Pierwszy taniec od A do Z

Nieważne, czy jesteście królami parkietu, czy imprezy taneczne najbardziej kręcą Was z pozycji widza (gdy siedzicie przy stoliku i podszeptujecie sobie komentarze do wywijasów innych par albo po prostu skupiacie się na parkietowej prewencji, skutecznie serwując wymówki tym, których nogi niosą w rytm cha-chy czy innego disco i upatrzyli sobie Was za cel...). Bez względu na to, z którą szufladką bardziej się identyfikujecie - planując wesele, będziecie musieli zmierzyć się z tym tematem.

fot. Trent and Jessie Photographers

Kiedy zacząć przygotowania?

Najlepiej około trzech miesięcy wcześniej, a przynajmniej dobrze zacząć wtedy rozglądać się za instruktorem, jeśli jest w planach. Jeśli taniec jest Wam totalnie obcym zjawiskiem, a chcecie zrobić show – pół roku przygotowań nie będzie fanaberią, zwłaszcza, jeśli sporo pracujecie i wygospodarowanie czasu na lekcje będzie trudne (w praktyce może okazać się to jeszcze trudniejsze).

Z kim to zrobić?

We dwójkę w zaciszu domowego ogniska albo z instruktorem. W tym drugim przypadku są dwie opcje – lekcje indywidualne albo grupowe. Wszystko zależy od tego, czy stawiacie na klasykę i standardowe kroki, czy zależy Wam na indywidualnej choreografii – wtedy zdecydowanie warto wybrać opcję indywidualnych spotkań z instruktorem. Wszelkie inspiracje są mile widziane. Możecie śmiało połączyć style, wymyślić własne kroki... oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku i możliwości :)

Oceniając możliwości weźcie pod uwagę kilka czynników...

Przede wszystkim suknia. Jeśli jest to klasyczna, rozłożysta suknia na kole, to łamaniec może się nie udać. Podobnie tańczenie rumby w bezie może okazać się karkołomnym zadaniem – nie tylko dla panny młodej, ale i dla pana młodego, który będzie musiał okrzesać wirujące stosy tiulu, falbanek i rzeczone koło. Również parkiet rodzi pewne możliwości i ograniczenia – rozmiar, układ, stopień śliskości – dlatego warto przynajmniej jedną próbę tańca zrobić na sali weselnej.

A jeśli już show, to z przytupem!

A co gwarantuje ten przytup? No oczywiście, że zadyma! Wytwornica dymu to także sprzymierzeniec tych, którym trochę plączą się nogi – taniec w chmurach ma to do siebie, że chmura jest przynajmniej tak samo, o ile nie bardziej interesująca dla widzów niż sama choreografia. Taka przyjemność to wydatek rzędu kilkuset złotych, a ostateczna cena jest uzależniona od powierzchni sali, jaką chcemy „zadymić”. W podobnej cenie można wypożyczyć wytwornicę baniek mydlanych (te ucieszą nie tylko tańczących, ale i dzieciaki – trzeba jednak uważać, by nie podeptać ich w trakcie tańca). Efekty świetlne i konfetti to mniej kosztowne, ale równie ciekawe rozwiązania. Możecie także pójść na całość i na czas pierwszego tańca się przebrać – w dobie popularnych show z tańcem w roli głównej nie powinniście mieć z tym większego problemu, a z pewnością zrobicie wrażenie na swoich gościach.

Do obiadu czy do kawy?

Widuję czasami filmy i zdjęcia, na których Młoda Para tańczy pierwszy taniec, a goście siedzą przy stołach. Moim zdaniem – nie tak powinno to wyglądać, bo założenie jest zgoła inne – ten pokaz ma otwierać zabawę. Fajnie, jeśli pod koniec dołączą do Was inne pary (idąc śladem świadków, którym warto powierzyć to pionierskie zadanie) i impreza tym samym rozpocznie się na dobre. A skoro goście mają wytrzymać chwilę na parkiecie, to zdecydowanie powinni wcześniej się czymś posilić, a przede wszystkim obeznać wstępnie z salą, stołami, zdjąć marynarki... Dlatego najlepszy moment na pierwszy taniec to czas po pierwszym ciepłym daniu.

Muzyka!

To zdecydowanie temat na osobny post - nie omieszkam go popełnić, ale przedtem kilka słów ogólnych... Wiele par - wiem o tym, na poły z doświadczenia - ma "swoją" piosenkę. To może być utwór, który oboje uwielbiają, który kojarzy im się z ważną chwilą albo... którą jedna ze stron postanowiła ochrzcić tym mianem ;) czasami tak się szczęśliwie składa, że to romantyczny utwór, na dodatek idealny jako podkład muzyczny do pierwszego tańca - wtedy wybór jest jakby oczywisty. Schody zaczynają się, gdy on słucha Papa Roach, a ona Alicji Janosz. Wtedy warto sięgnąć po klasykę gatunku albo zdać się na wybór instruktora (lub skorzystać z listy, która wkrótce pojawi się na blogu).

Trzymam za Was kciuki - w szczególności za tych, którzy zazwyczaj podziwiają parkiet z pewną dozą nieufności i wolą trzymać się na dystans. Chmurka z dymu, bańki, konfetti - i dacie radę! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Blog ślubny Madame Allure , Blogger