Jak zaprosić na ślub znajomych z pracy?

Mówią, że pod latarnią najciemniej. I dużo w tym prawdy. Niektórzy z nas każdego dnia mijają na korytarzach w pracy nieustannie te same twarze, znane z widzenia do tego stopnia, że zaczynają zasługiwać na kurtuazyjne "cześć" czy "dzień dobry". Czasami nawet przypadek sprawi, że zamienimy ze sobą kilka słów, zawiąże się nić porozumienia, człowiek przestanie być bezimienny, a od tej pory po "cześć", zamienionym w pracowniczej kuchni, padnie kilka słów rozmowy o wszystkim i o niczym, mniej i bardziej ważnych sprawach - na przykład o ślubie. Ale bywają też zespoły, w których intensywniej współpracujemy na co dzień. Współistniejemy, nasza praca jest sprzężona z pracą innych osób. Jesteśmy teamem. Z częścią osób wiąże nas już przyjaźń, z innymi - nadal kurtuazja. I jak ich wszystkich, do diaska, zaprosić na ślub? I jak to zrobić, żeby nikt nie poczuł się urażony? Mam dla Was pewne propozycje, ale najpierw - ciut o ogółach.

fot. Becca Howell Photography

Po pierwsze - nie stresujcie się tym. Odsuńcie na bok wszystkie negatywne myśli pod tytułami: "to niezręcznie", "tak nie wypada", "a co, jeśli się obrażą?", "pewnie mnie oleją", "wygłupię się", "narobię sobie nieprzyjemności". Musicie na starcie wiedzieć, że wszystko zależy od Was. Macie ochotę zaprosić wszystkich na ślub, ale na wesele już tylko nielicznych? Nadal wszystko jest w najlepszym porządku. Zapewniam, że w większości przypadków ci znajomi-nieznajomi z pracy nawet niekoniecznie marzą o zabawie na weselu bądź co bądź, obcej sobie osoby.

Po drugie - gdy plan wykluje się w Waszej głowie - najpierw możecie poinformować o nim szefa, bo czasami działanie bez uprzedzenia może odebrać jako niesubordynację w pracy, a tego nie chcemy.

Po trzecie - w zależności od sytuacji obierzcie konkretny kierunek działania. W zależności od stopnia rozproszenia grupy osób, które chcecie zaprosić, zróbcie to grupowo, synchronicznie albo w serii. Grupowo - jeśli pracujecie w open space i gdy staniecie pośrodku, wszyscy Was usłyszą. Synchronicznie - jeśli grupa jest rozproszona po pokojach albo po prostu publiczne przemawianie nie jest w Waszym stylu. W serii - jeśli pokoi jest kilka, zaczynacie od swojego i wędrujecie wedle wcześniej obranego klucza.

No dobrze, ogóły ogółami, ale... jak to zrobić, żeby wyszło fajnie?

Możesz wysłać maila do wszystkich z informacją, że w środę o 13.00 masz im coś do przekazania. Przygotuj zawiadomienia o ślubie (jeśli uda Ci się przygotować coś zabawnego albo tematycznego, związanego z Waszą branżą - super! Zawiadomienia nie muszą być imienne) i może mały poczęstunek - wystarczą niewielkie, upieczone w domu muffinki. Poinformuj gremium o nadciągającym wydarzeniu. Dobrze jest mieć przy sobie kogoś zaufanego - kogoś, kto na przykład będzie rozdawał muffinki podczas gdy Ty przemawiasz do zespołu. Stworzenie miłej atmosfery wokół takiego "grupowego" zapraszania ma dwie zalety: nikt nie poczuje się urażony, że nie dostał zaproszenia osobiście - bo de facto dostanie je do ręki. Po drugie - wszyscy poczują się docenieni. A może ten słodki muffinek to będzie przełamanie lodów z kimś, kto do tej pory patrzył przez palce na Twoją pracę?

Jeśli zespół jest na prawdę spory, a mimo to wszystkich chcesz zawiadomić o swoim ślubie - fajnym rozwiązaniem są plakaty. Nie musisz inwestować ogromnych pieniędzy w projekt graficzny i wydruki. Wystarczy odrobina inwencji twórczej, kolorowe markery i pomysł na to, gdzie taki plakat najlepiej powiesić. Im bardziej niezobowiązującą formę przybierze (np. narysujesz na środku choćby koślawą młodą parę, zamiast hasła "Zawiadamiam Was o tym, że planuję wstąpić w związek małżeński"... choć to drugie w odpowiednim anturażu może być dowcipem;)) tym łatwiej będzie Ci później zapukać do każdych drzwi i poinformować osobiście o tym fakcie, ewentualnie wręczyć zawiadomienia (może wystarczy jedno dla grupy z danego działu?). Oczywiście jeśli pracujesz w kancelarii adwokackiej ten pomysł może się nie sprawdzić, ale wybaczcie, Kochani - poważne branże są mi obce, stąd trudno wczuć mi się w tę sytuację.

Jak rozstrzygnąć kwestię zaproszenia na ślub, gdy w tym gronie są osoby, które chcę zaprosić na wesele?

Wychodzę z założenia, że jeśli zapraszasz kogoś na wesele, masz z tą osobą dobre relacje. A to oznacza, że odpowiednio wcześnie możesz opowiedzieć jej o swoich planach: o tym, że bierzesz ślub, że będzie zaproszona na wesele i o tym, że masz przed sobą zapraszanie całego team'u na ślub. Wychodzę także z założenia, że jeśli zapraszasz kogoś na wesele, to możesz tej osobie ufać, że ta wieść nie rozniesie się pędem błyskawicy po biurze (chociaż... pewnie i tak wszyscy od dawna wiedzą o Twoim ślubie:))

Wyznajesz zasadę "albo wszyscy, albo nikt"?

W zespole jest 20 osób. Przyjaźnisz się z dwójką, kolejne pięć to Twoi dobrzy znajomi, reszta - to osoby z którymi dobrze Ci się pracuje ale... nic poza tym. Masz ochotę zaprosić te dwie zaprzyjaźnione osoby na wesele, ale jest Ci zwyczajnie głupio, co powie reszta? Rozwiązania są trzy.
Pierwsze - po prostu zapraszasz dwóch wspomnianych przyjaciół, a resztę na ślub - ja nie widzę w tym absolutnie nic złego (a ludzie będą gadać zawsze - pamiętajcie o tym!)
Jeśli masz wyraźną nadwyżkę w ślubnym budżecie - jasne, zapraszaj wszystkich! Pamiętaj tylko, że mało którą osobę, która ma partnera/małżonka, bawi chodzenie na wesele bez drugiej połówki.
Trzecia opcja - to mini-impreza pracownicza na okoliczność ślubu, urządzona w ciągu miesiąca od ślubu. Ale uwaga! Taka impreza może kosztować drożej, niż zaproszenie wszystkich na poprawiny, więc miejcie się na budżetowej baczności!

Podsumowując... nie obawiajcie się zaproszenia części osób na ślub, a części na wesele. Jeśli w pracy nawiązaliście prawdziwe przyjaźnie - to one już dawno przestały wykraczać poza obszar wspólnego miejsca pracy. Nie warto robić z tego tajemnicy na skalę spisku, ale jeśli bardzo obawiacie się reakcji otoczenia - postawcie na starą, dobrą dyskrecję. Szczebiotanie o ślubie zostawcie sobie na "po godzinach", a wilk będzie syty, i owca cała... :)

6 komentarzy:

  1. jeśli już zapraszam znajomych z pracy na wesele, to z os towarzyszącymi/ małżonkami??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli na wesele - to uważam, że z osobami towarzyszącymi. Na poprawiny - jeśli takie są w planach - można zaprosić samych znajomych z pracy jako grupę. Poprawiny to trochę mniej zobowiązująca impreza, na którą można "wpaść" na godzinę, dwie, trzy... zjeść obiad, deser, złożyć życzenia i oddalić się :)

      Usuń
  2. W sumie bardzo dobre wskazówki :) Właśnie szykuje mi się wesele wiec artykul jak znalazł dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A co w sytuacji nie zapraszania wcale? W dniu ślubu będzie rok jak pracuję w nowej pracy, zespół jest ok, ale poza pracą i po godzinach nie mamy żadnego kontaktu. W dodatku ślub jest kilkaset km od miejsca pracy (w moim rodzinnym mieście). Narzeczony zaprasza jednego znajomego ze swojej pracy i wspólnie zapraszamy kilku znajomych, z którymi wcześniej pracowaliśmy i nadal utrzymujemy kontakt. Nie widzę sensu zapraszania kogoś ze swojej pracy bo: koszty, daleko, nie mam nikogo bliskiego w tej pracy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam że powinniśmy zawsze postępować tak, jak podskórnie czujemy :) jeśli nie czujesz potrzeby zapraszania kogokolwiek z pracy - po prostu tego nie rób. Ja na Twoim miejscu po ślubie zrobiłabym w pracy mini-poczęstunek i pokazała kilka zdjęć, to wszystko. Jeśli natomiast masz poczucie, że choć odrobinę "wypada" wystosować zaproszenie, po prostu to zrób, abyś czuła się fair, nawet wobec siebie samej. Z dużym prawdopodobieństwem i tak nikt się nie pojawi (ze względów które ujęłaś w swoim komentarzu), ale nie będziesz czuła się nieswojo :)

      Usuń

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger