Czego unikać, roznosząc zaproszenia ślubne

Zaproszenia wydrukowane? Koperty podpisane? Jeśli czekaliście na moment, w którym zacznie robić się „poważnie”, to właśnie macie go przed sobą. Odpowiecie na dziesiątki pytań, wypijecie hektolitry kawy, zjecie pół tony ciasta, a może nawet trafi się kilka obiadów i kolacji. To scenariusz w wersji 'light', gdy wszystko jest pod kontrolą, roznoszenie zaproszeń idzie gładko, powoli odhaczacie kolejne osoby z listy, a stosik z kopertami szczęśliwie maleje. Nic prostszego, prawda? A jednak, tak wiele może się skomplikować... :)


Wszyscy wiemy, jak to robić, żeby było dobrze. Ale czy na pewno wiecie, czego unikać w trakcie rozdawania zaproszeń, aby Wasze „dobrze” nie zrujnowało Waszego budżetu, ocaliło Wasze relacje rodzinne, a przy okazji nie obrzydziło Wam powziętych planów?

Nie dajcie się zbić z tropu

O tym, że organizacja wesela idealnego nie jest łatwą rzeczą – wiemy wszyscy. Jeszcze trudniej jest zorganizować takie wesele, które zadowoli nie tylko młodą parę, ale także rodziców, teściów i dalszą rodzinę, która mniej lub bardziej jawnie „żąda satysfakcji”. Czasami młodzi dowiadują się o czyimś niezadowoleniu nawet kilka lat po ślubie, gdy uprzejma ciocia chlapnie to i owo przy spotkaniu rodzinnym. Są jednak goście, którzy już na sam widok zaproszenia zaczynają ciągnąć zapraszających za język. Chcą znać każdy szczegół – od modelu sukni ślubnej, przez cenę garnituru, aż po wystrój sali weselnej i smak tortu. Absolutnie nie dajcie wziąć się w krzyżowy ogień pytań. Nie zdradzajcie wszystkiego, a najlepiej... nie zdradzajcie nic, poza datą, godziną i innymi parametrami niezbędnymi do tego, żeby goście dotarli na Wasze przyjęcie i dobrze się bawili. W przeciwnym razie nie bądźcie zaskoczeni, gdy w dniu ślubu wszystko wyda im się takie „zwyczajne” i „nudne”. Skoro doskonale znają każdy szczegół – mogą ewentualnie być rozczarowani, bo zwykle mają dość dużo czasu i szczegółów, by przedpremierowo przeżyć Wasz ślub w swojej głowie.

A jeśli już koniecznie chcecie wysprzedać się ze swoich pomysłów, nie rezygnujcie z nich tylko dlatego, że ciocia Krysia złapała się za głowę, kuzyni Was obśmiali, a prababcia stwierdziła, że takich ceregieli w tej rodzinie to jeszcze nie było. Po prostu róbcie swoje :)

Nie narzekajcie

Żeby kupić wymarzoną suknię ślubną przez ostatnie pół roku brałaś nadgodziny. On zapożyczył się u kumpla, żeby wynająć do ślubu super auto. Twoi rodzice musieli wziąć kredyt na opłacenie sali weselnej, i będzie to pierwsze finansowe zobowiązanie jakie będziecie musieli uregulować jako małżeństwo. Generalnie sporo Was to wszystko kosztuje, ale to koszt Waszych marzeń i nie chcecie z nich zrezygnować. Świetnie, tylko... niekoniecznie mówcie swoim gościom o tym, jak bardzo to wesele rujnuje Wasz budżet i ile kosztuje „talerzyk”. Starajcie się unikać sformułowań „nocleg macie w cenie”, albo „bar jest dla Was gratis”. Goście niczego nie kupują – a przynajmniej nie mówi się o tym oficjalnie przy wręczaniu zaproszeń i prezentów.

Nie mylcie imion i nazwisk gości

Sytuacja wyglądała następująco. Ja. On. Obcy, czyli jego znajomi. W drodze do nich przerzucałam zaproszenia w torebce, usiłując ułożyć je... według bliżej nieokreślonego klucza. W progu pokoju umykają mi ich imiona, rzucone pomiędzy zdejmowaniem szala a odwieszaniem płaszcza. Siedzimy na ich kanapie, pijemy kawę z ich filiżanek. I nagle następuje ten moment, w którym wszystkie znaki w rozmowie nakazują wręczyć zaproszenie właśnie teraz. A ja... nie mam pojęcia, które zaproszenie mam im dać. Nie pamiętam, jak się nazywają. Mam pustkę w głowie i trzy typy w torebce. Po kolejnych dziesięciu minutach grania na zwłokę i perfidnego ignorowania milczących sygnałów ze strony narzeczonego wpadam na trop. W rozmowie pada jego imię. W torebce pozostają dwa typy. Ryzyko nadal jest spore, ale nie wypada mi poprosić M. o to, żeby sam wyjął zaproszenie z mojej torebki. I nagle szeptem wprost do mego ucha pada to hasło... „Kochanie, zaproszenie”.

Szczęście mi sprzyjało. Ale było aż 50% szans na to, że chybię i się pokpię. Nie róbcie tego. Wchodźcie do gości TYLKO z jednym zaproszeniem. Koniecznie właśnie dla nich ;)

Nie rozszerzajcie spontanicznie listy gości

To się zdarza i ja to wiem. Choćbyśmy bardzo tego nie chcieli istnieje prawdopodobieństwo, że w trakcie roznoszenia zaproszeń ktoś z „dalszych bliskich” wspomni w rozmowie, niby niechcący i niewinnie, ale jednak z wyraźnie zaakcentowanym oczekiwaniem na pozytywną odpowiedź... „Ale ciocię Kazię też zaprosiliście, z wujkiem Staszkiem, prawda? Zawsze świetnie się razem bawimy na weselach!”. Pół biedy, jeśli faktycznie chodzi o ciocię Kazię i wujka Staszka. Gorzej, jeśli pytanie brzmi „A kiedy jedziecie do Pawełka z zaproszeniem?”, a Pawełek jest ukochanym synem pytającej. Najgorzej, gdy w momencie wręczania zawiadomienia o ślubie pada strzał: „A o której zaczyna się wesele?”
Amerykańscy naukowcy nie dowiedli jeszcze istnienia dobrej odpowiedzi na takie pytania. Jest więc bardzo prawdopodobne, że dobre rozwiązanie takich sytuacji po prostu nie istnieje. Przeczyłam mnóstwo historii z samozapraszającymi się gośćmi w tle, przedarłam się przez opisy dziesiątek nieporozumień, zszarganych nerwów i aktów desperacji. Jedno jest pewne – uległość w obliczu takiego kryzysu w niczym nie jest lepsza od metody „na głupka”. Jeśli ulegniecie – bądźcie pewni, że wieść rozniesie się po rodzinie, a Wy będziecie dodrukowywać zaproszenia. W metodzie „na głupka” chodzi o ucięcie tematu, możecie więc bezkarnie powiedzieć... „Ojej, akurat cioci Kazi nie zapraszamy na wesele, ale mamy nadzieję że będzie na ślubie! Na pewno spotkacie się przed kościołem!”, opcjonalnie „Pawełek, wie ciocia, te nowe technologie – wysyłamy mu elektroniczne zawiadomienie o ślubie, wie ciocia, teraz taka moda.” Na ostatni strzał z pytaniem o godzinę wesela może być najtrudniej, ale ponieważ pytanie jest ciosem poniżej pasa (bo przecież macie swoje powody, aby nie zapraszać tej osoby na wesele, prawda?), odpowiedź również nie musi być szczytem Waszych możliwości. „Ojej, bardzo chcieliśmy zaprosić was na wesele, ale sami rozumiecie, wszystko takie drogie, jakieś szaleństwo z tymi weselami, musieliśmy bardzo mocno zawęzić listę gości weselnych. Rozumiecie, prawda? Ale za to ceremonia jaka będzie piękna! Musi to ciocia zobaczyć!”

Wiem, że może nie być łatwo wybrnąć z takich sytuacji, zwłaszcza jeśli pojawią się pytania pomocnicze („ale jak to?!”). Ale jeśli zdacie sobie sprawę z tego, że takie pytania nie powinny w ogóle paść (w końcu to Wasz ślub i Wasze wesele, a co za tym idzie – Wasza lista gości, która ma prawo być objęta tajemnicą, prawda?), udzielenie wymijającej odpowiedzi w asyście niewinnego uśmiechu i wzroku cielaka powinno doraźnie załagodzić sytuację. A później... czy na pewno będzie Was to obchodziło bardziej, niż rozkoszowanie się własnym ślubem, a później życiem w szczęśliwym małżeństwie? :)

Nie upijajcie się

...chyba, że to fajrant i tego dnia nie macie już nic ciekawszego do zrobienia, a wizytujecie akurat jednego ze świadków, przed którym i tak nie macie żadnych tajemnic. W każdej innej sytuacji ten niefartowny zabieg na własnej trzeźwości może zaprocentować wyśpiewaniem całego scenariusza ślubnego, podaniem linku do sukni ślubnej, pomyleniem imion gości, symbolicznym rozdzieraniem szat nad poszarganym budżetem i radosnym zaproszeniem kilku nowych osób spoza listy. Poza tym... sami wiecie, jak jest :)

Nie mylcie kolejności!
Zaproszenia jeszcze nie wydrukowane, a Wy już chcecie wiedzieć, ile osób przyjdzie na wesele? Możecie powróżyć z kart albo rzucić monetą, ewentualnie sporządzić wykresy i na podstawie obecności danej osoby  na weselach na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat próbować wywnioskować, czy odmówi, czy jednak przyjdzie? To jedyna opcja. Nie wymagajcie od gości deklaracji przybycia, jeśli nawet nie daliście im zaproszeń. Spotkałam się z taką sytuacją i jest to... przykre. Rozumiem, że skoro nie będę wybierać się na wesele, to nie dostanę zaproszenia w ogóle? Och, tak się nie robi.

A Wy, macie jeszcze jakieś wskazówki, czego unikać przy roznoszeniu zaproszeń? :)

5 komentarzy:

  1. Dlatego najlepiej zapraszać osoby,które znamy i z którymi utrzymujemy kontakt - wtedy nie będzie problemu z tym kto jak się nazywa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tanga trzeba dwojga - nie zawsze mamy okazję poznać wszystkich przyjaciół drugiej połówki - tak było w naszym przypadku :)

      Usuń
  2. Historia z zaproszeniami w torebce bezbłędna! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę są osoby, które same zapraszają się na czyjeś wesele? o.O

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger