Suknia ślubna z wypożyczalni - za i przeciw

Powiedzmy sobie szczerze - ceny niektórych sukien ślubnych potrafią zawrócić w głowie. Dla wielu par "budżet ślubny" nie jest okolicznościowym synonimem "worka bez dna" i wybór tańszych opcji jest w pełni zrozumiały. Niektórzy mówią, że na pewnych rzeczach związanych ze ślubem nie można oszczędzać. Ja uważam, że.. nie można tak mówić. Czasami trzeba oszczędzać i wybierać opcje ekonomiczne. Wszak w ślubie chodzi przede wszystkim o małżeństwo, a cała reszta to urocze dodatki, których dobór zależy od gustu, finansów, wyobraźni. Suknię ślubną można kupić albo wypożyczyć, wszak wypożyczalnie funkcjonują, co świadczy jednoznacznie o zapotrzebowaniu na taką instytucję. Ponieważ dotychczas miałam mieszane uczucia co do sukni ślubnej z wypożyczalni, zmierzyłam się z własną głową i oto jest - lista argumentów za i przeciw!


 
- ARGUMENTY NA "TAK" -

Zakurzony, ale piękny fason
Moda się zmienia, to fakt. Ale nie oznacza to, że wszystkie co do joty fasony, które królowały na ślubach pięć lat temu dziś uchodzą za brzydkie. Przeciwnie! Są modele sukien, do których wzdychamy, ale które nie są już dostępne w regularnej sprzedaży, bo zostały wyparte przez nowe kolekcje. Korzystanie z wypożyczalni sukien ślubnych daje nadzieje na zdobycie wymarzonej sukni, której nie uda się już kupić nawet z drugiej ręki.

Cena
W większości przypadków jest duuużo korzystniejsza, niż zakup nowej sukni. I to ogromny plus, jeśli nie dysponujemy małą fortuną na ten cel.

Brak kłopotów ze sprzedażą
Niech rzuci kamień ta żona, która sprzedała swoją suknię w tydzień po weselu... Ja zdecydowanie nie kwalifikuje się do podejmowania tej próby. Suknia z wypożyczalni to pod tym względem wybór idealny - kilka dni po ślubie odzyskujecie swoją szafę!

Łatwiejszy wybór
Dziesiątki salonów, setki sukien i fasonów... Tak to wygląda, gdy decydujemy się na zakup nowej sukni. A gdy chodzi o wypożyczenie - katalog ma początek i ma koniec. Dla niezdecydowanych - zdecydowane ułatwienie!


- ARGUMENTY NA "NIE" -
 
Konstrukcja umowy
Niektóre wypożyczalnie mają paragrafy-koszmarki w swoich umowach, na które trzeba bezwzględnie uważać. Zwykle pobierane są depozyty (czasami sięgają 1/3 ceny sukni) i w przypadku rezygnacji z wypożyczenia... ten depozyt może przepaść! Często jest to kwota wyższa, niż koszt wypożyczenia. A co w sytuacji, gdy musicie przełożyć ślub? Niestety, wpadacie w ogromne koszty, w świetle których wypożyczenie okazuje się fatalnym wyborem. Wczytajcie się dokładnie w umowę. Jeśli coś budzi Wasze wątpliwości - najlepiej poszukacie innej wypożyczalni.

Mały wybór, duży kompromis
Owszem, zdarzają się perełki, ale nawet one niekoniecznie muszą być w Waszym guście. Często daleko im do sukien, do których wzdychamy na wystawach salonów. I tutaj zaczynają się schody kompromisu, który wiedzie często do sukni którą można okrzyknąć mianem "mniejszego zła".

Krótki czas wypożyczenia
To także wynika z umowy, ale... czasami po ślubie po prostu możemy zapomnieć o terminie oddania sukni. Wtedy oczywiście musimy liczyć się z karą (określoną w umowie).

Ryzyko zniszczenia sukni przed Waszym ślubem
Wypożyczalnia ma to do siebie, że... wypożycza. Wypożycza. I wypożycza. Jeśli wybierzecie swoją wymarzoną suknię na kilka miesięcy przed datą ślubu musicie liczyć się z tym, że zanim trafi do Was, zaliczy po drodze kilka imprez. Jeśli któraś Panna Młoda ją zniszczy - musicie liczyć się z tym, że w dniu Waszego ślubu suknia może nie wyglądać tak spektakularnie, jak w momencie przymiarki. Albo... może nie być jej wcale.

Zniszczenia - no właśnie...
Wiedza o tym, ile kosztowała suknia w której beztrosko bawimy się na weselu może odrobinę przytłaczać. Stres jest mniejszy gdy wiemy, że to nasza suknia. Ale gdy chodzi o suknię z wypożyczalni, która - co do zasady - miała być wersją ekonomiczną, wizja zniszczenia jej i konieczności dopłacania do interesu może spędzać sen z powiek na długo przed i na długo po weselu. Może się okazać, że taka zabawa będzie kosztowała niewiele mniej, niż uszycie sukni na miarę, zamiast naginania się do niedociągnięć sukni z wypożyczalni.

Brak możliwości poprawek
Niby to ta wymarzona, ale jednak tutaj za szeroka, a tutaj ciut przykrótka... Kupując suknię w salonie poprawki są normą. W wypożyczalni - bierzecie suknię z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli przykrótkim rękawkiem i gorsetem, który trzeba będzie zasznurować na ścisk, żeby zechciał trzymać się na pożądanym miejscu.

Tylko bez sentymentów!
Osobiście nie jestem emocjonalnie przywiązana do swojej sukni i nie pogniewałabym się, gdyby po prostu zniknęła z mojego pola widzenia (zresztą, tylko do dwóch rzeczy ze ślubu jestem emocjonalnie przywiązana - do M. i do obrączki;)). Wiem jednak, że dla niektórych to obiekt nieustannych wzruszeń (i z tego powodu niektóre suknie wiszą latami w szafach, nieustannie tłumaczone słowami "nie ma na nią chętnych"). Oddanie sukni do wypożyczalni może być dla co bardziej wrażliwych kobiet smutnym przeżyciem.

3 komentarze:

  1. Ostatnio akurat też rozważam ten temat. Dziękuję za te argumenty, bardzo mi w tym pomogą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam i nie dowierzam... 13 maja tego roku ślubowałam i miałam suknię z wypożyczalni. Nic nie wyglądało tak jak jest w artykule. Jak pojechałam na pierwszą wizytę to ostatecznie nie wybrałam nic z wieszaka czy manekina, tylko pani pobiegła prosto do pracowni, wyjęła krawcowej nowo szytą suknię z rąk i przyniosła mi do przymiarki. Gdy się na nią zdecydowałam wpłaciłam 150 zł zaliczki. Pani powiedziała, że jako iż suknia jest nowa mogę ją wypożyczyć za 1500 zł i wtedy ona tę suknię chowa, albo mogę ją wypożyczyć za 950 zł ale pod warunkiem, że suknia będzie do mojego ślubu wisieć w salonie i inne panie będą mogły ją przymierzać ALE - pierwszeństwo wypożyczenia i tak mam ja, jak ktoś się zdecyduje to może ją wypożyczyć w terminie po mnie. Suknię odbiera się z reguły ok 3 dni przed ślubem i oddaje trzy dni po. W moim przypadku było tak, że suknię odebrałam 2 maja, bo pani właścicielka szła na urlop, a oddawałam 20 maja, bo zadzwoniłam i zapytałam, czy mogę przywieźć później, bo sesja plenerowa się opóźni. Pani nie robiła problemu, dopłacać nic z tego tytułu nie musiałam. Poprawki wszystkie były zrobione, suknia była dopasowana,a że miałam "dwa w jednym" bo była krótka pod spodem a wierzch był długi, to tą krótszą warstwę pani przedłużyła mi tak, żebym się czuła komfortowo. Do tego suknia nawet jak była brudna czy podarta to za zniszczenia opłat żadnych nie było. Także ja osobiście wypożyczenie sukni polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to na prawdę miły wyjątek od reguły :) naprawdę nie każdy salon chce trzymać suknię i nikomu jej nie wypożyczać, gdy ktoś się już na nią zdecyduje - to praktycznie liczenie strat (bo może to być na rok przed ślubem). Szczęśliwie się złożyło z tym urlopem - pewnie i tak krawcowa nie miałaby jej jak odebrać :)
      To jak z salonami sukien ślubnych - szycie mojej sukni też wyglądało inaczej, niż w 90% przypadków :) zwykle jest kilka poprawek, przymiarek... A ja załatwiłam sprawę za dwoma wizytami - na pierwszej pokazałam swój projekt (nie było czegoś takiego w salonie), krawcowa zdjęła miarę, a gdy po dwóch miesiącach pojechałam na pierwszą przymiarkę okazało się, że suknia leży idealnie i po dwudziestu minutach byłam już w drodze do domu, bo miara była zdjęta perfekcyjnie i tkaniny dobrane idealnie :)

      Usuń

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger