Supermocna Panna Młoda

Każda z nas od czasu do czasu musi wcielić się w superwoman i stawić czoło temu i owemu. Albo... tej i owej. W obliczu ślubu posiadanie mocy odpychania wszystkiego, co negatywne, jest jedną z niewielu rzeczy, które mogą ocalić nas przed wewnętrzną katastrofą, emocjonalną klęską żywiołową i/lub powodzią łez.

 fot. Carrie Butler Photography

Optymistki już tak mają - patrzą na świat przez różowe okulary, a myśl o tym, że ktoś wysyła w ich kierunku negatywne fluidy, mimo znaków ostrzegawczych nie zasiedla ich głowy ani na moment. Bo, cytując Anetę Borowiec, "zanim zaczną z nieba spadać żaby, to najpierw miesiącami wali grad wielkości kurzych jajek". Cóż, jajko to czasami za mało, abyśmy zorientowały się, że przyczyna naszego niepokoju, tlącego się gdzieś z tyłu głowy, może być na wyciągnięcie ręki. Dlatego optymistki cierpią podwójnie gdy okazuje się, że rozwiązanie jest banalnie i brutalnie proste.

Czasami to Twoja bliska koleżanka. Bywa, że siostra albo teściowa pod płaszczykiem troski przemyca uwagi, które dyskredytują Twoją wiarę we własne możliwości, marzenia i plany. Może to być dobra rada, sugestywne przewrócenie oczami, niepozorne pytanie z podtekstem sugerującym konieczność zmiany planów... Nie można dać się zwariować i wszędzie wietrzyć spisku, bo to kolejna skrajność, która spędzi nam sen z powiek. Ale czujność w imię zdrowego egoizmu jest... już z definicji zdrowa :) Zatem...

Jak się zorientować, że coś nie gra, i kiedy na serio nabrać podejrzeń?

Gdy... po rozmowie z "delikwentką" zaczynasz snuć plan zmiany... wszystkiego. Pomyśl w chwili zawahania, czy robiąc to, na pewno nie zrealizujesz cudzego marzenia, zamiast swojego? Ludzie są różni. Mają różne upodobania, marzenia, gust diametralnie inny od Twojego. To, że nie końca przekonuje ich Twoja wizja to nic złego. To cena istnienia różnorodności we Wszechświecie. Ta wizja ma przemawiać do Ciebie i Twojego przyszłego męża. Tutaj sprawa się zaczyna i kończy. A przynajmniej powinna.

Gdy... po rozmowie z "delikwentką" popadasz w konflikt z narzeczonym. Czasami konflikt przybierze formę focha, a innym razem będzie jak golem - powstanie znikąd i zasieje spustoszenie. Zapal żaróweczkę nad swoją głową zanim z deszczu zrobi się gradobicie i pomyśl, czy na pewno nie wpadłaś w sidła sugestii.

Gdy... po rozmowie z "delikwentką"nie możesz zasnąć, bo oczami wyobraźni widzisz, jak bardzo niemodny / niefajny będzie Wasz ślub. Jeśli przyjaciółka wybiła Ci z głowy pomysł, który prawdopodobnie by się nie powiódł, byłby szalony ponad wszelką miarę, albo gdy uświadomiła Ci istnienie przeszkód, których w przypływie entuzjazmu po prostu nie dostrzegłaś (lub nie chciałaś dostrzec) - wszystko jest w normie, po prostu potrzeba kosmetycznych zmian. Ale gdy zaczynasz wątpić w to, czy cały pomysł na wesele jest dobry (lub co gorsza - czy Twój narzeczony jest wystarczająco dobry!) - to zły znak. Pora przemyśleć, czego na prawdę chcesz, i ile z tego jest Twoim pragnieniem, a ile chęcią zadowolenia wszystkich dookoła.

Dlaczego tak się dzieje?

Z ufności. Bo przecież tym, z którymi wiążą nas bliskie relacje ufamy i liczymy się z ich zdaniem. To dobra cecha - jej brak skazywałby nas niemalże na samotność w tłumie. Warto jednak pamiętać o choćby najcieńszej granicy. Warto brać pod uwagę różne opinie. Nie warto jednak się z nimi bezkrytycznie identyfikować.

Z braku asertywności. Po prostu. Te z nas, które na to cierpią - wiedzą, z czym to się je. Zdanie innych zaczyna jawić się jako prawda objawiona, czyli jedyna właściwa. To źle, ale nie uda się tego naprawić w kilka tygodni czy miesięcy. Z okazji ślubu warto jednak zmienić zasady postępowania i słuchać siebie przez całą dobę i w każdych okolicznościach.

Z braku pewności  siebie i braku wiary we własne pomysły. To najbardziej podatny grunt do zasiewania idei - kobieta wątpiąca w siebie i swoje możliwości, a zatem i w koncepcje, których jest autorką. Ślub to spore przedsięwzięcie. Do podjęcia są dziesiątki decyzji i rzadko której z nas zdarza się sytuacja, że w narzeczeństwie zajmuje się tylko noszeniem pierścionka, a na koniec tego etapu przychodzi na przyjęcie - niespodziankę, czyli własne wesele ;) trzeba wziąć sprawy we własne ręce. W przeciwnym razie wylądujemy na imprezie, na której będziemy skrępowane jak na szkolnej dyskotece.


Jak się przed tym bronić?

Jak prawdziwa superwoman ;)
Nie ma szans, abyśmy nagle, ni stąd ni zowąd, nauczyły się asertywności na okoliczność ślubu, w mig rozpoznawały intencje bliższego i dalszego otoczenia, albo żebyśmy z ufnych i niepewnych siebie kobiet stały się siłaczkami rozstawiającymi wszystkich po kątach ruchem jednego palca, choćby był ozdobiony najlepiej wypiłowanym i pomalowanym na idealną czerwień paznokciem. Cytując klasyka: no po prostu NIE :)
Zatem... jak? A no tak, że przecież każda superwoman ma swojego bohatera, do którego wzdycha (otwarcie lub skrycie) i który ratuje ją z opresji w chwilach słabości. Tak. To TEN JEDYNY. On po prostu jest, cały dla Ciebie - taka zresztą jest idea bycia ze sobą i ślubowania sobie. A supermoc... to rozmowa. Gdy pojawią się wątpliwości, to on powinien stać w pierwszej linii obrony. Ważne, żebyśmy my, superwomen, nie zapominały o jego obecności, jego roli i o tym, że z reguły to właśnie on jest współodpowiedzialny za całą tę imprezę. I gdy na horyzoncie pojawiają się chmury, powinnyśmy właśnie w jego ramiona uderzać jak w dym. Nie łkać po nocach, nie snuć w głowie czarnych scenariuszy czy w samotności knuć planów przebiegunowania całej koncepcji. Traktujmy ślub jak początek umacniania drużyny. Najmocniejszej na świecie, bo zbudowanej siłą miłości i zaufania.
I żaden golem, koniec świata ani zimny łotr nigdy tego nie zmieni.

...ani żaden super-przystojny Clark Kent czy półnaga Catwomen ;)

1 komentarz:

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger