"Wasz piękny ślub" - recenzja drugiej książki Bridelle!

W poszukiwaniu inspiracji przewijacie dziesiątki stron internetowych, wzdychacie do nienagannych stylizacji ślubnych i łapiecie się za głowę gdy tylko zorientujecie się, ile to wszystko kosztowało i jak bardzo Was na to nie stać. Później okazuje się, że to nawet nie był prawdziwy ślub, tylko stylizowana sesja i w Waszych głowach myśl "to się nie uda" urasta do rangi góry lodowej, która mrozi Wasze serca (i portfele). Zamykacie przeglądarkę, rezygnujecie z marzeń i idziecie na skróty? Zupełnie niepotrzebnie! Jeśli nie przekonują Was stylizowane fotografie z zagranicznych portali, może pora wdrożyć dowody z polskiego podwórka, na papierze? I to nie byle jakim, bo "Wasz piękny ślub" to publikacja dopracowana w najmniejszym szczególe... ale tego można było się spodziewać :) Zapraszam Was na recenzję!


Ta książka to remedium na wątpliwości każdego niedowiarka i... perfekcjonisty. Bo to zwykle perfekcjoniści rezygnują z marzeń w obawie przed tym, że nie uda się im doskoczyć do wyobrażeń o idealnym ślubie, dopracowanym od A do Z. Takim, który będzie podobał się im samym, gościom i im samym za dziesięć lat, gdy w rocznicę ślubu odkurzą album ze zdjęciami. Ta książka to namacalny dowód na to, że piękne śluby istnieją naprawdę, a Wasz może stać się jednym z nich!

"Wasz piękny ślub" zrobi Wam porządek w głowach ogarniętych ślubnym chaosem i przeładowanych inspiracjami. Jak za rączkę poprowadzi Was przez meandry rozmaitych stylów i wyciągnie z marazmu, gdy objuczeni pomysłami jak osiołki nie będziecie wiedzieli, czy iść dalej, czy może już przystopować...?

Nie cierpię lania wody, za to uwielbiam konkrety - a tych jest w tej książce pod dostatkiem. Siłą tego innowacyjnego podręcznika są nie tylko piękne zdjęcia, ale sama konstrukcja.


Tę piękną książkę możecie kupić TUTAJ :)

Książka została podzielona na sześć rozdziałów tematycznych. W każdym rozdziale znajdziecie stylizowaną sesję ślubną i aż cztery sesje z polskich ślubów. Z obu tych wersji  możecie czerpać garściami. Bo że się da - o tym przekonacie się zaraz po obejrzeniu tych sesji. Na początku każdego rozdziału znajdziecie ściągę z gadżetów, których obecność przesądza o pójściu w daną stylistykę. Dodatkowo każda z sesji została opatrzona komentarzami i - w miarę możliwości - informacjami o tym, gdzie Państwo Młodzi poczynili poszczególne zakupy. Jaka była moja radość gdy zauważyłam w pierwszej sesji ślubnej (ze ślubu Julii i Michała) że Pan Młody miał muszkę z mojej pracowni :)



Ale na zdjęciach i opisach ta książka się nie kończy! Wśród rozdziałów znajdziecie także ponadczasowe rady od ekspertów z branży ślubnej. Jeśli dołożymy do tego dopracowaną w każdym calu koncepcję całej książki i fakt, że jest po prostu piękna (i jeszcze to, że stoją za nią Karolina Walt i Magdalena Piechota) - to chyba wystarczająco dużo powodów, aby przyjrzeć się jej z bliska :) ja już miałam tę okazję i teraz chcę ją stworzyć także dla Was, dlatego ogłaszam....


Gdy moi Rodzice niespełna 35 lat temu się pobierali, cóż - wszystko było dopięte na ostatni guzik i... nic z tego nie wyszło. Spokojnie, nikt nikogo nie porzucił przed ołtarzem. Po prostu wprowadzono stan wojenny i gdy miał odbyć się ślub kościelny i zaraz potem przyjęcie dla gości, cóż, wszystko trzeba było odwołać i na szybko zorganizować przyjęcie w domu. Oczywiście do 22.00, bo obowiązywała godzina policyjna. Część gości została do odwołania, czyli do 6.00 rano :)

Zadanie konkursowe będzie wymagało od Was kreatywności kryzysowej!

Napisz, co byś zrobiła, gdyby w dniu ślubu okazało się, że posypały się wszystkie plany - kwiaciarka miała niestrawność i nie przygotowała kwiatów, samochód się zepsuł, a w restauracji w której miało odbyć się wesele wybuchł pożar i właściciel rozkłada ręce. Jedyne co masz, to idealna fryzura, perfekcyjny makijaż, wymarzona suknia, potwierdzona godzina ślubu i ON, gotowy poślubić Cię bez całej tej otoczki. Co powiecie gościom i jak rozstrzygniecie kwestię przyjęcia, gdy 120 osób jest już w drodze na Wasze wesele? Ach, ależ jestem ciekawa - bo sama nie wiedziałabym, co robić :D

Konkurs trwa od 9 listopada aż do 18 listopada. Nagrodą jest jeden egzemplarz książki "Wasz piękny ślub". Wyniki ogłoszę we wtorek, 22 listopada, w tym poście. Pamiętajcie, aby podpisać się pod swoją odpowiedzią i podać adres mailowy :)
Odpowiedzi wpisujcie w komentarzu do tego posta. Do dzieła! :)

---- WYNIKI ----

Wybór nie był łatwy i z chęcią nagrodziłabym Was wszystkie! Jednak książka jest tylko jedna :(
Postanowiłam wyróżnić odpowiedź która kryje w sobie też historię, którą chętnie bym poznała - śluby o poranku zdarzają się nieczęsto! Pani Basiu, gratuluję i już spieszę z mailem :)

"Cóż, jestem doświadczona w tym względzie, gdyż moje wesele było odwoływane aż dwukrotnie.W końcu tak się do tego pomysłu zraziłam, że przystępując do ołtarza zrobiłam to w poniedziałek o szóstej rano - w ciszy kościoła - tylko my, ksiądz i świadkowie.Wszystko inne było, jak trzeba - był narzeczony, piękna sukienka, welon, fryzura, własnoręcznie zrobiony bukiet margaretek,błękitne auto. Później ślub cywilny - też tylko my i świadkowie. Po wszystkim piknik w lesie, na polanie w upalne, lipcowe popołudnie. Cóż, rodzina się trochę boczyła, kręciła nosem - i oczywiście nie zapraszała na uroczystości. Trudno się mówi. Przeszło im. Teraz nasze dzieci będą przymierzały się powoli do związków na stałe - jeszcze nie ma woli, ale już są marzenia. Gdyby im się taki traf wydarzył, nie byłoby strasznego problemu - wynajęłabym stateczek " Pawełek", który kursuje dla turystów po naszych jeziorach (cóż, w tym dniu musieliby obejść się smakiem). Tam przeniosłabym imprezę, a kościół i statek sama przybrałabym kwiatami - już za dwa miesiące będę dyplomowaną (mam nadzieję) florystką."



31 komentarzy:

  1. Tematyka konkursu świetnie współgra z tytułem książki - chcesz wygrać książkę "Wasz piękny ślub"? Opisz swój ślubny koszmar! :) A jeśli już o koszmarkach i popsutych planach to cóż mam nadzieję, że mnie to nie spotka w dniu mojego ślubu, ale przecież... wszystko jest do przetrwania. Na pewno nie będę się załamywać w takiej sytuacji. Najważniejsze, że jest ON, ksiądz, SUKNIA, makijaż... cała reszta jakoś się potoczy. Przecież to w końcu NASZ dzień, dla NAS, nie dla gości i rodziny...
    A tak już z typowo praktycznego punktu widzenia myślę, że nawet bez samochodu ślubnego, sali i kwiatów wszystko da się przetrwać. Moja mama ma ogródek kwiatowy, więc myślę, że bez problemu udałoby się stworzyć "na szybko" jakiś uroczy bukiecik i dekorację z moich wymarzonych słoneczników. Popsuty samochód? Luzik, z domu do kościoła mamy 400 m - przejdziemy pieszo razem z gośćmi. A sala? Damy radę! Zrobimy przyjęcie w ogromnym ogrodzie rodziców. Parasoli u nas dostatek, wystawimy grill, ciasto jakieś na pewno też się znajdzie, alkoholu rzeki... a w ostateczności zamówimy 1000 pizz. Może nie wszyscy goście będą zadowoleni, ale to w końcu NASZ dzień. W sumie - mogłaby to być niezłe przygoda! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ee tam koszmar - moi Rodzice nie wspominają swojego ślubu jako koszmar :) grunt, to zachować zimną krew i coś zaradzić, pomysł z ogrodem super, dziękuję za Twoją odpowiedź! :)

      Usuń
    2. Myślę, że dla wielu par młodych taka sytuacja to na pierwszą myśl spełnienie najgorszych koszmarów, ale każdy koszmar można zamienić w najpiękniejszy sen :) Dodam jeszcze dane komentarza - email: siedmiokropka399@gmail.com

      Usuń
  2. [Część 1] O! A właśnie ostatnio, przed przygotowaniami do swojego ślubu zastanawiałam się 'co by było gdyby' i jaki mogłabym wymyślić Plan B. Wprawdzie nie miałam wtedy w głowie aż tak czarnego scenariusza, ale pomysłów mi nie brakowało! :) Choć przed ważnymi wydarzeniami potrafię być totalną panikarą, to kiedy już zostaję postawiona w krytycznej sytuacji skupiam się w stu procentach na niej, zbieram w sobie wszystkie magiczne siły i działam! Zaczynam od rozdzielenia zadań - bo zakładam, że przy mnie są moi najbliżsi, ludzie na których mogę liczyć - a później razem ogarniamy cały bałagan! Na szczęście dopisała pogoda, jest ładnie, kolorowo i świeci słonko. Szybko decydujemy się na przyjęcie w ogrodzie. Ale hola hola, przecież w naszym ogrodzie zmieści się maksymalnie 30 osób - to nie przejdzie! Stoję przy oknie, robię wdech i wydech i nie chcę, żeby ktokolwiek mi w tej chwili przeszkadzał. Zbieram myśli, które kotłują się, odbijają od siebie, obijają o czaszkę i nagle... MAM! Na przeciwko mieszkają sąsiedzi, w pięknym Dworku z lat 20' ubiegłego wieku. Mają ogromne podwórko, wspaniały ogród i chyba dużą kuchnię. Mama wybija mi to z głowy, mówiąc że to nie przejdzie, że przecież nie mamy w zwyczaju utrzymywać bliskich kontaktów z sąsiadami i... coś tam jeszcze, ale wcale jej nie słucham tylko lecę do sąsiadów. Uzbrajam się w minę proszącego kotka, układam w głowie przekonujące przemówienie, myślę co mogę oferować w zamian, dzwonię do drzwi i zaczynam słowotok. Pani sąsiadka patrzy na mnie trochę jak na wariatkę, rozgląda się dookoła tak jakby szukała 'ukrytej kamery', a w końcu przerywa mi - 'tu, u nas wesele?' - 'tak, właśnie tak', mówię spokojnie. 'No dobra, jak to Pani ogarnie to niech się Pani bawi!'. No chyba śnię! Dziękuję! Mam miejsce! Ale czad, wesele w ogrodzie! Wracam pospiesznie do domu, a w głowie tylko przewija mi się 'ale jak ja to zrobię!?'.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Część 2] No nic, liczę na wsparcie rodziny i przyjaciół. O dziwo oni już nastawieni zadaniowo - dzwonią po okolicznych domach weselnych z nadzieją, że może któryś ma w planie na dziś małe wesele i będą mieć 'na zbyciu' stoły, krzesła i zastawę obiadową. Udaje się! Choć jeszcze kilku rzeczy brakuje, ale robimy pielgrzymkę po sąsiadach, pożyczamy co się da, jedziemy do Pepco, wykupujemy połowę asortymentu z działu jadalnianego i wracamy na miejsce uroczystości, żeby cokolwiek przygotować. W tym czasie Rodzice próbują zorganizować catering, ale chyba nie muszę mowić, że w sobotę, w środku sezonu ślubnego nie jest to łatwe. Rozkładają ręce, a ja już boję się, że zaraz skończymy z pizzą - a ja tak nie chcę!! Muszę im jednak zaufać, bo zbliża się godzina wizyty u fryzjera i kosmetyczki. Oby im się udało! Świadek zabiera mi telefon, mówiąc żebym się wyluzowała, bo wszystko jakoś to będzie i najważniejsze, że Rafał mnie kocha i chce ze mną być! Wszystko i tak będzie pięknie! No to ok, czekam cierpliwie w nadziei, że jednak to się uda! Po wszystkim biegiem lecimy na miejsce uroczystości, a tam kilka balonów, jakieś lampki choinkowe, materiały - każdy z innej parafii, ale... o dziwo to naprawdę pięknie wygląda, taki trochę styl boho - wow, jestem zadowolona! Za domem znalazła się 'kuchnia polowa' w formie grilla! Genialne!! Mięso, szaszłyki, rybki, grzanki - full wypas! W domu teściowa z babcią gotują rosół i naprawdę wierzę, że jakoś to będzie. Nie mamy jeszcze tylko kwiatów i kelnerów. Co zrobić!? Puszczam szybko post na Facebooku, że asap poszukuję kelnerów, jakichkolwiek, płacę 200% normy. Chyba zachęciłam tymi pieniędzmi, bo jest odzew, mam obsługę! Międzyczasie sąsiadka przynosi mi kwiaty ze swojego ogrodu - ratuje mi tyłek! Jest sielsko-anielsko, niekonwencjonalnie, IDEALNIE! Do USC idziemy na nogach, bo to blisko - robimy furrorę, bo przecież mieszkam przy głównej ulicy. Wow, jesteśmy debeściaki! Po ceremonii goście nieco sceptycznie podchodzą do zmian, ale kiedy docierają na miejsce wesela są zachwyceni, a później bawią się do białego rana. I wiecie co? To byłoby najpiękniejsze wesele ever! :D

    Dominika
    dominikasoja@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć! A ja bym obeszła ten temat z zupełnie innej strony, jako że jestem estetką i uwielbiam piękne rzeczy, to planowanie takiego cudnego dnia jest dla mnie wielką przyjemnością! Do naszego ślubu zostało jeszcze pare miesięcy, więc mogę sobie wszystko na spokojnie zaplanować, ale w niektórych sytuacjach drażni mnie planowanie czegoś z tak dużym wyprzedzeniem, zatem chętnie spróbowałabym się odnaleźć w sytuacji, kiedy muszę mieć wszystko na już! :) Dopiero po takiej, skończonej imprezie byłabym z siebie dumna i usatysfakcjonowana! :) Kwiaty kupiłabym w innej kwiaciarni i przy okazji podjęłabym szybką lekcję z bukieciarstwa ;) małe, mini bukiety z różnokolorowych kwiatów ułożyłabym w słoikach, przewiązanych wstążką :) Aha! i podrzuciłabym Pani kwiaciarce, z którą byłam umówiona, krople na niestrawność, niech zdrowieje kobieta, a jak! :) Samochód, to żaden problem, nie ten, to inny, wstążką przewiążę i gotowe! :) Restauracja.. hmmm, odstawmy na bok luksusy ;) Polecam dom mojej babci! Piękny, murowany, piętrowy dom, z kilkoma pokojami, w których w wielkich witrynach wyeksponowane są cudne, kilkudziesięcioletnie zastawy! Z wielkim placem z ogrodem z jabłonkami i gruszami, na które zawiesiłabym lampeczki, dodające nastroju, na krzesełka ułożyłabym różnokolorowe koce na zimniejszy wieczór :) Utworzyłabym mini scenę, dla zespołu, bawilibyśmy się do rana, między drzewami, pod chmurką! W kuchni odbyłaby się impreza tematyczna, pt. "Jeszcze chwilka" ;), mam niezawodne ciocie i babcie! W innym pokoju impreza dla milusińskich - balony, kolorowanki , w kolejnym pogadanki, znajdzie się miejsce dla każdego :) Warunki nam niestraszne! A jako, że: "jedyne co mam, to idealna fryzura, perfekcyjny makijaż, wymarzona suknia, potwierdzona godzina ślubu i ON", to nic więcej mi już nie trzeba! Bawimy się świetnie, kochamy, wspieramy! Mając obok siebie dobrych, pomocnych ludzi, rodzinę, przyjaciół - mamy wszystko. I wspominamy to wesele przez wiele, wieeele lat...
    Tak – jestem wielką optymistką, polecam każdemu! I wierzę, że ta impreza byłaby na pięć z plusem! :)
    Pozdrawiam, Milena :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Powyższy komentarz - milenaa3011@o2.pl, umknęło mi, przepraszam! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bez zbędnego rozpisywania się! Na szczęście mieszkam w domu z ogrodem więc kwiaty miałabym skąd wziąć w szczególności, że mój ślub ma się odbyć w czerwcu także byłoby w czym wybierać. Co do gości, zrobilibyśmy wielki piknik w naszym ogrodzie, zamówilibyśmy pizze (chyba ze wszystkich pizzerii w mieście na raz hihi), zaprosilibyśmy sąsiadów i bawili się do białego rana- hmm... szczerze nie wiem czy nie byłoby to piękniejsze od tradycyjnego wesela ;) BUZIAKI!

    OdpowiedzUsuń
  8. WOW aż mnie ciarki przeszły z przerażenia! Jako perfekcjonistka na pewno zemdlałabym pod wpływem szoku! Jednak skoro mam improwizować.Wybrałabym dwie opcje:
    Pierwsza to dojazd do kościoła innym samochodem-dekoracje można przekleić, po ceremonii oświadczenie gościom co się stało.Dzięki Bogu tort nie był w restauracji podczas pożaru, więc kroimy go na placu przy kościele każdy odchodzi ze słodkim wspomnieniem. :)
    Druga opcja: Zamawiam autobus szkolny, którym jedziemy do ślubu oświadczam gościom, że motywem przewodnim jest PRL. Szukam w okolicy szkoły co zapewni sale do tańczenia stoliki i toalety:)Atakuje najbliższą hurtownie z kwiatami na małe bukiety z gerberów na środek stołu, stoły przykryte obrusami w kratkę w różnych kolorach. Zdolni kucharze z restauracji muszą sobie poradzić na stołówce szkolnej. W ciagu kilku godzin naprawdę dużo da się zorganizować.
    Karola

    karollla555@vp.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Samochód zepsuty!!!! To i lepiej dzwonię na ranczo i proszę o wypożyczenie koni dal mnie i przyszłego męża a dla świadków wóz. Kwiaciarki nie ma!!!!? Idę z siostrą i kto tam jeszcze będzie na łąkę i zrywamy co popadnie, nawet bukiet niezły wyjdzie a goście pomyślą że za taki wystój takimi kwiatami to nieźle zapłacili :) Brak sali!!!! O kurczaki no na 120 osób to ciężko w domu zrobić obiad...... ale ślub oczywiście w lato a rodziny dużo w okół mieszka bierzemy od wszystkich stoły i krzesełka ławeczki i taboreciki i co tam mają a u babci na podwórku czy w stodole robimy imprę, Dj się sam rozstawi, jedziemy do sklepów po paczkowane: pierogi, śledziki, sery, owoce i inne różne takie na przystawkę i zamawiam w kilkunastu restauracjach porcje obiadowe z dowozem, alkohol i tak mamy swój więc impreza do rana gwarantowana, sąsiadów się zaprosi żeby nie mówili że ciszę nocną zakłócamy :) No i już wesele na szybko ale jak klimatycznie, nikt takiego by nie maił więc bardzo oryginalnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. kamilaferens88@gmail.com do tych koni i kwiatów z łąki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kwiaciarka nie przygotowała kwiatów?
    Nic nie szkodzi. Biorę bukiet kwiatków od mamy z ogródka. Taki sam jak dostaje od niej zawsze na urodziny. Dzieki temu gdy będę na niego patrzeć będę czuła się pewniej i odważniej.
    Samochód się zepsuł?
    Poradzimy sobie. Bierzemy auto taty. Dla niego auto to oczko w głowie - ZAWSZE czyste, pachnące i niezawodne. Zrobię na nim kokardy ze starej firanki i gotowe!
    W restauracji w której miało odbyć się wesele wybuchł pożar i właściciel rozkłada ręce?
    Damy radę. Przyjęcie zorganizujemu u mojej siostry w ogródku! Zrobimy wesele na stojąco! Sprzęt do muzyki jest, składanka na youtubie jakaś się znajdzie. Alkohol mamy swój więc wystarczy go dowieźć. Dzieciaki będą mieć przez całe wesele zajęcie - zrobienie pysznego ciasta/tortu na wieczów. Uwielbiają to robić więc, a i goście ucieszą się z takich łakoci. Po jedzenie dzwonimy do naszych ulubionych knajp. Zamawiamy sushi, pizze i chińskie! Zabawa trwa! :D
    kontakt@msobczynska.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Kwiaty? Wystarczy bukiet z liści. Samochód? Pojedziemy autobusem, z resztą gości. A zamiast wesela w restauracji unikalną opcją będzie zabawa w salkach dla młodzieży, znajdujących się w piwnicach naszego kościoła. Zamówilibyśmy jedzenie na wynos (pizzę, kebaby, kuchni azjatyckiej, ciasta z cukierni, etc.) i przywieźli wszystkie planszówki, które posiadamy (a jest ich sporo). W salkach znajduje się sprzęt scholi, więc wykorzystalibyśmy nagłośnienie do puszczania muzyki z laptopa. Zorganizowalibyśmy karaoke, grę w kalambury i tabu.
    Jedno jest pewne, mało który z gości byłby wcześniej na podobnym weselu. A dzieciom i wnukom byłoby o czym opowiadać i na złotych godach.
    virginiawu@onet.eu

    OdpowiedzUsuń
  13. Temat konkursu - super pomysł! Jestem młodą osobą, która ślub ma dopiero przed sobą jeszcze niezaplanowany ale jakieś marzenia już tam są. Oczywiście chciałabym aby był to ślub jak z bajki, pewnie każda z kobiet ma takie marzenie lecz nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego co się stanie. Na pewno jak bym się dowiedziała o tych rzeczach, byłoby mi na pewno smutno, chciałabym się przytulić do swojego narzeczonego,a później wspólnie byśmy obmyślili plan.
    Nawaliła kwiaciarka? Dla mnie to nie problem, biorę kwiaty z ogródka mamy bądź zrywam polne kwiaty, które uwielbiam. Samochód? Pojedziemy samochodem z rodzicami bądź zamówimy taksówkę. A co do sali? To chyba najgorszy problem. Szybko byśmy dzwonili do gości o informacji że impreza weselna jednak odbędzie się na podwórku. Na szczęście moi przyszli teściowie mają baaaaardzo duże podwórko, zorganizowalibyśmy wesele niczym w filmie "Galimatias czyli Kogiel - Mogiel". Zresztą od małego się śmieje, że moje wesele będzie się odbywało na świeżym powietrzu.

    olcia1248@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Cóż, jestem doświadczona w tym względzie, gdyż moje wesele było odwoływane aż dwukrotnie.W końcu tak się do tego pomysłu zraziłam, że przystępując do ołtarza zrobiłam to w poniedziałek o szóstej rano - w ciszy kościoła - tylko my, ksiądz i świadkowie.Wszystko inne było, jak trzeba - był narzeczony, piękna sukienka, welon, fryzura, własnoręcznie zrobiony bukiet margaretek,błękitne auto. Później ślub cywilny - też tylko my i świadkowie. Po wszystkim piknik w lesie, na polanie w upalne, lipcowe popołudnie. Cóż, rodzina się trochę boczyła, kręciła nosem - i oczywiście nie zapraszała na uroczystości. Trudno się mówi. Przeszło im. Teraz nasze dzieci będą przymierzały się powoli do związków na stałe - jeszcze nie ma woli, ale już są marzenia. Gdyby im się taki traf wydarzył, nie byłoby strasznego problemu - wynajęłabym stateczek " Pawełek", który kursuje dla turystów po naszych jeziorach (cóż, w tym dniu musieliby obejść się smakiem). Tam przeniosłabym imprezę, a kościół i statek sama przybrałabym kwiatami - już za dwa miesiące będę dyplomowaną (mam nadzieję) florystką. Urządzanie ślubów, to coś, co mnie bardzo pociąga, dlatego taka książka - podręcznik bardzo by mi się przydała. Pozdrawiam basiapaulinska@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja bym brała ten ślub a po ślubie uciekła nad morze. To miałby być nasz wspaniały dzień. Niech rodzice się tłumaczą, my byśmy pojechali świętować :)) może egoistycznie byśmy postąpili, ale z pewnością z korzyscią dla nas obojga

    dorandekwroclaw@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Dzień ślubu powinien być tym wyjątkowym dniem. Nie ważne, gdzie, jak oraz ile elementów przygotowaliśmy. Dzień ślubu powinien być perfekcyjny, ale w doznaniach. W tym, jaki mamy nastrój, jak się czujemy i jak bardzo skupiamy się na tym najważniejszym - na rozpoczęciu życia z drugą osobą. Jeżeli dużo tych wszystkich elementów, które staramy się uskuteczniać, zapominamy o tym najważniejszym. Wtedy powinniśmy zostać wedding plannerami - będziemy to mieli na co dzień. Jednak w mojej opinii, najskromniejszy ślub w najzwyklejszym kościele i z najbliższym przyjaciółmi u boku ale z wielką miłością do drugiej osoby (z wzajemnością) jest znacznie bardziej cenny niż ceremonia w Westminster Abbey z Królową Brytyjską jako gościem honorowym.

    OdpowiedzUsuń
  17. Cały plan tworzony przez ostatni rok posypał się w jeden dzień... trudno, 3 głębokie oddechy, chwila zastanowienia i wszystko da się uratować! Na pewno nie zrezygnowałabym w takiej sytuacji z wesela, garden party dla mnie nie przejdzie zbieranie od całej rodziny stołów i krzeseł zajęłoby wieki, przyjęcie na stojąco - dość pospolite, a gości na pewno szybko rozeszliby się do domów, chciałabym czegoś na prawdę wyjątkowego, czegoś co będziemy wspominać przez wiele, wiele lat. Niby wesele jest NASZE i dla nas, więc najważniejsi jesteśmy ja i on, ale... dla mnie jest to też okazja, że cieszyć się tą podniosła i ważna chwilą z bliskimi - rodzinom, przyjaciółmi, znajomymi. Ze względów finansowych i ograniczonej pojemności sali weselnej na zaplanowane wesele nie mogliśmy zaprosić wszystkich tych, których chcieliśmy, a ten z pozoru fatalny zbieg okoliczności nam to umożliwi, bo czy zaprosimy 120 osób, czy 160 nie zrobi to większej różnicy. Mieszkam w małym, ale uroczym miasteczku, które w całej Polsce słynie z diabła rozrabiaki. Jeśli mamy diabła to mamy i jego siedzibę zamek królewski z XIV w. I to właśnie zamkowy dziedziniec będzie naszym wyjściem awaryjnym. Z wynajęciem go nie będzie problemu bo czasem odbywają się tam różne prywatne imprezy. Muzeum posiada również długie drewniane stoły, ławy do siedzenia, a nawet rozkładany parkiet i sprzęt nagłaśniający. Może uda się zorganizować mały pokazowy turniej rycerski? Przecież mamy tutaj całe bractwo. Samochód lub inny środek transportu będzie nam zbędny. Wychodząc z domu skręcamy w lewo przechodzimy może z 10 metrów i mamy kościół, idąc w prawo po krótkim spacerze kamienistą ścieżką znajdujemy się główną bramą zamkową. A może udałoby się jeszcze gdzieś w międzyczasie załatwić dwa konie z pobliskiej, zaprzyjaźnionej stajni, aby nimi przejechać na czele orszaku ślubnego drogę z kościoła do zamku? Jeśli chodzi o jedzenie to na pewno nie obyłby się bez pieczonego na rożnie prosiaka. Zadbalibyśmy o szybkie i duże zakupy w pobliskich marketach i masarni, a całą resztą zajęłyby się koleżanki mamy, które pracują razem z nią w szkolnej stołówce. Na koniec kwiaty... szkoda, że nie będzie wymarzonego bukietu ze słoneczników, ale trudno, wezmę pluszowe tulipany, które stoją u mnie w wazonie. Stoły na sali weselnej udekorujemy tym co mamy w domu, czyli mnóstwo świeżych ziół w metalowych doniczkach. Dodamy jeszcze białe lampiony, a na ziemi poustawiamy pochodnie. Oby tylko pogoda dopisała... a w razie gdyby nie, może rozłożyć duży namiot. Tym razem nie musimy się martwić liczbą gości, więc obdzwaniamy wszystkich znajomych, których brakło na wcześniejszej liście, zapraszamy również wszystkich gości, którzy pojawią się na ślubie na wspólną biesiadę, alkoholu na pewno nie zabranie, a zastawę zapewni nam szkolna stołówka :) Piękne zdjęcia, niesamowite wspomnienia, wyjątkowe wesele, prawda?
    Pozdrawiam, Paulina
    e-mail kontaktowy: szymczak_paulina@yahoo.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Hmm ciężka sprawa z wymysleniem planu awaryjnego :P każdy z PM z pewnością byłby załamany z tego powodu ale to nic najważniejsze że tego dnia będziemy mieć przy sobie najważniejsze dla nas bliskie osoby z rodziny i przyjaciół :) i z nimi spędzimy ten co jak co szczęśliwy koszmar :P najwazniejsza jest przysięga i obrączka i to by poslubic ukochaną osobę , nawet gdyby sala nawalila to niiiiic :D niedaleko mamy stawy z ładnymi plażami + koło stawów Ośrodek w którym zazwyczaj odbywają się dyskoteki więc plener weselny na dworze jak znalazł :) dzwonilabym do znajomego dj który i tam nie raz grywał wiec i muzyka by była :P na plaży jest bar poza tym i niedaleko są różnego rodzaju pizzerie , restauracje więc Dania na dowóz by byly :) na pewno nikt by z głodu i z pragnienia nie umarł :D dopilnowalabym tego. u mnie w mieście tego jeszcze nie było że młodzi idą z buta z gośćmi na swoje wlasne wesele :P i bawią się w plenerze :D co tak strasznie? W cale nie :p nawet byłoby to ciekawe przeżycie i z pewnością niepowtarzalne wesele :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Mój ślub odbędzie się w marcu. Nie przewiduję takiej katastrofy, choć może warto czasem spojrzeć na to z dystansu. Tak więc postarałabym się nie rozpłakać, żeby chociaż mój idealny makijaż przetrwał. A potem wszystkich gości zabralibysmy na ogródki działkowe:). Działka jest duża, pomieści wszystkich, jest też mały staw z niewielkim pomostem, do zdjęć wystarczy. Rozpalamy ognisko, grile i instalujemy orkiestrę w altanie. Na ślub zapraszamy wszystkich sąsiadów więc myślę, że wsszyscy chętnie udostępnią meble ogrodowe i w ciągu godziny lub dwóch wesele się rozkręci. Pod chmurką, ale z ludżmi którzy zawsze są pomocni i z rodziną z którą dobrze wychodzimy i to nie tylko na zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń
  20. W takich momentach najważniejszy jest spokój i zimna krew! :) moja ciocia jest florystką więc wyczarowałaby mi jakiś bukiet i ozdoby z kwiatów z hurtowni. Samochodów w rodzinie jest dużo na pewno ktoś zgodzi się zawieźć nas do ślubu, a moi rodzice mają duży dom z ogrodem i dużym tarasem w spokojnej okolicy także z miejscem na wesele (do jedzenia i tańczenia) również nie byłoby problemu. Alkohol już kupiony, zorganizować tylko jedzenie z okolicznych restauracji bądź samemu przygotować co się da (sąsiedzi i rodzina na pewno by nam pomogli w zorganizowaniu pysznego jedzenia!), napoje kupić, zastawę pożyczyć/wypożyczyć i impreza do białego rana pod chmurką gotowa :)

    kontakt: magdalenasuprun92@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Co bym zrobiła? Prawdopodobnie na początku wpadłabym w panikę, bo należę do osób, które lubią mieć wszystko pod kontrolą. Ale może masz rację - trzeba być przygotowanym na każdą sytuację. Mój własny ślub za pasem, więc dobrze by było obmyślić jakąś strategię na takie nieprzewidziane akcje. Prawdopodobnie skorzystałabym z tego, że ja i mój Narzeczony mieszkamy nad morzem. Może tak właśnie byłoby najlepiej - ślub w plenerze, na plaży, bez zadęcia? Później można byłoby zrobić wesele w tym samym miejscu. Ktoś na pewno pożyczyłby nam sprzęt grający. Najważniejsze byłoby przecież to, że właśnie zostaliśmy małżeństwem w towarzystwie wszystkich bliskich i w cudownych okolicznościach przyrody. Aż się rozmarzyłam... Może taki romantyczny i bezpretensjonalny pomysł powinien być naszym planem A?

    kontakt: ally-lp@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  22. Pomyślałabym,że to jest jakiś znak i to wszystko jednak nie musi być takie perfekcyjne. Bukiet zarobiłaby mi moja babcia, która ma ogród pełen kwiatów, do kościoła pojechałabym starym samochodem mojego dziadka(jest naprawdę klimatyczny).Gościom powiedziałbym, że impreza odbędzie się na następny dzień a przyjęcie urządziłabym w plenerze z dużą ilością kwiatów.
    e-mail: magda6661@buziaczek.pl

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja chciałabym podejść do tematu na spokojnie, bo nie ma sytuacji bez wyjścia jak to się mówi.
    Kwiaty nie są najważniejsze, a samochód nie musi być wypożyczony ; )
    Wstążki się w domu znajdą to i samochód przybrać się da.
    Najważniejsza w tym całym zamieszaniu jest miłość i to ona dała by nam siłę na przezwyciężenie problemów.
    Po uroczystości zaślubin ogłosilibyśmy gościom, że niestety w restauracji, w której miało obyć się przyjęcie weselne wybuchł pożar i z tej okazji zapraszamy wszystkich bez wyjątku do domu Pana Młodego na wieś, gdzie impreza odbędzie się pod gołym niebem.
    Na szczęście nasz termin to 23.09.17r. więc tak zimno nie będzie mam nadzieję.
    Sklepy czynne całodobowo więc alkohol się zorganizuje, jedzenie to też nie będzie problem, pizzę zamówić można.
    A dla atrakcji wyciągniemy głośniki z szafy i na parkiet można gości wołać ; )
    Miłość najważniejsza jest, nie ważne są bogactwa i zaszczyty, ponieważ one nie przyniosą nam szczęścia, a ten dzień ma być jednym z najpiękniejszych więc na pewno zapamiętamy go na całe życie.
    Kontakt:ania107@buziaczek.pl

    OdpowiedzUsuń
  24. Perfekcyjne wesele? Aż strach pomyśleć, jak to wszystko zorganizować, przygotować aby wypaliło! W przypadku pechowców, nic dziwnego że sala się spaliła, auto zepsuło i złamał się obcas! Ale wszystko da się naprawić, bo we dwoje w miłości można góry przenosić.
    Gdy auto do kościoła się rozkraczyło - nic prostszego - biorę i jadę do kościoła weselnym autobusem - czy tego jeszcze nie było? Myślę ze integracja z gośćmi już we wstępnej fazie rozładuje stresy związane z ceremonią w kościele. Trochę śmiechu w autobusie każdej pannie młodej i młodemu panu dobrze zrobi!
    Cóż w takcie mszy dochodzą słuchy, że w sali wybuchł pożar i zjarało się pół sali - co tu zrobić gdy serce podchodzi do gardła i bije jak oszalałe. Na szczęście zaproszony sąsiad ma podwórko z dużą altaną. Koledzy MĘŻA już przeniosą stoliki od pozostałych sąsiadów, a jedzenie? Cóż Moja mama zawsze uzbrojona jest jak na wojnę, a w zamrażalce znajdzie się cały gar bigosu, zamrożonej grochówy, klusek śląskich i gołąbków. Kobiety wezmą się do roboty i pyszny obiad będzie w mig gotowy! Kiedyś za czasów Mojej babci tak to się przecież odbywało. Jako jeden z posiłków miał być dowieziony dzik, w miedzy czasie świadek wykonał telefon i o 23 dzik już był pod właściwym adresem sąsiada! Każdy dostał po sporym kawałku i zapełnił brzuchy. Pomyślicie co z tortem, on również został liźnięty przez języki ognia w restauracji - ale tym zajęła się świadkowa. Jako że sobota okoliczne sklepy i cukiernie uzbrojone w torty - a więc przejechała po wszystkich i wykupiła co tylko się dało. Więc kilak różnych smaków - dla każdego coś dobrego... Pomyślicie, co to za ślub bez białej dekoracji. Jak to w niewielkich miasteczkach bywa, robi się bramy dla przybyłych gości, stroi się wejścia. Wszystko ściągnięte z płotów znalazło się na biesiadnych stołach. Mimo, że wesele stało się właściwie ogromnym grillem, bo jako 3 posiłek wystąpiła kiełbasa z ogniska i z rusztu, każdy byłby najedzony i myślę, że zadowolony. Panie musiały od razu przebrać buty na płaskie baleriny, bo przy dźwiękach orkiestry, która grac może wszędzie, nie dało się tańczyć na trawniku, bo obcasy się wbijały. Coś czuję że sąsiad będzie narzekał że trawnik zdeptany, ale tym zajmiemy się pojutrze - gdy już wszyscy odpoczniemy po tak szaleńczym maratonie pomysłów.

    agata.17ko@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  25. Przyznam szczerze, że książka bardzo mnie zaciekawiła! :))

    Pozdrawiam serdecznie!
    Przyszła Panna Młoda :)

    www.makesitsimple.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń
  26. Kiedy wyniki? Miały być dzisiaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodnie z obietnicą będą jeszcze dziś, pracuję do późna :)

      Usuń
  27. Jaka szkoda, że się na konkurs nie załapałam. Sama chciałabym dostać Wasz piękny ślub, bo słyszałam super recenzje!!! No nic, zamówię w empiku :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger