Ważny, ważniejszy, NAJważniejszy...

Raz na jakiś czas zasłyszę tu i ówdzie, że ślub to najważniejszy dzień w życiu kobiety. Czasami to ot tak rzucone na wiatr słowo. Za tym wiatrem kryje się... w zasadzie nic się za nim nie kryje, bo autor(ka) chce tylko podbić rangę wydarzenia. Ale gdy jest to słowo wplecione w przemyślane (lub stwarzające takie pozory) zdanie - wtedy nabieram wątpliwości.

fot. Margherita Calati

Jest wiele ważnych momentów w naszym życiu. Nie wszystkie są dobre i pozytywne, ale mają ogromny wpływ na nasze życie. Pierwsza miłość, pierwszy raz, pierwszy ślub. Pierwszy rozwód (niekoniecznie własny), choroba, strata bliskiej osoby. Ważne to wydarzenia, nieprawdaż? Tylko połowa z nich jest pozytywna w potocznym rozumieniu, bez wchodzenia w szczegóły. Ale wszystkie z nich nas kształtują, zmieniają, określają.

Ślub to niewątpliwie ważna sprawa i poważna decyzja. Ostatni formalny krok w decyzji o wspólnym życiu, ręka w rękę, w momentach ważnych i tych mniej ważnych, ale pięknych. Nic nie stoi na przeszkodzie, by w ferworze przygotowań i ekscytacji zbliżającym się ślubem mianować go najważniejszym dniem w życiu. Ale już uwierzenie w to dogłębnie i działanie w imię tego przeświadczenia mogą siać spustoszenie. Dlaczego?

Gdy pomyślę o tym, że miałabym do zaplanowania absolutnie najważniejszy dzień w swoim życiu, stres który by temu towarzyszył byłby pewnie paraliżujący. Z pewnością dążyłabym do perfekcji, straciłabym masę nerwów, a na końcu... mogłabym nie być zadowolona z efektów. Nastawiłabym się na przygodę życia i byłabym okrutnie rozczarowana, gdyby ten dzień - najważniejszy w moim życiu! - nie był perfekcyjny w każdym calu. No bo przecież już nic ważniejszego od tego dnia mnie nie czeka. Wszystko, co będzie potem, będzie już tylko marną tego namiastką...

Apeluję o ostrożność w szykowaniu się do ślubu jak do najważniejszego dnia w życiu. Powiedzieć - to jedno, ale spróbować to zrealizować - to zadanie karkołomne, wyczerpujące i wywierające ogromną presję. Nie tylko na pannę młodą, ale na całe otoczenie. Cieszmy się tym dniem, czerpmy przyjemność z organizacji i dzielnie stawiajmy czoła przeciwnościom. Ale pamiętajmy, że w życiu jak w piosence... najlepsze dopiero przed nami. To napędza do życia, pobudza ciekawość i apetyt na życie. Nie warto psuć sobie tego smaku na żadnym etapie przygotowań do ślubu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger