzutka stają się obowiązkowym punktem na mapie ślubnych zakupów. Równie potrzebnym, co nielubianym.
fot. Juan Maclean

Nie lubimy ich z kilku powodów. Po pierwsze - bo zasłaniają suknię. Po drugie - bywają niewygodne. Po trzecie - bo trudno dobrać coś idealnie pasującego do wymarzonej sukni. Po czwarte i każde kolejne - cóż... po prostu zasłaniają suknię, i to już dostateczny powód, by mieć focha na bolerka, narzutki i futerka. Jak się go pozbyć (focha, nie bolerka)?

Na dobry początek trzeba oswoić drania. Podejść do tematu kompleksowo i nastawić się na zakup łączony: wymarzona suknia + wymarzone bolerko ślubne (nawet jeśli nie istnieje - na tym etapie jest możliwość wykreowania go od podstaw!).

Jest listopad i macie już w szafie suknię, ślub za kilka tygodni, a bolerko nadal mieszka w odległej galaktyce czyli tak jakby... nie istnieje? Najwyższa pora zafundować sobie powtórkę z rozrywki i rozpocząć rajd po salonach i sklepach. Przymierzać, przymierzać i jeszcze raz przymierzać. Gdzie zacząć? W miejscu, w którym kupiłyście suknię, nawet jeśli od tego momentu minęły już długie tygodnie. Jeśli trafiłyście na świetną ekspedientkę - czym prędzej do niej wróćcie i poproście o pomoc. Nawet, jeśli nie pomoże od ręki, może podsunie pomysł, gdzie i czego szukać. Dobra konsultantka, znająca suknię i jej możliwości, powinna doskonale wiedzieć, co będzie najlepsze i dla sukni, i dla Panny Młodej. Czasami trudno targać ze sobą suknię, a mierzenie bolerka czy etoli do jeansów nijak ma się do ślubnej rzeczywistości. Jednak i na to jest sposób - każdy zakupiony, gotowy produkt (czyli taki, który nie był szyty na zamówienie) można zwrócić. Są jednak sklepy, które w nieuczciwy sposób starają się obejść ustawę, dlatego upewnijcie się, że bolerko które w domowym zaciszu możecie przymierzyć do sukni, będzie podlegało zwrotowi!

Najważniejsze w oswajaniu bolerek i innych okryć ślubnych są jednak fasony. Wybranie odpowiedniej do figury sukni jest już trudnym zadaniem, a co dopiero dobór czegoś, co ma tę suknię przykryć i jeszcze dobrze wyglądać! Otóż strategiczną rolę odgrywa długość bolerka. Niskie Panny niechaj unikają wdzianek kończących się tuż pod biustem - one lubią dodatkowo skracać sylwetkę! Uważajmy także z ozdobami i odcieniami, zwłaszcza, jeśli zakup sukni i bolerka czy etoli nie odbywa się jednocześnie. Pamiętajmy koniecznie, że bolerko, szal czy inne wdzianko to dobry sposób na wprowadzenie koloru do ślubnej stylizacji. Na koniec warto spędzić w odzieniu minimum kwadrans (najlepiej w ruchu) by przekonać się, czy wszystko leży jak... należy. Nie ma chyba nic gorszego, niż konieczność podciągania bolerka przed ołtarzem czy urzędnikiem. Jaki z tego morał? Tylko spokój uratuje Pannę Młodą od palpitacji serca innych, aniżeli tych z miłości i radości.

Na koniec kilka inspirujących, kojących zdjęć, na których bolerka (etole, futra i szale) dowodzą, że dają się lubić i fantastycznie sprawują się w trakcie sesji ślubnej.

fot. Ciro Photography

fot. Dylan & Sara Photography

fot. JPP Studios

fot. Kelli Lyn Photography

fot. Laura Murray Photography

fot. Mirelle Carmichael

fot. Olivia Leigh Photographie

fot. Ro From Les Loups

fot. The Camera Chic

fot. Viera Photographics

2 komentarze:

  1. Dlatego ślub najlepiej jest robić na wakacjach ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam wesele w październiku, więc szukam takich właśnie inspiracji. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger