Ślubna dyplomacja. Jeden ślub, jeden fotograf

Są rzeczy, o których nie wypada mówić. Są takie, o których nie wypada nawet napisać na zaproszeniach ślubnych.  W przeciwnym razie te niewielkie kartoniki mogą stać się regulaminem, księgą nakazów i zakazów, instrukcją obsługi... a przecież nie o to chodzi w dniu ślubu. Z drugiej strony - warto postarać się o komfort obu stron - zapraszających i zapraszanych. Czasami trzeba wykazać się pokładami dyplomacji i fantazji, żeby przekazać coś w sposób nie tyleż polubowny, co delikatny i przekonujący. Dziś w programie: Jak przekazać to gościom, jeśli nie chcemy, z różnych względów, aby robili nam zdjęcia w trakcie ślubu?

fot. Josh McCullock Photography
Jeszcze dwadzieścia lat temu, aby nazwać się fotografem, po pierwsze trzeba było zdobyć fach, po drugie - aparat. Dziś sprawa wygląda zgoła inaczej. Fotografem może być każdy, bo w większości przypadków wszelkie umiejętności są wbudowane w sprzęt, który podpowiada, jak zrobić idealne zdjęcie, a czasami bez pytania sam podkręca suwaczki. Jeśli aparat się pomyli - niedoskonałości zamaskują dwa kliknięcia w najprostszym programie graficznym. Zdobycie sprzętu? Dziś nie trzeba go nawet mieć, wystarczy smartfon w kieszeni. W konsekwencji większość rodzinnych uroczystości, gdyby spojrzeć na nie z góry, to prawdziwe zloty paparazzi. Bywa, że bardziej liczy się patrzenie w szkiełko, niż faktycznie uczestnictwo w wydarzeniu (bo przecież można je odtworzyć w domowym zaciszu, w każdej chwili).

Ze ślubami jest bodaj najtrudniej. I nawet, jeśli pominiemy zaangażowanie emocjonalne, pozostaje istotna kwestia - fotograf. Ten z prawdziwego zdarzenia, profesjonalny, któremu nierzadko płacimy krocie za piękną dokumentację. Ten, któremu rotujący goście z aparatami utrudniają pracę i rujnują efekty starań. Wujkowie z tabletami, ciocie ze smartfonami "pochrumkującymi" niczym lustrzanka, kuzyni z obiektywami niczym teleskop i najmłodsi, który na ślubie postanawiają nauczyć się chwytać dobre kadry (lub są popychani do tego czynu przez rodziców, którzy uważają że to urocze). Efekt? Zdjęcia, na których wszyscy robią zdjęcia. Sama jestem posiadaczką dziesiątek takich fotografii ze ślubu. Ponad połowa naszych gości w trakcie przysięgi zasłoniła swoje oczy aparatami i telefonami. Oglądaliśmy te zdjęcia, zrobione przez naszego fotografa, ze smutkiem. 

Jak się przed tym ustrzec?
Sugeruję rozwiązania zabawne i dyplomatyczne zarazem, które nie powinny nikogo urazić, a które pozwolą osiągnąć zamierzone efekty (przynajmniej w pewnym stopniu :) )

Sposób nr 1: Adnotacja w zaproszeniach
Nie może być ani nachalna, ani roszczeniowa. Za to żartobliwa i urocza powinna się przyjąć. Poniżej przykład takiej adnotacji, którą można dodać jako "załącznik" do zaproszenia.

Kochani goście!
Pragniemy, aby nasza ślubna atmosfera nie została zakłócona żadnymi falami, poza przypływami miłości.
W związku z tym bardzo prosimy o wyłączenie na czas uroczystości wszelkich urządzeń elektrycznych, w tym aparatów. Podziwiajcie nas okiem, nie szkiełkiem :)
Po ślubie z radością udostępnimy Wam zdjęcia wykonane przez fotografa - po długich negocjacjach zdecydowaliśmy się udzielić mu dyspensy na użycie aparatu. Dziękujemy!

fot. Anna Delores Photography

Sposób nr 2: Tabliczki "no photo" przed wejściem
Czy to kościół, czy urząd - ustawienie takiego "potykacza" nie powinno przysporzyć żadnych formalności. Czy zadziałają? Jeśli tak, to na pewno tylko częściowo, bo nie wszyscy muszą potknąć się o ów potykacz, aby go dostrzec, rozszyfrować, wziąć na serio i zastosować się do prośby (zresztą chyba żadna z metod tu przedstawionych nie daje stu procentowej gwarancji).

fot. Weddingbee

Sposób nr 3: Zaakceptować i wykorzystać :-)
Jeśli wiecie, że "wroga" (czyli dziesiątek aparatów i smartfonów) nie uda się pokonać, możecie wziąć byka za rogi i przekuć tę niedogodność w pełen sukces. Jak to zrobić? Zachęcić gości, którym social media nie są obce, do wrzucania zdjęć na Instagram, Facebooka czy gdziekolwiek przyjdzie Wam do głowy. Koniecznie z #hashtagiem, który pozwoli Wam następnego dnia szybko odszukać pełną dokumentację Waszego ślubu. Zobaczyć uroczystość z dziesiątek perspektyw? Czemu nie! Uwaga: tylko dla par, które nie boją się "wirtualnych tatuaży" i takich, którym uda się zatrudnić fotografa o mocnych nerwach :)

fot. Danny Weiss Photography

Reasumując. Goście to bardzo ważni uczestnicy całej ceremonii. Jeśli decydujemy się ich zaprosić, a następnie zatrudniamy fotografa, który ma uwiecznić ślub na zdjęciach - zwykle chodzi nam o całokształt. Miło na zdjęciach zobaczyć twarze gości i ich oklaski po przysiędze, aniżeli twarze zasłonięte telefonami i ręce pełne elektroniki. Może zatem warto delikatnie zasugerować im swoje pragnienia?

Na koniec kilka przykładów na to, przed czym wiele par pragnie się ustrzec :)

 
fot. Krista Photography

 fot. Leon Bailey

fot. Kelly Cameron

fot. My Little Bridal Blog

2 komentarze:

  1. Robiłam kiedyś zdjęcia na ślubie, na którym podczas przysięgi na prezbiterium weszło około 10-u osób z gości z smartfonami i małymi aparatami. Wszyscy robili zdjęcia z flashem. Pomijam, że mi, jako fotografowi, nie udało się uchwycić przysięgi bez zbędnych osób w tle czy błysku flasha gdzieś za uchem Panny lub Pana Młodego. Ale jak musiała czuć się para podczas tak doniosłego momentu albo ksiądz, który próbuje zachować sacrum sytuacji, a wokół nich skaczą goście z aparatami? Dla mnie to brak szacunku wobec tych najważniejszych osób w tym dniu. Profesjonalny fotograf wie, jak się zachować, by nie przeszkodzić w najważniejszych momentach, wie, co zrobić, by nie było go widać, by nie przeszkadzać gościom w celebrowaniu ślubu i tylko on powinien robić zdjęcia :) Na moim ślubie goście mieli powiedziane bardzo jasno przy wręczaniu zaproszeń i przez świadków przed naszym wejściem do kościoła, że podczas mszy zabronione jest robienie zdjęć :) I jakoś to przeżyli, nikt się nie obraził, a wszyscy dostali potem piękne cyfrowe zdjęcia do obejrzenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie spotkałem się z taką informacją jeszcze, ale jestem zachwycony tym pomysłem! nie cierpię gdy w gościach część z osób ma w ręku komórkę i klika, klika i klika. Uważam, że to jest niekulturalne i każdy sam powinien wiedzieć, gdzie jest granica. Także jak najbardziej popieram ten pomysł!!!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger