Jak zorganizować ślub i wesele... i nie zwariować!

Ślub. Na jego punkcie naprawdę można zwariować. Z radości, z troski, z przerażenia... Wszystko jest we względnym porządku, jeśli na sam dźwięk słowa „wesele” nie dostajemy ataku paniki. Bo czas ucieka, bo oszczędności się kurczą, a na dodatek nie możemy się dogadać z otoczeniem lub co gorsza – sprawcą całego zamieszania, czyli przyszłym mężem. Ogarnięcie tego wszystkiego bez uszczerbku na zdrowiu może czasami być trudne, o ile w ogóle możliwe. Stąd ten banalny tekst – żeby przypomnieć sobie, że poza ślubem świat nadal kręci się w swoim rytmie, a my jesteśmy tylko małą jego częścią. Szczęśliwą... lub nie. To zależy tylko od nas samych.


fot. Angela / Saffron Avenue

 

Planować z wyprzedzeniem

Powiedzmy sobie szczerze: odkładanie rzeczy na później to dyscyplina, w której większość z nas doszła do perfekcji, a odległy termin ślubu podstępnie pielęgnuje tę szatańską umiejętność. W naszym małżeństwie to ja robiłam doktorat z tej dziedziny, dlatego już na początku poszliśmy na kompromis – łaskawie zgodziłam się, by to mój przyszły mąż był naszym wedding plannerem. Grunt to się dogadać, prawda? ;)

Jak już wybierzecie najmocniejsze ogniwo w Waszym zespole, wyklaruje się granica odpowiedzialności i nagle wyostrzy się obraz „to wszystko na serio, a czas ucieka!”. Wtedy rozplanowanie wszystkiego przynajmniej na kartce powinno pójść łatwo.

...a później słabsze ogniwo, bacząc na swój doktorat z odkładania na później, dodaje do każdej czynności dwa tygodnie wyprzedzenia. Dopiero wtedy powstaje właściwy harmonogram, który pozwoli Wam ogarnąć wszystko w samą porę, a może nawet i przed nią!

Nauczyć się chodzić na kompromisy

On nie chce zaproszeń w kolorze baby pink, za to koniecznie chce do ślubu jechać porsche, na widok którego Twoja wymarzona suknia ślubna dokonuje rytualnego samozgniecenia w szafie? Cóż, marzenia to miecz obusieczny. Z perspektywy czasu coraz wyraźniej widzę, że kompromisy nie gryzą (nawet, jeśli na początku na samą wieść o nich zalewa nas krew). W dniu ślubu nie myślimy już o tym, jaki kolor mają kościelne dekoracje ani nie nabijamy sobie głowy tym, że zaproszenia mogły być bardziej zielone, bo wtedy lepiej pasowałyby do wstążek przy winietkach. Wtedy nasze potrzeby i pragnienia magicznie skracają się do czterech pobożnych życzeń: dotrzeć cała i zdrowa (oraz bez potknięcia) do ślubnego kobierca, nie zalać się łzami w trakcie przysięgi, trafić obrączką na palec męża, a później najlepiej nie wypuszczać się z jego ramion przez najbliższe pół wieku (lub przynajmniej do końca akcji wesele). Wszystko odchodzi w zapomnienie, jest tylko przypudrowaną otoczką do miłości. Proste? Proste! Poświęćcie jeden wieczór na taką podróż w czasie, a wszelkie sprawy organizacyjne przestaną jawić się niczym potwór. Każde dziecko wie, że strach paraliżuje. Bez niego każdy proces przebiegnie łatwiej. Bo ostatecznie to wszystko.. to tylko dodatki.

fot. Brit Jaye Photography

Wyluzować

Nie udało się zarezerwować sali, która podobała Ci się jeszcze zanim się poznaliście? Chcieliście ślubować o 16.00, bo to godzina Waszej pierwszej randki, ale ktoś Was ubiegł? Gwarantuję, że później będziecie się z tego śmiać (albo płakać, że jednak nie wzięliście pokornie późniejszej godziny, bo na horyzoncie jawi się obsuwa z fryzjerką), więc... dlaczego już teraz nie potraktować tego z lekkością? Pewnie dlatego, że taka wyrozumiałość wobec siebie samej i toczących się wokół nas zdarzeń to cholernie trudna sprawa. Próba charakteru. Ale przecież związek to też próba charakteru. Może więc warto potraktować czas przygotowań jako lekcję życia i szlifowanie umiejętności odpuszczania sobie rzeczy, które w danym momencie wydają nam się hiperważne, ale w ostatecznym rozrachunku (związek do końca życia!) są kwestią niewartą wrzodów żołądka i bólu głowy?

fot. Connection Photography

Nie przestawać być zakochaną parą

Wyznaczamy datę ślubu i nagle stajemy się współorganizatorami wydarzenia. Skupiamy się na zadaniu – super. Zapominamy o randkowaniu i motylach w brzuchu – mniej super.

Może nie być łatwo znaleźć czas na beztroskie leniuchowanie, ulubione szwendanie się po kawiarniach, weekendowy wypad nad morze. Ale chcieć – to móc. Świat nie powinien się zawalić, zwłaszcza jeśli sumiennie realizujemy zadania (patrz: punkt pierwszy). Złapanie dystansu to cenna umiejętność, a wybranie się na randkę po pierwsze przypomni, po co to wszystko robimy, a po drugie... cóż, rozmiękczone serce łatwiej przyjmuje kompromisy ;)

fot. Kallima Photography

 

Szukać wsparcia zewnętrznego

Są chwile, że mamy wszystkiego serdecznie dość. Dopada nas frustracja, niechęć do działania, mamy ochotę wykrzyczeć to i owo temu i owemu. Statystyka pokazuje, że w imię dobra ogółu, pod wpływem emocji lepiej tego nie robić.
Trzeba jednak wiedzieć że od zamierzchłych czasów panny młode borykają się z bardzo podobnymi problemami, a i kłopoty często są schematyczne. Dobrze wtedy poszukać wsparcia... w sieci! Mieszkają tam stworzone specjalnie w celu wzajemnego wspierania się grupy i fora dyskusyjne, na których bez trudu spotkacie dziewczyny z takimi samymi problemami. A problem uzewnętrzniony czasami staje się potworem, ale skłonnym do negocjacji. A i wiedząc, że inni też tak mają, jakoś lżej żyć... Pamiętajcie tylko dokładnie się wylogować, jeśli korzystacie z lubym z jednego komputera, a i on jest przyczyną poszarganych nerwów.

Reasumując: wyluzujcie! Nie zapominajcie ani na chwilę, że w tym wszystkim chodzi o przypieczętowanie miłości. Świetnie, jeśli ten dzień będzie wyglądał jak z bajki, której scenariusz sami napisaliście i który odtwarzacie codziennie przed snem. Ale nie zapominajcie, że bajka – to tylko bajka, a Wasze życie toczy się tu, teraz, naprawdę :)

10 komentarzy:

  1. Racja :) My podczas organizowania naszego ślubu mieliśmy kompromis :) Ja zajęłam się częścią estetyczną, wyborem dodatków, oceną portfolio fotografa, itp, a mój P. zajął się tabelką w excelu i nadzorowaniem wydatków ;) Dawał mi tylko widełki, w których mogę się poruszać przy poszczególnych elementach i pilnował, by na wszystko nam starczyło ;) Ani razu się nie pokłóciliśmy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duet doskonały, jak ja uwielbiam takie pary! Gorąco pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Przybywamy z rankingu Niepoprawnej Panny Młodej i na prawdę warto było! Będziemy czytać bloga w 100% ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję!! I oczywiście zapraszam serdecznie! :)

      Usuń
  3. Sporo w tym prawdy. I dobrze się czyta :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny poradnik. W końcu kompletny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj ja postawilam warunek mojemu (juz) mezowi: tylko ja chcialam byc odpowiedzialna za organizacje wesela i on na to przystal :D Zaczelismy planowac 1,5 roku przed dniem ostatecznym :D Najbardziej obawialam sie o sale bo mialam konkretna wizje jak ma byc udekorowana, ale jak przedstawilam ja obsludze hoteliku Złote Runo, bez wiekszych problemow zgodzili sie na moje pomysly, mimo, ze dlugo szukalam zgody wsrod innych hoteli. Jak to juz zostalo ustalone, o wiecej sie specjalnie nie martwilam. Suknia, orkiersta, fotograf- szybko poszlo. A jeszcze szybciej minelo te 1,5 roku :D

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny poradnik, dzięki!! hmm 1,5 roku wcześniej planowanie? strach się bać? ;) koleżanki i rodzina podpowiada każdy coś innego, a sama szukam inspiracji weselnych w internecie i książkach, np bridelle style - bo kupiłam na promocji w empiku. Pomysłów masa, ale trzeba wziąć i w końcu porządnie zacząć przygotowania :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Sporo w tym prawdy i super się czyta :) Poradnik obowiązkowy dla wszystkich przyszłych Par Młodych! :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger