Dlaczego przyjęłam nazwisko męża, porzucając nazwisko panieńskie?

Co się stało, już się nie odstanie. Akt, pieszczotliwie zwany cyrografem, został podpisany niespełna dwa lata temu. Odwrotu nie ma (teoretycznie jest, ale na imię mu Rozwód, a on mi nie w głowie), klamka zapadła, nazwisko się zmieniło wraz z całym dobrodziejstwem panieńskiego inwentarza: dowodem osobistym, prawem jazdy, paszportem i innymi papierkami mniejszej i większej wagi, które musiałam przetworzyć w imię, a raczej w nazwisko, swojej decyzji. Ale cóż mnie do tego skłoniło?

na zdjęciu: topper, MadameAllure.pl

Zanim przejdę do rzeczy pragnę nadmienić, iż niniejszy tekst zawiera opis subiektywnych pobudek do zmiany nazwiska. Nie zawiera natomiast ani grama prób przekonywania do pójścia w moje ślady. Tak, jak dla mnie normalne było przyjęcie nazwiska męża, tak samo jako normalny jawi mi się fakt, że niektóre z Was, drogie Panie, pozostają przy swoim nazwisku, wybierają wersję z dwoma nazwiskami bądź, w przypływie dobroci, dzielą się własnym nazwiskiem z mężem. Teraz wiecie już wszystko (uff...) więc z czystym sumieniem zapraszam Was do lektury!

TRADYCJA
Och, jak ja nie cierpię podążać za rodzinnym tłumem i robić coś tylko dlatego, że zostałam tak a nie inaczej wychowana. Mam głowę na karku, wewnątrz - intensywnie pracujący mózg, nie spowity jeszcze żadną mgłą. Jednak w sprawie nazwiska przyjęcie nazwiska męża wydało mi się... naturalne. Tradycyjne. Jedynie słuszne? Nie popadałabym w skrajności. W mojej rodzinie, jak sięgam pamięcią wzdłuż i wszerz drzewa genealogicznego, tak po prostu się robiło, normalna kolej rzeczy. Wprawdzie wielu kolejom rzeczy idę w kwestii małżeństwa pod prąd (zamieszkaliśmy ze sobą przed ślubem, zdecydowałam się na małe wesele, nie urodziłam dziecka w 9 miesięcy po zamążpójściu) i przecieram szlaki dla kuzynek, ale w tej jednej... nie popisałam się inwencją twórczą. Ale tradycja to absolutnie nie jedyny powód. Rzekłabym raczej, że miał marginalne znaczenie w procesie decyzyjnym... o ile w ogóle miał jakiekolwiek.

MIŁOŚĆ
Właściwie tu się sprawa powinna zaczynać i kończyć.
Jestem absolutną przeciwniczką postrzegania kobiety w związku jako tej, która stoi niżej w hierarchii. Moment... jaka hierarchia? Czy to przypadkiem nie kłóci się z ideą szczęśliwego związku?
Bezwzględnie odrzucam wszelkie tezy o tym, że kobieta, która przejmuje nazwisko męża, zgadza się na symboliczne niewolnictwo i staje się jego własnością. Nie zgadzam się też z tezą, że zmiana nazwiska na nazwisko męża to symboliczny, jednokierunkowy transfer do obcej rodziny. No moi mili, ktoś, kto jest w związku szczęśliwy, nigdy nawet tak nie pomyśli w kontekście zmiany nazwiska. Nikt nie mówi tu o przejmowaniu "obcego" nazwiska (uwaga - nadal nie twierdzę, że pozostawanie przy swoim nazwisku panieńskim to zło - co to, to nie!). To nazwisko osoby, z którą planujecie spędzić resztę życia, stworzyć nową jednostkę społeczną, zwaną - uwaga, uwaga! - rodziną. Owszem, teoretycznie mąż mógł przejąć moje nazwisko, czemu nie... Ale tego po prostu nie chciałam, On zresztą też nie. Nie poddałam się, nie czuję się utrzymanką ani niczyją własnością. To nadal ja, ta sama ja (choć każdego dnia piękniejsza i lepsza;))
Ale teraz dodatkowo jestem częścią najważniejszego team'u w swoim życiu. Dream team'u. I z dumą się obnoszę z nazwą tego zespołu.

WYGODA
Owszem, mogłabym pozostać przy swoim nazwisku i nadal podpisywać się tylko jednym. Ale tak bardzo chciałam przejąć nazwisko męża, że wybór był dla mnie oczywisty.

SPRZYJAJĄCE WARUNKI ZAWODOWE
Bardzo, bardzo dawno temu, gdy tworzyłam własną markę, przyszło mi do głowy, aby przybrać sobie coś na kształt pseudonimu (choć wtedy nie sądziłam, że cokolwiek z tego wyjdzie i przez bardzo długo raczej się wstydziłam swojego wymysłu, aniżeli byłam z niego dumna). Zastępował mi nazwisko w kontekstach artystycznych i zawodowych - pod marką Maja Allure projektowałam biżuterię, pisałam artykuły dla prasy, przyjmowałam zlecenia (wówczas podpisywałam się podwójnym nazwiskiem - panieńskim i tym przybranym w roli pseudonimu). Teraz, gdy mam potrzebę zasygnalizowania że to wciąż ta sama Maja, do nazwiska które przejęłam od męża dodaję "Allure". Zakładając, że nasza percepcja zwykle rejestruje początek i koniec... dla wielu osób pewnie nie ma różnicy :) 

DLA NIEGO
Wiedziałam, że będzie bardzo szczęśliwy, gdy przejmę jego nazwisko. Nie mam pojęcia, czy to wpłynęłoby na moją decyzję - ta zapadła na innych płaszczyznach. Ale to wisienka na torcie, która tylko osłodziła mi to symboliczne przejście. Teraz jesteśmy M&M. A konkretnie... MM&MM :)

Na koniec krótki auto-wywiad :)

Ile trwał mój proces decyzyjny?
Po tym, jak - wówczas jeszcze mój narzeczony - zapytał mnie jak zapatruję się na kwestię nazwiska po ślubie, ciężko zastanawiałam się na tą kwestią przez jakieś 30 sekund. Tyle potrzebowałam na przetrawienie zestawienia swojego imienia z potencjalnym, nowym nazwiskiem. Szok poznawczy minął szybko.

Ile trwała żałoba po nazwisku panieńskim?
U siebie nie zaobserwowałam symptomów. Gorzej moi Rodzice - jestem ich jedyną córką i nagle przestało łączyć nas wspólne nazwisko! Na początku chyba próbowali wyprzeć tę zmianę, bo raz o mało nie odmówili przyjęcia przesyłki, którą przekierowałam na dom rodzinny - nazwisko im się nie zgadzało! Już przywykli.

Ile czasu potrzebowałam na przyzwyczajenie się do nowego nazwiska?  
Kilku godzin. Byłam tak zafascynowana tą zmianą, że nie mogłam się doczekać pierwszego maila, pod którym będę mogła się podpisać już nowym mieniem. A jak podpisałam się pod pierwszą setką, zapomniałam o nazwisku panieńskim (choć oczywiście nadal mieszka w mym sercu).

Czy kiedykolwiek myślałam o nazwisku dwuczłonowym?
Oczywiście, jak każda mała dziewczynka! Później, gdy poznałam swojego męża, przeszło mi. Nasze nazwiska miały identyczne końcówki fleksyjne. Połączenie ich było fleksyjną tautologią, trochę łamańcem językowym, poza tym - było piekielnie długie! Te trzy kwestie już na starcie wyleczyły mnie z tej idei.

Ile razy się pomyliłam, podając nazwisko już jako żona mojego męża?
Nie pamiętam ani jednego takiego incydentu. Pewnie kilka razy, gdy podawałam swoje personalia, przemknęło mi przez myśl stare nazwisko, ale nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek tę pomyłkę zwerbalizowała.

Jak reaguję, gdy ktoś zwróci się do mnie nazwiskiem panieńskim?
Pół żartem, pół serio, w zależności od okoliczności. Czasami mówię, że nie znam takiej pani, ale ja jestem Maja M. i może mogę w czymś pomóc? :)

Czy warto było?
Tak. Po prostu: tak.

A Wy, jak zapatrujecie się na kwestię nazwiska po ślubie? Może są jakieś dodatkowe, ukryte opcje z tym związane, o istnieniu których nie wiem?

O tym, jakie dokumenty będziecie musiały wymienić, jeśli zdecydujecie się na zmianę nazwiska, pisałam TUTAJ :)

4 komentarze:

  1. Dalej nie wiem co z tym fantem zrobić.. Ja to bym chciała żeby mój narzeczony zmienił nazwisko na moje, no ale przecież tradycjaaa... no przecież to by była ujma na honorze mężczyzny... a kobita może to zrobić bez mrugnięcia okiem :D dziwnie mi zmieniał nazwisko, pracowałam na nie przez całe życie. Chyba zostanę po prostu przy swoim co wiąże się oczywiście z problemem całego otoczenia - ah, wredna niewdzięczna baba. Przecież tak się nie robi ;) i nie jestem jakąś walczącą feministką, może po prostu ja patrzę na tę sprawę jak facet? :) głupi problem, bo w życiu jest pełno innych większych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kwestia bardzo indywidualna. Ja pozostałam przy swoim nazwisku, trochę trwało przekonywanie mojego narzeczonego do takowego pomysłu, ale tak właśnie chciałam zrobić. Wytłumaczyłam mu, że to dla mnie ważne, nie chcę robić czegoś wbrew sobie. Nie ważna jest subiektywna opinia ludzi, rodziny, bo każdy ma swoje życie i niech żyje nim tak jak sam chce, a nie inni. Nikomu, a tym bardziej rodzinie krzywdy nie robisz takim incydentem. To była kwestia formalna, a najważniejsza jest miłość i zgoda, lecz nie musimy ulegać stereotypom i zacofanemu tradycjonalizmowi pt. "bo tak musi być".

      Usuń
  2. A ja wcale nie uważam, że to głupi problem. Wszak nazwiskiem posługujemy się niemal każdego dnia - ja z tego też względu zmieniłam nazwisko: bo bardzo chciałam nazywać się jak mój mąż :)
    Nie widzę ani krzty niewdzięczności w pozostawianiu przy swoim. Ludzie zawsze znają sobie jakiś powód do narzekań, jeśli nie nazwisko, na pewno będzie coś innego. Jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził :)
    A czy opcja dwuczłonowego nazwiska nie wchodzi w grę?

    OdpowiedzUsuń
  3. Twój post uświadomił mnie, że sprawa nazwiska może rzeczywiście spędzać sen z powiek przyszłym żonom. Dla mnie to od początku było jasne: przejmę (to wszystko jeszcze przede mną ! :) nazwisko po mężu i tyle. Poza tym moje jest za długie :) Muszę przyjrzeć się wnikliwiej Twoim postom. Coś czuję, że znajdę tu więcej perełek. Pozdrawiam! :) /magdasierocinska.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger