"Ślub wszystko zmienia i psuje związek" - czy to prawda?

O tym, co zmienia się po ślubie krążą już mity i legendy. Można by rzec - niewinne gadanie. Nie byłabym jednak tego taka pewna. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z siły rażenia uszczypliwości i niewybrednych żartów z "instytucji małżeństwa". Rozsiewają je na lewo i prawo. Czasami to ziarno trafi do przemiału, ale innym razem w głowie odbiorcy na tej kanwie wykiełkuje myśl, która wzbudzi wątpliwości, wystraszy, zniechęci. Te trzy rzeczy, owszem, często się pojawiają - ludzką rzeczą jest mieć wątpliwości a prawem - dokonywać świadomych wyborów. Ale gdy pojawiają się teoretycznie znikąd - bo właśnie z czczego gadania - są zupełnie niepotrzebne i tylko psują nerwy. Poznałam już kilka kobiet, które w ten sposób zostały zbombardowane. W końcu pytają - czy na prawdę po ślubie wszystko się zmienia? Czy będzie aż tak źle, a jeśli tak... to czy na pewno warto brać ślub?


MAŁŻEŃSTWO ZMIENIA LUDZI
To mój "ulubiony" mit, dlatego idzie na pierwszy ogień, mimo, że byłby idealną puentą do tego tekstu. Znam wiele życiowych sytuacji, które są w stanie zmienić człowieka. Choroba, śmierć bliskiej osoby, zmiana bądź utrata pracy, rodzicielstwo. Nie widzę w tym wachlarzu miejsca na małżeństwo. Niezmiennie uważam, że akt małżeństwa jest kozłem ofiarnym tego mitu. Jeśli ludzie przestają ze sobą rozmawiać (lub nawet nie zaczynają rozmawiać, po prostu milczą i snują domysły), zaniedbują swój związek lub przeciwnie - nie mówią o swoich potrzebach gdy czują się zaniedbani - winne nie są obrączki na palcach i sakramentalne bądź urzędowe "tak", ale oni sami. Zdecydowanie łatwiej jest jednak powiedzieć, że to "ten zły ślub wszystko zepsuł" niż "zaniedbałam/zaniedbałem nasz związek" albo "nie zawalczyłam o nas gdy czułam, że wszystko idzie źle". Szukanie sprawców pogorszenia się relacji zawsze trzeba zaczynać od siebie. Ale to trudne zadanie, które wiele osób omija szerokim łukiem.

ON BAŁAGANI, ONA CHODZI W DRESIE
Uwierzcie, że uczciwie szukałam, ale nie znalazłam żadnych wiarygodnych badań które dowiodłyby, że w związku bez ślubu mężczyzna nigdy nie zaczyna rozrzucać skarpet, a kobieta nie snuje się po domu w szlafroku lub dresie. Jeśli ludzie są ze sobą od lat, mieszkają wspólnie od dekady czy dwóch to nie wierzę, że budząc się rano myślą "założyłabym dziś dres i nie robiła mejkapu, ale nie mogę, bo nie mam męża", albo "och, tak bardzo nie chce mi się zanosić tych skarpet do kosza, ale muszę, bo nie mamy jeszcze obrączek". Zgodzę się, że czas też zmienia ludzi - rodzą się przyzwyczajenia, zmieniają nawyki, stajemy się wobec siebie coraz bardziej bezpośredni i mniej skrępowani. Ale nadal to dzieło czasu. Nie aktu ślubu :)

ONA UTYJE, JEMU UROŚNIE BRZUSZEK
Osobiście zderzyłam się ze ścianą tego argumentu, gdy pewnego razu spotkałam znajomego mojego męża, który był w szczerym szoku, że po dwóch latach od ślubu ani trochę nie przytyłam (pisałam o tym tutaj). Małżeństwo to nie jest zima naszego życia, nie trzeba zbierać zapasów. Owszem, nadal wiele panien młodych odchudza się do sukni ślubnej, ale mam wrażenie, że ta tendencja powoli się kończy, a może raczej ewoluuje w dobrym kierunku - kobiety zaczynają dbać o siebie przed ślubem i.. nie kończą tego robić wraz z wciśnięciem obrączki na palec. Przeciwnie - ślub to dobra motywacja, by zacząć. A dobre przyzwyczajenia zostają. Podobnie jest z mężczyznami - jeśli delikwent przed ożenkiem lubi dla przykładu biegać, a piwo zwyczajnie nie jest w jego guście, nie porzuci sportu na rzecz alkoholu tylko dlatego, że ma żonę. Po prostu w to nie wierzę.

KONIEC CZUŁOŚCI, CZYLI WITAJ PROZO
Nagle czułe słówka zamienią się w oschłe komunikaty, zapomnicie co to randka, a najbliższe "kocham cię" powiecie dopiero swoim dzieciom. Doprawdy? To przez ślub? Oczywiście, że nie! Może się tak stać dlatego, że jesteście ze sobą długo i po prostu nie musicie już kilka razy dziennie wymieniać się wyznaniami, bo całe wasze wspólne życie to jedno wielkie świadectwo tego, co was łączy, a kawa przyniesiona do łóżka jest warta więcej, niż tysiąc słów (w moim przypadku to leki, podawane mi pół godziny przed tym, jak wstanę z łóżka. To jest luksus. Poświęcenie. I miłość). Chleb, masło, pomidory? Oschłe smsy? To akurat fajne, że nie musicie pisać listów otwartych z prośbą.

Jest wiele takich "cudów", które można na co dzień usłyszeć. Część z nich to zwykłe przekomarzanie, inne zdają mi się być podszyte problemem, o którym zawsze lepiej powiedzieć w formie żartu (człowiekowi ulży, a w razie czego można się wykręcić). Dzisiaj dodatkowo wpadłam na Facebooku na ten filmik - trochę uroczy, a trochę niepotrzebnie pielęgnujący stereotypy. Ja uważam, że nie ma o co się bać. Jeśli coś ma się zmienić w związku - to zmieni się niezależnie od ślubu. I nie ma co zganiać nieszczęść w relacji na przysięgę ;)


3 komentarze:

  1. Zdecydowanie się podpisuje pod Twoim postem! Myślę, że te zmiany o których piszesz trochę wynikają z tego, że kiedyś ślubem zaczynało się długoterminowy związek i wspólne mieszkanie, obecnie, często bierze się ślub będąc już "starym, dobrym małżeństwem" ;) Z drugiej strony, zauważyłam, że obrączka na palcu zmienia sposób w jaki ludzie na Ciebie patrzą (mi dodają kilka lat).

    OdpowiedzUsuń
  2. Po ślubie na pewno się trochę zmienia, ale nie można popaść w marazm tylko, żyć jak wcześniej i wciąż się sobą cieszyć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam wrażenie, że wszystkie te stwierdzenia wzięły się z lat naszych dziadków i rodziców, kiedy to mieszkanie ze sobą przed ślubem było niemal zabronione. Wtedy, gdy po ślubie musieli ze sobą zamieszkać, rzeczywiście dużo się zmieniało. Osobiście uważam, że to mieszkanie razem sporo zmienia, ale napewno nie sam ślub. I też bym aż tak nie przesadzała, bo jednak, gdy ludziom zależy potrafią być dla siebie jeszcze większych wsparciem i "idealną parą".

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger