Savoir vivre gościa weselnego

To, czy zostaniemy gościem weselnym czy nie, zależy od Młodej Pary. Zaproszą, albo nie zaproszą, ot, prosta sprawa. Ale to, czy będziemy gościem idealnym czy sprawiającym kłopot - to już zależy wyłącznie od nas. Oczywiście każdy woli być w pierwszym gronie. Ale żeby tam trafić - nie wystarczy wskoczyć w odświętne stroje i zjawić się o wyznaczonej godzinie na ceremonii. Nie ma tak łatwo! Dlatego przygotowałam dla Was poradnik, oczywiście pro forma, bo wszyscy wiemy, że tak należy... :)

fot. Jess Barfield

Po pierwsze - potwierdzić
Po co jest ta dziwna karteczka z jakimś skrótem... RSVP... przecież skoro zaprosili, to liczą się z tym, że przyjdziemy! Oczywiście, że się liczą, ba! skoro zaprosili, to na pewno nie tylko "liczą się", ale i "liczą na" (Was). Nie ignorujmy prośby o potwierdzenie przybycia. Ona nie znalazła się przy zaproszeniu tylko po to, by zapełnić tę wolną przestrzeń w kopercie. Potwierdzenie przybycia to dla Młodych ważna sprawa - muszą potwierdzić rezerwację, zaplanować usadzenie przy stołach, a przecież wszyscy wiemy, że czas przed ślubem kurczy się w zastraszającym tempie. Zachowanie terminu to szalenie istotna kwestia. A jeśli jesteście pewni sporo wcześniej - nie czekajcie na ostatni moment, bo zwyczajnie możecie zapomnieć to zrobić. Liczenie na to, że Młodzi zadzwonią i sami zaczną dopytywać jest nietaktem ze strony gości. A przecież nie chcemy sprawiać Młodym kłopotu :)

Po drugie - nie spóźniać się
...a jeśli już - to przynajmniej postarajmy się z tym nie zdradzać! Nasz ślub miał rozpocząć się o 14.00, ale był kilkuminutowy poślizg. Dostaliśmy sporo kuponów Lotto. Jeden z datą ślubu i godziną 14.30 :)
Na sytuacje losowe nie mamy wpływu. Korki, złe samopoczucie, poplamiona sukienka którą trzeba zmienić - tego nie przewidzimy. Dlatego warto zostawiać sobie bezpieczny zapas czasu. Wyjechać kwadrans wcześniej, pójść na spacer przed ceremonią, rozejrzeć się po okolicy.

Po trzecie - nie upijać się przed imprezą
...a już kategorycznie nie upijać się przed ceremonią! Nie ma nic bardziej obrzydliwego niż gość, który składa Młodym życzenia po ślubie i zionie alkoholem. Równie niemiłym doświadczeniem jest gość, który zasiada do stołu wstawiony i od pierwszych minut wesela przekuwa procentowy entuzjazm w rolę wodzireja, i zanim na stół wiedzie pierwsze danie, on wznosi już piąty toast. Zdarza się, że wolna przestrzeń czasowa pomiędzy ślubem a weselem kusi, by dla kurażu przed weselem podreperować nastrój. Efekt - ten sam, co we wcześniejszym przypadku. Przykre, niefajne, nietaktowne.

Po czwarte - nie przynosić swojego alkoholu
Niektórzy najzwyczajniej w świecie obawiają się, że przewidziana pula alkoholu nie zaspokoi ich potrzeb, albo wychodzą z założenia, że "takiego bimberku na pewno tam nie mają". Szczególnie narażone na takie występki ze strony gości są pary, które robią imprezy ślubne w klubach. Ściśle określona pula alkoholu i świadomość, że trzeba będzie pić drinki zamiast czystej... niestety robią swoje. Lepiej opuścić taką imprezę wcześniej, niż po kryjomu wyciągać spod stołu butelkę z pobliskiego mini-marketu, by upić się szybciej, mocniej i skuteczniej.

Po piąte - nie przesadzać z alkoholem

To wydaje mi się tak oczywiste, że samo poruszanie tej kwestii wydaje mi się być niedopowiedzeniem. A jednak... :)
Znam tę teorię o podziale ludzi na dwie kategorie - takich, którzy upijają się na smutno/agresywnie i tych na wesoło/przytulnie. Albo się awanturują, albo zaczynają tulić i całować Młodą Parę, wylewnie obdarowując ich życzeniami. W najgorszym przypadku zajmują honorowe miejsca pod stołami albo są udręką dla parterów, usiłujących wdrożyć plan ewakuacji celem zapobiegnięcia zbliżającej się nieuchronnie katastrofie. Tego się po prostu nie robi :)

Po szóste - nie zmuszać do picia
Podobnie jak punkt piąty wydaje mi się to oczywiste. A jednak... :)
Nie bądźmy zaskoczeni, że Panna Młoda obrzuca nas mściwym spojrzeniem, podczas gdy próbujemy upić Pana Młodego do nieprzytomności, stosując taktykę "ze mną na własnym weselu się nie napijesz?!". Fajnie jest wnieść toast, ale o ilości wtłoczonego w siebie trunku powinni decydować Młodzi, a "nie" znaczy "nie" tak na co dzień, jak i na weselu. Stosowanie sztuczek manipulacyjnych, obrażanie się albo taktyka "na zmęczenie / do skutku" są niegrzeczne.

Po siódme - nie przejmować roli wodzireja / DJ'a
...bez wyraźnej prośby ze strony Młodych. Zwykle takie przyjemności nie należą do najtańszych, a narzeczeni spędzają sporo czasu na poszukiwanie idealnych osób do tych ról. Kumplowanie się z wodzirejem, mówienie mu, co powinien zrobić, zabieranie mu mikrofonu albo rozkręcanie na boku własnych zabaw, nierzadko o podtekście erotycznym - po czymś takim gość weselny powinien dokonać symbolicznego samospalenia się rumieńcem wstydu. Podobnie ma się rzecz z zamawianiem piosenek, wymuszaniem grania w kółko tego samego utworu albo niekończące się dedykacje - to niedopuszczalne zachowania. Nieistotne, czy na weselu gra zespół czy DJ - tylko oni mają tego dnia prawo do zarządzania muzyką (w myśl preferencji Młodej Pary).

Po ósme - nie wręczać niepodpisanych prezentów
Wiem, że dla niektórych to jedyne wyjście, by czuć się komfortowo. Nie wszystkich stać na drogie prezenty i wypychanie kopert po brzegi. O ile przy kopertach z gotówką jestem w stanie przymknąć na to oko, o tyle już wręczanie niepodpisanych prezentów to nietakt. Do dziś nie wiem, komu podziękować za niektóre podarunki. Źródła niektórych z nich ustaliliśmy przeglądając zdjęcia z momentu składania życzeń. Reszta pozostaje anonimowa. Zupełnie niesłusznie!

Po dziewiąte - nie narzekać

Tak zwyczajnie, po prostu... nie narzekać. Najgorszym nietaktem z tej kategorii jest wybranie na obiekt zwierzeń Młodej Pary. Bo zupa była za zimna, na sali jest zbyt dużo różowych dekoracji, a na tarasie przed restauracją brakuje ławek dla wszystkich gości. Spokojnie, to tylko jeden wieczór! Wszystkie niedogodności da się znieść... z godnością. Wystarczy odrobina dobrych chęci. A jeśli faktycznie są sprawy, na które trzeba zareagować - lepiej zwrócić się z tym do świadków, rodziców, opcjonalnie konsultanta ślubnego.

Po dziesiąte - nie wychodzić po angielsku
W pewnym momencie naszego przyjęcia zaczęłam się głowić... gdzie się podziała moja przyjaciółka? Zaczęłam pytać gości, którzy siedzieli obok niej. Po chwili odnalazłam mojego męża i dowiedziałam się, że zauważył ją na schodach, gdy wychodziła z imprezy. Miała gorszy dzień, nie miała nastroju na zabawę, więc postanowiła bezceremonialnie zwiać. Wiem, że sytuacje bywają różne, ale gdy nie dzieje się tragedia, warto wyjść choćby i godzinę wcześniej, ale mówiąc Młodej Parze "do widzenia". Niewielki wysiłek, a efekt - o niebo lepszy!

Dajcie znać, co dodalibyście do tego dekalogu! :)

3 komentarze:

  1. Chyba najważniejsze rzeczy zostały ujęte. Na moim ślubie jedynie paru gości się spóźniło, ale to dlatego, że się zgubili po drodze. Niestety i takie rzeczy się zdarzają, ale nie miałam im tego jakoś bardzo za złe ;)
    Za to na innym ślubie na którym byłam koleżanki pani młodej się tak upiły, że ledwo się trzymały na nogach, jedna zdjęła buty i zaczęła nimi rzucać, przez co prawie by trafiła jednym butem babcie pani młodej, a drugim prawie zbiła wazon. Dla tego w 100% zgadzam się z punktem o piciu z umiarem.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio, gdy byliśmy na rozmowie z naszym DJem, bardzo się ucieszył, gdy powiedzieliśmy mu, żeby się nie przejmował wszystkimi zamówieniami od gości ;) Jeśli uzna, że jakaś piosenka się nie nadaje do puszczania, albo leci już nety raz z rzędu, ma się nie krepować i mówić, że tego z parą młodą nie ustalał. Uśmiech na jego twarzy - bezcenny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rodzice z dziećmi, którzy tak bardzo chcą uczestniczyć w uroczystości, że za wszelką cenę zostają w kościele, podczas gdy ich dzieci mają dość, wrzeszczą wniebogłosy i biegają gdzie popadnie...
    Do tego panie w białych sukienkach... Czy tylko ja mam na nie alergię do tego stopnia, że jestem gotowa zabronić tego koloru na własnym ślubie i weselu?

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger