Zrób to dla swoich włosów przed ślubem!

Długie, krótkie, rude, czarne czy blond - w dniu ślubu każde włosy powinny wyglądać super, a przynajmniej byłoby miło, gdyby tak było. Zwłaszcza Pannie Młodej. Zwłaszcza, jeśli zapuszczała włosy na tę okoliczność.
Zanim przystąpicie do lektury, musicie coś wiedzieć - niniejszy tekst nie zawiera tajemnych receptur. Nie zmieni ani nie naprawi Waszych włosów, jeśli wkroczyłyście na etap, w którym czas do ślubu odmierzacie odcinając centymetry od krawieckiej metrówki. Ale jeśli ślub dopiero mieni się na horyzoncie, a Wam chodzą po głowie myśli o wymarzonej fryzurze - szybko je stamtąd zdejmijcie. Najpierw musimy rozprawić się z kondycją włosów!

fot. Nati Hortig

Terapia zewnętrzna
I tutaj nie mogę Wam obiecać, że przy tej terapii włos Wam z głowy nie spadnie. 
Chodzi o terapię olejkiem z korzenia łopianu. Biję pokłony na jego cześć. Uratował moją głowę przed szaleństwem, a serce przed zawałem, gdy organizm zmęczony chorobą pozbywał się włosów na potęgę. Wtedy jeszcze ślubu nie było w planach, ale był plan na przywrócenie stanu sprzed choroby - czyli tej nieznośnej ciężkości włosów, których zawsze było za dużo. Okazało się, że włosów nigdy dość (trawa jest zawsze bardziej zielona u sąsiada, prawda?). Należy go wcierać w skórę głowy raz, dwa razy w tygodniu przed umyciem włosów. Warto zostawić go tam minimum na pół godziny, w porywach do dwóch. Efekty widać po około trzech tygodniach. Uwaga, niefarbowane blondynki - olejek przyciemnia odrobinę włosy! Zapach - ziołowy. Wady? Trzeba mieć cierpliwość przy spłukiwaniu, ale pozbycie się go z głowy nie graniczy z cudem.
Na początku często bywa tak, że po zastosowaniu olejku wypada jeszcze więcej włosów... a przynajmniej takie mamy wrażenie (w końcu nastawiamy się na rychłą poprawę, a nie status quo!). Jeśli faktycznie wypada ich więcej - to wcale nie oznacza, że olejek działa na Was jak kwas. Działa regeneracyjne, ale najpierw pozbywa się słabych ogniw, które po pierwsze - i tak szykowały się do odlotu, po drugie - zbierały cenną przestrzeń włosom, które chciały urosnąć na ich miejsce. Z tego też względu nie startujcie z tą terapią na trzy miesiące przed ślubem, zwłaszcza jeśli macie grube, ość sztywne włosy. Ilość baby hair może Was zaskoczyć, również swoją niesfornością.

Terapia wewnętrzna
I nawet, jeśli nie wierzycie w magiczne działanie ziółek; nawet, jeśli na samą myśl o suplementach pod jakąkolwiek postacią dostajecie skrętu kiszek - nawet wtedy warto to przełknąć! A konkretnie pokrzywę w duecie ze skrzypem. Dla ułatwienia można upchnąć je w jednym kubku (spokojnie, pokrzywa nie poparzy ani skrzypu, ani Waszych wnętrzności). Taki eliksir pijemy raz dziennie. Codziennie, bez wyjątku. Oczywiście w aptekach są dostępne gotowe suplementy diety, ale jako człowiek stroniący nawet od witaminy C w formie innej niż pomarańcze, nie czuję się dostatecznie kompetentna, aby Wam je polecać :)
Efekty? Wzmocnione włosy. Mniejsza ich ilość ma ochotę opuścić pokład "głowa" i odpłynąć w siną dal przez odpływ w wannie. Po dwóch, trzech miesiącach włosy będą bardziej lśniące (brzmi jak reklama, prawda? A tymczasem to prawda!) i mocniejsze. Zupełnie, jakby skrzyp i pokrzywa nie tylko regenerowały, ale i integrowały - przecież żaden włos bez konkretnej przyczyny nie ma ochoty opuszczać zgranego i zadbanego zespołu!
Skutki uboczne? Poprawa cery!

Fryzura próbna
Zróbcie to, bardzo proszę, umówcie się na fryzurę próbną! Jeśli uważacie, że to nie ma wpływu na ostateczny wygląd włosów w dniu ślubu - jesteście w błędzie. 
Ja popełniłam na tym polu grzech zaniechania. Wydawało mi się, że skoro wiem, czego chcę, będzie pięknie. Na dodatek fryzjerka przyleciała z Londynu w wieczór przed ślubem, teoretycznie miałyśmy wtedy zrobić próbę, ale sprawy potoczyły się inaczej. Było pięknie, było... ale do czasu. Moje włosy nie nadają się do grubych loków. Chyba za bardzo o nie dbałam przed ślubem, bo sporo ich przybyło, poprawiła się ich kondycja i tym samym z hukiem spadła podatność. One po prostu chciały żyć własnym życiem i świecić własnym blaskiem, a nie dać się nabić na wałki i olśnić lakierem.
Być może wystarczy zmienić kosmetyki, może trzeba będzie użyć innych wałków - tego wszystkiego dowiecie się na próbie. Kwestia tego, czy w w wymarzonej fryzurze będzie Wam do twarzy - to osobny rozdział.

Co jeszcze sprawdziło się w moim przypadku? 
 Podcięcie końcówek na kilka dni przed godziną zero. Jeśli macie bardzo zniszczone włosy - ten drobny zabieg na niewiele się zda. Ale jeśli dobrze dbacie o swoje włosy, skrócenie ich o kilkanaście milimetrów da piękny efekt przy rozpuszczonych włosach. 
Spłukiwanie włosów chłodną wodą i przerwa od prostownicy (która szczęśliwie trwa już trzy lata - nie używam jej już na co dzień!) też dały radę, i dają ją po dziś dzień. Namawiam Was do naturalnych metod dbania o włosy i trzymam kciuki za Waszą cierpliwość. Zapewniam, że warto, a miłość do włosów.... powraca :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger